poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wigilijny Oneshot

Wesołych Świąt

życzę wam wszystkiego dobrego, dużo szczęścia, miłości, zdrowia i SHINee XD 
A w prezencie ode mnie macie krótki One Shot z życia SHINee.
Zapraszam do czytania i przede wszystkim komentowania  (づ ̄ ³ ̄)づ

                                                                                   / Aka

~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`

Nie będzie Świąt

Święta Bożego Narodzenia to radosny okres, w którym wszyscy wspólnie sie radują  dzieci śpiewają Kolendy, stroją choinki, przygotowuje się  tradycyjne potrawy, czeka się na TĄ pierwszą gwiazdkę i prezenty, ale co to za święta bez ozdobionej choinki, prezentów czy bez wszystkich członków rodziny? A właśnie w taki sposób SHINee miało spędzić swoje święta.
W tym domu z pięcioosobowej grupki chłopaków zostało tylko czterech. Cała czwórka mimo odczuwania braku piątego kolegi, musieli na razie dać sobie radę z tym smutkiem i czekać na jego powrót. Za ten czas oczekiwania zabralis ię za świąteczne przygotowania. Key cały dzień spędził w kuchni gotując i piecząc pyszne ciasteczka, Jonghyun  zabrał się za ozdabianie okien i w ogóle ogarnianie całego domu. Znów Minho i Taemin znosili ozdoby na choinkę. 
- ale pachnie~ - powiedział Jong wchodząc co kuchni. Kim popatrzył na niego surowym wzrokiem, widząc jak przyjaciel wręcz ślini się na widok ciasteczek, które akurat ozdabiał. Bling nic sobie z tego nie robiąc, sięgnął po jedno z ciasteczek zjadając je szybko.
- Jong! Wynocha z mojej kuchni! Jeszcze raz cie tu zobaczę to ci tak ten tyłek skopie, że święta przeleżysz w szpitalu! - wydarł się Kibum praktycznie wywalając do z owego miejsca. Ten uśmiechnął się do niego i czule pocałował w usta. Key z początku opierał się, lecz pod naciskiem  starszaka poddał się przyjemności, odwzajemniając pocałunek. 
- idź  już i nie przeszkadzaj mi - wydusił z siebie, odwracając się na piętach i wracając do kuchni. Właśnie Jong chciał iść po lampki na okna gdy zadzwonił telefon.
- Halo?
- Jonghyun? tu Onew
- Hej Jinki! Nie powinieneś siedzieć teraz  w samolocie i lecieć do nas?
- właśnie w tej sprawie dzwonie
- coś się stało
- loty zostały opóźnione. Jeszcze nie podali, nowych godzin odlotów. 
- No co ty?! Mam nadzieję ze na święta będziesz!
- nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, ale dopóki nie podają nowych godzin lotów nic nie wiem i nic nie poradzę na to. - chłopaki wymienili się jeszcze paroma zdaniami po czym Kim sie rozłączył  powiadamiając chłopaków o zaistniałej sytuacji.
~~
Minho, mógłbyś mi pomóc z tym? - zawołał Taemin podnosząc duże i ciężkie pudło. Minho zabrał je od chłopaka i zniósł je na dół. Już po chwili obaj rozpoczęli rozpakowywanie pudła pełnego ozdób, które wieszali na choince. Byli przy tym bardzo ostrożni, gdyż bombki były szklane i łatwo sie tłukły. Ostatecznie choinka pięknie sie prezentowała w swych odcieniach czerwieni i złotego.  Wszyscy spokojnie przygotowywali sie do pierwszej gwiazdki, jedynie pies robił zamieszanie, biegając sobie od pokoju do pokoju.
- Jonghyun! weź zrób coś z tym psem, idź z nim na spacer albo coś, bo mi zaraz cała kuchnie rozwali!  - zawołał Key, próbując złapać Roo, niestety on był szybszy i sprintem przebiegł mu pod nogami omal go nie przewracając. Minho i Taemin skończyli przystrajać choinkę, gdy do salonu wbiegł pies kierujący się prosto na nich a na nim krok w krok Jong. Wszyscy w pokoju wstrzymali oddech widząc obraz wbiegającego blinga prosto na choinkę przewracając ją prosto na pozostałe ozdoby. Tłukąc je przy tym.
- o boże - wydarło się z gardła Kibuma, oglądającego cały bałagan. porozrzucane szkło po bobkach, było dosłownie wszędzie. 
- i co my teraz zrobimy? To były nasze wszystkie ozdoby - zapytał zirytowany Tae
- nie wiem minie, nie wiem - powiedział zrezygnowanym głosem Minho, zbierając szkło z podłogi. Cała czwórka zostawiła wszystkie swoje zajaecia i zabrała się za ogarnianie salonu. 
Dochodziła 17.30 gdy chłopcy skoćzyli robić porzadek i zaczęli zastanawiać się, co dalej?
- nie będzie świąt, wyszeptał Choi, dodają już głośniej - bez choinki i Onew'a .. super święta - zrezygnowany usiadł na sofie.
-  dokładnie - przytaknął mu Jong siadając obok niego.
- To nie ma sensu, po co się tak staraliśmy? - dodał zamyślony Tae siadając obok Choi'a i opierając się o niego.
- chłopaki nie poznaje was! co wy odwalacie?! - wydarł się Key, stojąc tuż przed nimi. - uratujemy te święta, jeszcze nic stracone!
- ale co chcesz zrobić? - zapytał Kim
- samolotu nie przyspieszysz- dodał Minie
- a sklepy są pozamykane, więc nowych bombek nie kupimy. - stwierdził Minho przytulając do siebie Taemina.
- dajcie już spokój! w Onew'a trzeba uwierzyć, że będzie na czas a bombek nie potrzebujemy trzeba tylko wymyślić czym je zastąpić.
- umma ma racje - powiedział Lee wstając z kanapy i sięgając do szuflady - i chyba mam dobry pomysł - wyciągnął z niej pudełko pierników, wstążki, cukierki i nić, po czym położył je przed resztą zespołu. 
- co ci chodzi po głowie młody? - zapytał Jong zjadając piernika.
- Jonghyun! - zwrócił mu uwagę Kim, na co chłopak odłożył drugie ciastko z powrotem do pudełka. Wszyscy zaśmiali się widząc jak Jong próbuje powstrzymać sie przed zjedzeniem zawartości pudełka. 
- w piernikach możemy zrobić dziury i zawiesić ze zamiast bombek. Tak samo z wstążką, wystarczy zrobić kokardy, będzie ładnie wyglądać na choince. - chłopak zademonstrował owy pomysł, który wszyscy poparli.
Słodycze zawieszone na choince dodawały jej uroku i klimatu dzięki któremu cała czwórka przypomniała sobie czasy, gdy byli jeszcze dziećmi i pomagali rodzicom zjadajac cukierki zamieszczone na przepięknych choinkach. Ich twarze wyrażały radość i zadumę. Marzyli, aby te święta były udane i z każdym rokiem coraz to lepsze. Chcieli wszystkie te wspaniałe  dni pełne szczęścia i miłości spędzać zawsze razem. Czekali na Onew z nadzieją, że przyjdzie szybciej i będą wszyscy w komplecie przy wigilijnym stole. Dochodziła już 19, gdy chłopcy usłyszeli dzwonek do drzwi. cała czwórka zaprzestała swoich czynności i popatrzeli po sobie. Pierwszy poruszył się Taemin, idąc w kierunku drzwi z przeczuciem iż to własnie św. Mikołaj postanowił odwiedzić ich dom. Z wyrazem szczęścia na twarzy otworzył drzwi, w których stał zmarznięty Onew. Taemin zobaczywszy przyjaciela uśmiechnął się jeszcze bardziej  i wtulił się w niego. Po chwili reszta domowników była już przy liderze ściskając go mocno i serdecznie, każdy po kolei. 
- może wpuścicie mnie do domu? trochę zimno tu. - chłopcy od razu ruszyli do mieszkania pomagając mu z torbami.  Po paru minutach zespół stał w salonie rozmawiając i śmiejąc się. Nagle Taemin zauważył, że w pokoju nie ma Minho'shiego.
- coś sie stało Tae? - key podszedł bliżej do chłopaka.
- myślę, że Minho gdzieś się nam zgubił...
- och! rzeczywiście nie ma go tu - stwierdził Jinki, po czym usiadł na kanapie z wycieczenia.
- pójdę sprawdzić czy jest może w swoim pokoju. - zaoferował Minnie i poszedł w stronę pokoju przyjaciela. Nagle drzwi otwarły się a za nimi stał... święty Mikołaj!? Taemin zszokowany stanął tuż przed wysoim mężczyzną. Siwobrody spojrzał na chłopaka i uśmiechnął się lekko po czym zaśmiał się  w swój "mikołajowy" sposób. Taemin rozpoznał głos Minho i także uśmiechnął się szeroko. 
- Witam świętego Mikołaja! - zaśmiał sie Jonghyun zachęcając "przybysza" ręką.
Po chwili wszyscy siedzieli w salonie znów rozmawiając, szczęśliwie, że są razem i wszystko się ułożyło. Gdy zegar wybił godzinę dwudziestą przesiedli się do stołu pełnego wspaniałych potraw. wszystkie dania wyglądały przepysznie i wspaniale pachniały. Jonghyun wziął ze stołu opłatek  i przekazał go Onew, który przyjął talerzyk z uśmiechem. wstał i popatrzył się po swoich przyjaciołach. 
- chciałbym życzyć wam, jak i sobie, wszystkiego co najlepsze w życiu. I nie mam tu na myśli pieniędzy, ale radości, wspaniałych wspomnień i w ogóle, aby każde wasze marzenia się spełniły.
- My tobie życzymy, jeszcze więcej kurczaków. -  po ty słowach wszyscy się roześmiali i w miłej atmosferze dokończyli wieczerze. Po zjedzeniu pysznych potraw, Minho wstał od stołu i wyciągnął zza choinki duży worek z prezentami. Po czym usiadł sobie wygodnie w jednym z foteli. Taemin usiadł mu na klanach robiąc maślane oczka. 
- Co Mikołaj ma dla mnie? 
- to zależy co Mikołaj dostanie w zamian - Taemin zastanowił się przez chwilkę po czym z wielkimi rumieńcami pocałował Choi'a w policzek. Zadowolony Minho wyciągnął z worka dużego Misia z koszulką " I love banana's" + kupon na mleka bananowe , uradowany Lee wtulił się w przyjaciela, dziękując mu za prezent. Key dostał upatrzony sweter, Jonghyun nowe buty do biegania, Onew bokserki z wymalowanym chickenem a sam Minho, perfum. 
- Key mam dla ciebie specjalny prezent, za 5 minut na górze - Jong poszedł na górę zostawiając domyślającego się Kibuma, o co może chodzić, z resztą chłopaków.
~~~~
Key cichutko przekroczył próg jego i Jonghyuna pokoju. Do jego nozdrzy dotarł zapach intensywnego olejku do kąpieli a na ziemi była dróżka usypana z płatków róż i prowadząca do łazienki. Kibum powolnym i niepewnym krokiem udał się w wyznaczoną stronę. zatkało go. Łazienka była cała w różach i świecach a w wannie pływały płatki róż. Całość dawała niesamowity, romantyczny nastrój.
- Jak ci się podoba ? - Zapytał Jong opierając się o framugę drzwi. Miał na biodrach jedynie luźno zawieszony ręcznik. Key odwrócił sie
do niego i pocałował go czule.
- Jest pięknie - powiedział odrywając się na chwile od ust jego chłopaka, by po chwili znów się w nich zatopić. Starszak jedną ręką targnął pod koszulkę Kima bawiąc się jego sutkami, a drugą zaczął dobierać się do jego spodni. Z każdym dotykiem Jonga, przez ciało Key'a przechodziły kolejne dreszcze podniecenia, chcąc coraz to więcej. Już po chwili obaj pozbyli się wszystkich zbędnych ciuchów, całując się namiętnie.
- dokończmy w wannie - wyszeptał Bling do ucha jego miłości. Szybko znaleźli się w ciepłej wodzie, pośród piany. Kimom było bosko. Jonghyun zaczął całować go coraz to niżej z pocałunkami zszedł na szyje, później sutki bawiąc się nimi. Jedną ręką masował jego penisa doprowadzając go do szaleństwa. W całym pomieszczeniu rozbrzmiewały ich jęki i westchnienia.
- kocham cię - westchnął Key czując że jest u kresu wytrzymałości.
- ja ciebie też
-Ah~ - jęknął Kibum czując jak jego kochanek powoli wchodzi w niego. Ból przeszedł przez ciało chłopaka zostawiając po sobie jedynie przyjemność i rozkosz. Jonghyun przyspieszył swoje ruchy. Co raz to głośniejsze odgłosy wydobywające się  z gardeł kochających się ludzi, ciepło bijące od ich ciał i intensywny zapach doprowadzał ich do szału. Obaj doszli w tym samym czasie wypowiadając    imię drugiej połówki. Kibum wtulił się Jonghyuna całujac go jeszcze raz w usta.
- wesołych świat - wyszeptał Jong
- wesołych

czwartek, 13 grudnia 2012

2min Rozdział 4


Po pierwsze chciałabym was bardzo przeprosić za takie opóźnienie, ale przez ostatnie 2 tygodnie miałam niesamowity nawał z lekcjami, sprawdzianami, kartkówkami, plakatami, konkursami, że po prostu nie miałam czasu. Wybaczcie mi. Chce też podziękować za komentarze i te pozytywne i negatywne o które też poprosze, jednak chciałabym wiedzieć co poprawić, co ulepszyć. Dobrze, to zapraszam do czytania i komentowania.


                                                                                                            / Aka


~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`



Chcę go chronić.


Nie widziałem Taemina od 2 dni, chyba nie odstraszyłem go? Rozmyślał Minho przechacając sie korytarzem. Może coś się stało? może powinienem pójść do niego i zobaczyć czy wszystko w porządku? Dlaczego się tak o niego martwię? przecież praktycznie go nie znam!? kurcze. powinienem sprawdzić czy wszystko z nim dobrze.
Drrrrrrr... zadzwonił dzwonek i wszyscy uczniowie udali się do swoich klas. Minho powolnym krokiem skierował się do swojej ławki, gdy 2 dziewczyny do niego podbiegły.
-Minho! Minho! trener kazał nam przekazać ci, że dziś po szkole masz zjawić się na dodatkowym treningu - powiedziała  brunetka próbując uspokoić oddech, chyba nieźle się musiała nabiegać, aby go znaleźć. Choi przytaknął po czym wyciągnął książki i usiadł na swoim miejscu. Nie obchodziła go zbytnio lekcja, wolał odliczać czas do końca lekcji, żeby jak najszybciej zobaczyć się z tamtym chłopakiem. Uratował go i ma wrażenie jakby była mu dana opieka nad nim. Coś mu kazało upewnić się że wszystko jest dobrze. Chciał go zobaczyć i usłyszeć.
lekcje szybko się skończyły i Minho udał się na trening, szybko sie przebrał i wyszedł na sale. Była to wielka, w odcieniach błękitu i bieli sala. po lewej stronie znajdowała się widownia a na środku znajdował się duży basen.Trener i reszta z drużyny już czekała na niego.
- Minho długo ci to zajęło! - wydarł się trener wymachując ręką, aby ustawił się obok kolegów. - Dobra, zapewne zastanawiacie się czemu was tu zwołałem dzisiaj, skoro jutro mamy mieć trening. Otóż z nagłej przyczyny jutro mnie nie będzie i trening szybko przełożyłem na dzisiaj. Zbliżają się zawody, więc nie możemy sobie odpuścić nawet jednego spotkania. Dobra rozgrzejcie się a potem poćwiczycie w wodzie. macie na to 20 minut po czym zmierzę wam czas dwóch dystansów.
- tak jest - odpowiedzieli chórem i zabrali się za rozgrzewkę.
- Minho idziesz z nami na piwo? - zapytali przyjaciele wychodząc z szkoły.
- Sorry, ale nie dziś
- no co ty? kumplom z drużyny odmówisz?
- Sorry chłopaki
- jak chcesz, to do jutra - powiedzieli idąc w przeciwnym kierunku. śmiejąc się i zaciekle o czymś rozmawiając. Minho z sekundy na sekundę przyśpieszał kroku. Czuł niepokój. Już miał przejść na drugą stronę ulicy, gdy coś go zatrzymało.
~~~~~~
- cholera - przeklął schylając się by zawiązać buty. wszystko go bolało, ale co miał na to poradzić? próbował lekceważyć ból, zabierając potrzebne rzeczy, szybko wyszedł z mieszkania. Na głowę narzucił kaptur po czym powolnymi i chwiejnymi krokami udał się do pobliskiego sklepu. wszedł do malutkiego pomieszczenia zabierając z półki mleko bananowe. pośpiesznie zapłacił i wyszedł upijając łyk ulubionego napoju. Nagle poczuł jak czyjaś ręka spoczywa na jego ramieniu, jednak bał się odwrócić i spojrzeć kto jest ową osobą.
- Taemin? - głos przepełniony ciepłem i troską delikatnie wdarł się do głowy chłopaka. Tae znał tą osobe, ale nie wiedział co ma zrobić. Odwrócić się i spojrzeć mu w oczy, czy uciec i schować się gdzieś, aby tylko nie dowiedział się o jego aktualnym stanie fizycznym. Jego nogi same zadecydowały instynktownie krocząc do przodu.
- Taemin? - powtórzył Minho ruszając za chłopakiem. nie wiedział co ma myśleć o tej sytuacji. Dlaczego się nie odzywa do niego? dlaczego nie reaguje? Dlaczego ucieka? Taemin jeszcze bardziej przyspieszył a Minho za nim. W końcu Lee zaczął biec, uciekać, strach przepełnił jego umysł, bał się reakcji, wszystkich pytań. co się stało? kto ci to zrobił? Adrenalina wypełniła jego ciało, całkowicie je kontrolując. Choi się nie poddawał i szybko dogonił chłopaka, gdy wbiegli do jednej z dzielnic. Szybkim ruchem odwrócił go do siebie i mocno przytulił. Tae z całych sił starał sie uwolnić z ucisku, jednak już po chwili zrezygnował, nie miał  więcej sił. Nie dość ze cały pobity i obolały to jeszcze wykończony psychicznie. Minho nawet nie myślał o rozluźnieniu ucisku, trzymał go jedną ręką, gdy drugą delikatnie głaskał go po głowie, chcąc go uspokoić.
- czemu uciekasz przede mną? -  wydusił z siebie Minho, swoim męskim ale opanowanym i przyjemnym głosem. Tae zawahał sie przez chwilkę. czy może mu zaufać?
-...
- Boisz się mnie? - zapytał z nutką smutku. Tae szybko pokręcił przecząco głową, na co Choi’owi ulżyło na duchu.
- więc o co chodzi?
- czemu mam ci powiedzieć? - zapytał z nutką sarkazmu
- bo się o ciebie martwię - chłopak parsknął na to, nie wierzył mu. On? martwi się o mnie?
- no co? nie moge się o ciebie martwić?
- rób se co chcesz i tak mnie to nie obchodzi.
- ale mnie tak, więc może powiesz mi.. - Minho odsunął chłopaka od siebie ściągając mu kaptur z głowy. zatkało go. im bardziej mu się przyglądał tym więcej dostrzegał siniaków i zadrapań.
- Tae... kto ci to zrobił? - zapytał przez zaciśnięte zęby. Był wściekły a zarazem smutny widząc chłopaka w takim stanie. Lee wzdrygnął się czując jak Minho ściska go mocniej.
- Minnie! - Tae spuścił głowę kręcąc nią przecząco, nie chciał mu powiedzieć, bał się.
- Minnie, martwię się. Moge ci pomóc, tylko musisz mi powiedzieć kto ci to zrobił. - powiedział już ciszej widząc, że złością i siłą nic nie wskóra.
- dobrze powiesz mi jak uznasz to za właściwe. - Choi’owi było przykro, domyślał się że chłopak nic mu nie powie, bo mu nie ufa wystarczająco. - chodźmy. - dodał po chwili, kierując sie do mieszkania Tae.
- gdzie jest apteczka? - zapytał chłopak wchodząc do malutkiego pokoiku.
- Tam - odpowiedział mu wskazując ręką drzwi do łazienki na prawo. A sam siadając na swoim łóżku. Minho po chwili wrócił z owym przedmiotem w ręce. położył apteczkę obok po czym uklęknął przed Taemin’em. Starannie opatrzył pominięte rany na twarzy. Chłopak nie protestował, wręcz czuł się lepiej, wiedząc że komuś jednak zależy, nawet jeśli z litości to zawsze coś.
- powinieneś już iść - powiedział obojętnie Tae, wstając z łóżka i podchodząc do drzwi. Dając znać, że nie ma opcji odmówienia.
- dobrze, ale jutro przyjdź do szkoły. okey? - Tae zastanowił sie przez chwilkę, jednak zgodził się i odprowadził towarzysza do drzwi wyjściowych. Minho już miał wyjść, gdy szybko sie odwrócił i delikatnie musnął czubek głowy Minniego. Ten tylko stał zarumieniony jak burak, nie wiedząc co właściwie się stało.
Dlaczego mnie pocałował, przecież chłopak chłopaka nie powinien całować!  To wbrew .. czegoś tam! … Może i jest przystojny, dobrze zbudowany, ma piękny uśmiech i oczy troszczy się o mnie, w jakimś stopniu zależy mu, no ale.... o czym ja w ogóle myśle?! On jest całkiem innej rangi! jest bogaty, dobrze się uczy, ma powodzenie u dziewczyn a ja?.. no właśnie... nie powinienem się  z nim zadawać.
~~~~
Minho szedł już ciemna ulicą rozmyślając nad wcześniejszą sytuacją. Przez jego głowę przechodził miliony pytań, na które nie mógł odpowiedzieć.
Dlaczego mi tak zależy na nim? Lee Taemin, co ty ze mną zrobiłeś? zawsze ciągnęło mnie do chłopaków bardziej niż do dziewczyn, jednak on jest pierwszym, który skradł moje serce. Jeszcze nigdy nikt tak bardzo jak on nie zawrócił mi w głowie. Ta jego szczupła figura, wydaje się byc delikatny, jakby chodź jeden nagły ruch, powiew wiatru, miał go zranić. A te jego oczy przepełnione pustką, jakby wiele w życiu wycierpiał, chciałbym zobaczyć w nich szczęście, tak samo jak chciałbym zobaczyć jego uśmiech. Jak uśmiecha sie, dla mnie. chce by mi zaufał i powiedział, kto go tak “oszpecił”.  Widziałem go zaledwie 2 razy a już tęsknie za jego głosem, za nim. Chce go chronić, zaopiekować sie nim, aby już nic więcej złego go nie spotkało i aby był szczęśliwy.

wtorek, 27 listopada 2012

kocham was




Mam dopiero 3 rozdziały a już ponad 1000 wejść, jak ja was kocham XD dziękuje bardzo że w ogóle zaglądacie i czytacie moje wypociny... jeszcze raz dziękuję
4 rozdział jest już w połowie to też myślę, że jak nie pod koniec tego tygodnia to w przyszłym go dodam >v<

2min ♥ malowany przeze mnie.
ps. jak dojdzie do 100 komentarzy to dodam one shot jongkey albo 2min (sami wybierzecie) 


piątek, 23 listopada 2012

2min Rozdział 3

Oki~ rozdział dodany... tak jak obiecałam jest dłuższy, ale koniec chyba troche zawaliłam... no ale XD proszę bardzo.. miłego czytania i proszę o mnóstwo komentarzy, gdyż minimum 5 komentarzy = nowa notka w przyszłym tygodnu XD huhuhuhu~


/ Aka

~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`



Błagam, niech to się już skończy.



Tae poczuł przyjemne ciepło oplatające jego ciało.
Ociężale uchylił zaspane powieki, dostrzegając twarz chłopaka, dzielącą ich parę milimetrów. Szybko odskoczył od owej osoby, na co on się zaśmiał.
- przepraszam, przestraszyłam cię, ale wyglądałeś tak słodko - to ostatnie dodał ciszej, uśmiechając sie delikatnie do towarzysza. Tae otrząsną się i rozejrzał po pokoju, duży ale skromny pokoik w odcieniach zieleni z białymi meblami. Dwu osobowe łóżko na którym aktualnie przebywał znajdowało się na samym środku pokoju, zajmując przy tym najwięcej miejsca.
- gdzie ja - wyszeptał Lee patrząc się na chłopaka obok.
- uratowałem ci dziś tyłek - zaśmiał się Choi.
Tae otworzył usta chcąc coś powiedzieć, ale szybko zrezygnował. wstał z “łoża” i zabrał się za zbieranie swoich rzeczy.
- możesz to założyć - powiedział straszak pokazując kupke ubrać na brzegu łóżka.
 Tae zabrał wskazane ubrana i zaczął się w nie ubierać. Minho mu się przyglądał z zaciekawieniem.
- gdzieś się wybierasz ? - zapytał po chwili, Mini
spojrzał sie na niego pytająco.
- do domu?
- wiesz która jest godzina?
- wiem i właśnie dlatego ide do domu
- nie puszcze cię samego, jeszcze coś ci się stanie
- a co niby miałoby mi sie stać?!
- nie wiem, jesteś przystojny, może ktoś zachce cię porwać albo co gorsza... - nie dokończył gdyż młodszy zatkał mu usta ręką.
- dobra rozumiem, ale i tak ide- powiedział stanowczo, na co Minho wstał.
- nie, nie idziesz
- ide
-nie
-tak
-nie
-tak!
-nie
-TAK!
- bo użyje przemocy - zagroził
- rób se co chcesz! żegnam! - już chciał wyjść z pokoju
gdy Minho rzucił się na niego z swoimi rękami, łaskocąc go w każdym możliwym miejscu. Chłopak wił sie po podłodze śmiejąc się do upadłego.
W pokoju nastała luźna atmosfera.
- ok, ok błagam przestań już! - prosił o litość
rozpłakany Tae. Nie umiał powstrzymać tych paru łez szczęścia. Chociaż błagał,
Minho nie miał zamiaru tak szybko się poddać. Jeszcze przez chwile męczył
młodego, po czym sam wykończony usiadł obok leżącego na ziemi i nadal
śmiejącego się chłopaka. Sam uśmiechając się od ucha do ucha.
- pójdźmy na ugodę, skoro tak ci zależy -  oznajmił Minho pomagając wstać chłopakowi.
- jaką ugodę? - zapytał rozbawiony nastolatek otrzepując
tyłek.
- odprowadzę cię - oznajmił stanowczo, kiwając przy tym głową, jakby sam sobie przytakiwał.
- Nie! - zaprotestował
- tak
-nie
- tak, bo cię inaczej nie wyposzczę
- no dobra... ale tylko pod klatkę
- pod same drzwi
- Dryblasie! - wydarł się, po czym ucichł. Czy on go właśnie nazwał go Dryblasem?
- Pod klatke.. niech będzie - Minho uśmiechnął się
szeroko jakby tryumfalnie, po czym wziął dłoń Taemina i pociągnął go do
wyjścia.
Dłuższą chwile szli  w kompletnej ciszy... Tae zauważył, że chłopak obok niego mieszkał w
bardzo bogatej okolicy.. już sam jego dom był wielki... ale jak tak teraz szli,
to aż czuł taki zachwyt.. wszystkie te domy, aż świeciły i to dosłownie, były
oświetlone z każdej możliwej strony. Dając niesamowite uczucie i wrażenie. Lee
mieszkał w kamienicy niedaleko, jednak zawsze marzył o innym życiu, o życiu z
dala od tej brudnej i niebezpiecznej okolicy... jak był dzieckiem zawsze jak
chodził z matką na zakupy to przechodzili tą bogatą ulicą a wtedy jego matka
mówiła, że kiedyś tam zamieszkają i będą żyć szczęśliwie bez zmartwień...
jednak zaraz po śmierci matki, całe te marzenia, poszyły  w niepamięć, a wolne miejsce zajęła pustka i niechęć do życia. Tae spojrzał ukradkiem na Minhiego, ale napotkawszy wzrok
bruneta, szybko się zarumienił i spuścił głowę. Choi zaśmiał się.
- co się stało? - zapytał szczerząc się od ucha do ucha.
- a-a co by miało być? - zapytał lekko zmieszany.
Odwracając głowę w przeciwnym kierunku.
- nic, po prostu tak słodki się rumienisz..
- G-głupek! - wydarł się przy spieszając krok. Minho
zaśmiał się doganiając chłopaka.
Reszta drogi minęła im w dość spiętej atmosferze. Szli
jakieś 20 minut po czym dotarli pod jeden z bloków kamienicy, weszli do środka
i pokierowali sie pod mieszkanie Minniego. Tae włożył klucz do zamka i
przekręcił go, już chciał wejść, gdy coś go zatrzymało, taki impuls,
przeczucie, nagły strach, do jego nozdrzy dostał się zapach procentów, przez co
szybko zamknął drzwi odwracając sie do Choia.
- D-dzięki za dzisiaj - wyszeptał ledwo dosłyszalnie, spuszczając głowę w dół, i błagając, aby
szybko sobie poszedł, żeby tylko nie usłyszał co się właśnie miało zdarzyć w
jego mieszkaniu.
- Nie masz za co - uśmiechnął się delikatnie podchodząc
bliżej do chłopaka i składając na jego czole delikatny pocałunek - to ja już
ide, śpij dobrze -  powiedział po czym tak po prostu odwrócił się i poszedł, zostawiając przed drzwiami zszokowanego Minniego. Taemin poczuł jak jego ciało zaczyna przybierać odcieni czerwieni a mu zaczyna się trudniej oddychać, serce wręcz stanęło w miejscu na pare
maleńkich sekund. Jego myśli błąkały się w głowie, szukając sensu zaistniałej
sytuacji. Minho mnie pocałował chodziło mu po głowie, na co jego rumieńce przybierały
coraz to ciemniejszy odcień. Po chwili stania w bezruchu, opamiętał się  i odwrócił sie  w strone drzwi jego domu. przełknął głośno
ślinę po czym wszedł do środka, próbując, zrobić jak najmniej hałasu. Powolnym
krokiem udał sie wzdłuż korytarza, spoglądając czy nikogo w nim nie ma. Nagle
przez jego ciało przeszedł mrożący dreszcz. Uczucie lęku ogarnęło cały jego
umysł, próbując znaleźć najszybszą droge ucieczki przed niebezpieczeństwem.
- Ty skurwielu - te dwa słowa wypowiedziane tuż przy jego
uchu, wywołało od groma uczyć, ale to strach i obawa dominowały nad resztą.
Taemin nie odważył się odwrócić. Jednak osoba za nim, nie raczyła czekać i
zaczęła podchodzić co raz to bliżej chłopaka.
- nie masz mi nic do powiedzenia?
-...
- jeszcze jestem twoim pieprzonym ojcem, więc raczył byś
się kurwa odezwać ! - wydał się mężczyzna odwracając chłopaka do siebie i
uderzając go z całej siły. Lee upadł na ziemie, po czym poczuł kolejne
uderzenia, które wydawało się że nie mają końca. łzy płynęły po policzkach, gdy
do nozdrzy dostawał się śmierdzący zapach alkoholu. Ani błagania, ani łzy nie
potrafiły powstrzymać coraz to silniejszych uderzeń.
mężczyzna dźwignął swego syna a gdy lewo co trzymał się
na nogach przyłożył mu jeszcze raz i jeszcze raz ciągle go trzymając, aby nie
upadł. Syczał, klną i wyzywał go od najgorszych. Nienawidził go. Nigdy nie
chciał mieć dzieci. Po śmierci żony, wszystko powoli zaczęło sie sypać a aby
ulżyć sobie, upijał się i znęcał się nie tylko psychicznie ale i fizyczną nad
własnym synem. Nie pozwalając mu na życie osobiste, odizolował go od
najbliższych. Bił go, bo sprawiało mu to przyjemność. Już miał zadać kolejny
cios, gdy zadzwonił telefon. Mężczyzna puścił chłopaka i odszedł w poszukiwaniu
owego przedmiotu. Taemin wiedział, że teraz ma okazje uciec... najlepiej
najdalej stamtąd. Jednak za bardzo sie tego bał, po za tym nie miał do kogo,
nie miał już nikogo. pozbierał ostatnie resztki siły i pośpiesznie udał się do
swego pokoju zamykając sie  w nim szybko.
Oparł sie o drzwi oddychając szybko. Jego ciało krzyczało o pomoc, ale on sam
nie mógł wiele zrobić, czuł jakby miał połamane żebra, jakby cały od środka
krwawił. Oprzytomnił słysząc kroki na schodach. powoli odsunął się od drzwi
zakrywając uszy.
trzask! trzask!
- otwieraj do jasnej cholery! - wydarł sie walać w drzwi.
Tae skulił się delikatnie. Błagając, aby to się już skończyło.  Na szczęście już po chwili Ojciec odszedł klnąc coś pod nosem. Lee odetchnął, po czym powoli wstał i udał się do łazienki,
która była w jego pokoju. wyciągnął apteczkę i opatrzył te najpoważniejsze
rany. chyba jutro będę musiał opuścić szkołe pomyślał, przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
-cholera - wysyczał z bólu przez zęby. Ostatnia łza
spłynęła po policzku pozostawiając za sobą mokry ślad.

niedziela, 11 listopada 2012

2min Rozdział 2




Okey kochani, oto 2 rozdział 2min'a. Jest krótki, ale następny będzie już o wiele dłuższy >.<

Zapraszam do czytania i przede wszystkim komentowania... bo komentowanie jest bardzo ważne, motywuje autora do pisania.

To też autor prosi o wieeeele komentarzy XD

/ Aka

~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`


Mój Wybawiciel


-  khym. - odkaszlnął jeszcze raz, tym razem głośniej. Jeden z trzymających Miniego wstał, podążając w kierunku przybysza.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytał napakowany koleś. Jednak nieznajomy nawet się nie odezwał. Drugi chwycił go za bluzkę podciągając do góry.
- pytam się czegoś! - nie zdążył nic więcej powiedzieć, gdyż porządnie oberwał kolanem w krocze. Zawył z bólu, opadają na ziemie. Nieznajomy ominął go i powolnym krokiem skierował się w stronę reszty. Był to 21 latek o brązowych lekko kręconych włosach. Jego ciemne oczy były wypełnione wściekłością i pustką. Wręcz mroziły. Spojrzał na twarz zapłakanego i wystraszonego Taemina, teraz patrzącego się na niego. Starszak uśmiechnął się do niego po czym spoważniał, przeszywając wzrokiem bandziorów.
-  ty t-to ty- zaczął się jąkać koleś trzymający Taemina. Chłopak na niego spojrzał. nie zał go, jednak on był popularny, starszaki go znali. Należał do tych przystojnych i dobrze uczących się.
- Choi Minho - powiedział powoli i dokładnie. Minho ruszył. oby dwa bandziory wstały, odwracając się w stronę rówieśnika. Prze chwile, jeden zawahał się.Wszyscy znali ich grupkę. Choi Minho, Lee jinki, Park Jungsoo, Kim YoungWoon i Yoon Doojoon, najpopularniejsi, najprzystojniejsi i każdy wiedział, że lepiej im nie podskoczyć. 
- Nie boje się ciebie
- …
- Nie wieże w te bujdy co inni gadają o was.
-...
Koleś podbiegł do Choi’a chcąc go uderzyć. Ten wykonał unik, jeden, drugi, trzeci. Aż w końcu przywalił  tamtego. Zawahał się. Na raz, dwóch ruszyło na Minh’iego. Ten skutecznie uniknął ciosów, po czym sam wykonał parę ruchów,  które ich obezwładniły. Wszystko trwało kilka minut, upokorzeni szybko pozbierali się z ziemi uciekając jak najdalej od Minho. Choi  spojrzał na Lee. Był wystraszony i cały dygotał... było chłodno a on był rozebrany do samych gatek. Jego ciuchy nie nadawały się już do użycia, ale co miał na to poradzić? uklęknął spokojnie obok niego przykrywając go swoją marynarką. Tae spojrzał na niego niepewnie,  nie wiedział co ma myśleć, czy ma się bać? czy zaufać? Minho uśmiechnął się do niego.
- nie bój sie, nic ci już nie grozi. - powiedział swym niskim i cichym głosem. Przez ciało Taemina przeszedł dreszcz, Minho widząc co uznał, że to przez zimno. Szkoda tylko, że nie wiedział jak bardzo się mylił.
- Niczym się nie martw. Choi wziął chłopaka na ręce i skierował się do domu. Taemin nie sprzeciwiał się. Dalej przeżywał to co się przed chwilą wydarzyło. mogło się to źle skończyć, gdyby nie on. Całe jego życie stanęło mu przed oczami, nie wiedział co tamci planują, jak się to może skończyć. Choi okazał się jego wybawicielem i od teraz był jego dłużnikiem. Spojrzał na niosącego go chłopaka. Do nozdrza Lee dotarł niesamowity zapach, czekolady. Ten chłopak tak ładnie pachniał a w jego ramionach czuł się bezpiecznie, chciał już na zawsze się tak czuć. Tae wtulił się jeszcze bardziej w Minho, który lekko się uśmiechną na ten gest. Powoli ściemniało się a temperatura spadała.  Zapach czekolady delikatnie kołysał  chłopaka, przez co już po chwili zasną w mocnych ramionach starszaka, z łagodnym uśmiechem na twarzy.

środa, 31 października 2012

2min Rozdział 1


No dobra oto pierwszy rozdział opowiadania 2Min (Minho x Taemin) Męczyłam się nad nim z Przyjaciółką, dlatego mam nadzieję, że docenicie nasze starania. Ogółem rozdział jest krótki, no ale.. wraz z Arisu życzymy miłego czytania i prosimy o pozostawienie komentarza
~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`


Moja Maska


Dochodziła 6.30 gdy w malutkim pomieszczeniu rozprzestrzenił się odgłos dzwonka. Był to malutki i bardzo skromny pokój o jasno niebieskich ścianach. Wchodząc do pokoju można ujrzeć po lewej stronie rząd mebli. Szafa stoi obok okna. Po przeciwnej stronie pokoju, tuż pod ścianą stoi łóżko a tuż obok niego na przeciw wejścia, znajdowało się biurko. Na którym leżały kartki wypełnione nutami i książki.

W momencie, gdy w pokoju zabrzmiał nieprzyjemny odgłos. Smacznie śpiący chłopak przewrócił się na drugi bok wyłączając denerwujący dzwonek. Powolnymi ruchami wstał, przeciągając się leniwie. Było to bardzo przystojny 16-latek o niesamowitej, dziewczęcej urodzie. Jego karmelowe włosy, delikatnie padały mu na zaspane oczy. Powolnym krokiem ruszył przed siebie w stronę łazienki. Ociężale oparł się rękami o umywalkę, wzdychając. Popatrzył się w lustro, zobaczył przepełnioną smutkiem i nie szczęściem twarz. Jednak po chwili założył tą swoją maskę, udając przed światem swoje prawdziwe “ja”, uśmiechając się delikatnie. Pierwszy dzień szkoły, zawsze był najważniejszy. Nowe osoby, nauczyciele, wszystko trzeba zacząć od początku. Zrobić dobre wrażenie. Maska mu to umożliwiała, obiecał sobie, ze tym razem będzie inaczej niż w gimnazjum. Nie pozwoli na to, aby to się powtórzyło. Nie chciał mieć więcej wrogów, wolał oszukiwać wszystkich wokół, że jest normalnym i szczęśliwym chłopakiem.
Droga do szkoły dłużyła się nie miłosiernie, choć trwała zaledwie 15 minut. Niby z  słuchawkami na uszach, czas mija szybciej, ale nie teraz, stres i niepokój, głuszył przyjemną  melodie. Nastolatek zatrzymał się pod szkołą, dokładnie się jej przyglądając. Wielka szkoła jeszcze większy dziedziniec. Do głównego wejścia prowadziła Ścieszka z drzewami sakury po bokach. za szkołą znajdowało się olbrzymie boisko szkolne i dobudówka - basen. Szkołą była zanana z osiągnięć sportowych i muzycznych. Zaraz jak chłopak usiadł sobie w wolnym miejscu przy oknie, zadzwonił dzwonek na lekcje, dając wszystkim do zrozumienia że pora siadać i kończyć rozmowy. Dla wszystkich osób siedzących w owej klasie, było to pierwszy dzień i wszyscy dopiero się poznawali. W końcu była to klasa 1T, taneczna. Wszystkich łączyła wspólna pasja do tańca. Po paru
minutach do sali wszedł nauczyciel, było to młody mężczyzna uczący przedmiotów artystycznych.  Przedstawił się klasie po czym napisał na tablicy swoje imię i nazwisko. Po czym usiadł wygodnie przed biurkiem, zaglądając do dziennika.  
- no dobrze - zaczął - Kim Eunsun - powiedział po czym rozejrzał się po klasie wyszukują wyczytanej osoby.  Słysząc swe imię, Zgrabna brunetka stanęła - jestem - powiedziawszy usiadła z powrotem.  W ten sam osób postąpiło kolejne 5 osób.
- Lee Taemin - powiedział nauczyciel, spoglądając na wstającego chłopaka.
- jestem - odpowiedział uśmiechając się szeroko, po czym usiadł na swoje miejsce. dziewczyny zaczęły rozmawiać między sobą, hihocząc co chwilę. Taemin uśmiechną się do nich na co one się zarumieniły i odwróciły wzrok w innym kierunku. Są takie naiwne, pomyślał chłopak, wpatrując się w okno. Ale tai był jego cel, chciał aby wszyscy go polubi i alby nie odstawał od reszty.  Teraz przyglądał się ptaku siedzącemu na parapecie. Zazdrościł mu. zazdrościł mu wolności, że nie musi się przejmować innymi. Nic go nie trzyma. O nic się nie martwi. wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilkę po czym zwrócił uwagę na nowych kolegów, którzy nadal się przedstawiali. Na przerwie dziewczyny podeszły do Lee przedstawiając się mu.
-  no bo my, no eto.. - zaczęła niepewnie jedna z nich.
- no bo chcemy z organizować w przyszłym tygodniu taką integracyjną imprezke no i - zaczęła wysoka brunetka, jednak nie zdążyła dokończyć, gdyż do rozmowy wdali się jeszcze chłopcy.
- genialny pomysł, mam wielką i wolną chatę, od przyszłego wtorku więc...
- ŚWIETNIE! - wydarły się dziewczyny
- podaj nam adres i godzinę o której mamy sie zjawić - powiedział Taemin
- umm. Tu macie adres, co do dokładnej daty to jeszcze sie zmówimy.
- okey - powiedział inny chłopak.
- myślę że najlepiej będzie jak każdy coś przyniesie, do jedzenia i picia.
- dobry pomysł Tae. Możemy rozpalić grilla - dodał po chwili na co wszyscy się zaśmiali i zgodzili na ten pomysł. Taemin nie miał ochoty wybierać się na jakąkolwiek Imprezę, ale co miał poradzić, musiał grać dalej. Lekcje mijały spokojnie, a Taemin był coraz to bardziej, lubiany.  Pragnął aby to się nigdy nie zmieniło, chciał aby wszyscy go lubili ale nic więcej. Wiedział że nie ma co liczyć, na prawdziwą przyjaźń, miłość jak w bajkach czy filmach. Może gdyby miał tych prawdziwych przyjaciół, to nie musiał by zakładać maski, był by “naturalnie” szczęśliwy i uśmiechnięty. Ale on nie mógł ich posiadać. Gdyby ktoś się dowiedział jaka jest prawda o nim, nie chciał by mieć z nim nic do czynienia. dlatego bezpiecznej było udawać.
Lekcje się skończyły i wszyscy się rozeszli. Taemin wyszedł ostatni, jakoś nie bardzo mu się śpieszyło wracać. Po za tym wolał iść samotnie i w spokoju. Wchodząc z szkoły poczuł jak ktoś chwyta go za ramię. Tae odwrócił się powoli. Zobaczył 3 starszaków, nie wyglądali zbyt przyzwoicie, przypominali gang prześladowców.
- ej mały - zawołał jeden z nich. - nie chciałbyś się zabawić? Tae uśmiechną się pod nosem. Ale się wkopałem pomyślał.
- śpieszy mi się  - dodał i juz chciał zwiać jak drugi go chwycił i pociągnął do jakiegoś ciemnego zaułka.
- Puść mnie! Pomocy! - wydzierał się Tae. Bał się w cholere, ale oni byli o wiele silniejsi a do tego ich był trzech a on jeden. Jeden osiłek chwycił go za ręce a drugi zaczął go rozbierać trzeci pomagał pierwszemu, gdyż Lee nieźle się wywijał i darł.
- Przestań! zostawcie mnie! puszczajcie! Nie! - darł się, gdy tamci tylko się śmiali
-nikt cię nie usłyszy, młody.
- Nie zostaw!
Chłopak już miał ściągnąć mu bokserki, gdy ktoś odkaszlnął. trójka bandziorów odwróciła się, aby zobaczyć kto chce się dołączyć do zabawy.

sobota, 6 października 2012

One Shot

Dzieło wspólne z przyjaciółką XD
jej pomysł. i wyszło to coś.. XD życzymy miłego czytania~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Justin Bieber patatający na jednorożcu spotyka pewnego magicznego lecz lekko chłodnego dnia Larrego, który wcina marchewki.
-Co tu robisz mój luby?-zapytał Dżastinek
-A co cię to zakichany pedale ­?- odpowiedział uchachany Larry
-Dlaczego jesteś dla mnie taki nie miły? Zrobiłem Ci coś?-zapytał zrozpaczony
-Dawaj marchewkę albo w zęby!-odpowiedziałem machając mu przed nosem marchewką
-Ale nie mam marchewki,  mam tylko Nutelle ;c
-No dobra może być , ale następnym razem nie będę taki miły, pamiętaj !
 Nagle z Doliny Muminków przyszedł Mr. Gargamel wraz ze swoją świtą składającą się z Edwarda i jego Rodziny. Kiedy zbliżał się do Dżastina żeby złapać go do swojego mega, full wypasowego dizajnerskiego worka z Biedronki  z nieba zleciała Elena na połamanej miotle chcąc zbombardować zgromadzenie naleśnikami. Jednak naleśnikową akcję przerwał Eryk wbijając w jej serce kawałek zgnitego banana. Niewzruszony Larry dalej zajadał się Marchewką z Nutellą a nasz kochany Dżastinek już dawno miał nasrane w portkach.
-Halloooo! Dawać marchewki albo spier*** mi  z mojego snu!-Wydarł się Larry ‘
-Jak to twojego snu? Zapytali wszyscy zebrani
-A gówno was to!;p
-No już  dobra dobra masz.
 Niespodziewanie ziemia się rozstąpiła a z jej otchłani, na swych zajebistych czarnych skrzydłach, wyleciał G-Dragon mówiąc –Bileciki do kontroli.
-o kurwa spierdalamy KANAR- krzyknęli wszyscy razem
- O nie nie tak szybko – zawołał GD wyciągając pas z spodni. – Skoro nie macie biletów to będzie lanie – po tych słowach uśmiechną się szyderczo i podleciał do Larrego. Ten jednak z szybkością światła wyciągnął marchewkowy miecz i wycelował  nim w GD.
-O nie, nie mów mi, że to MARCHEWKOWY MIECZ. Ten jedyny, nie powtarzalny, nieśmiertelny, zaginiony miecz?! – wykrzyczeli wszyscy zgromadzeni.
- a właśnie, ze ten i kij wam w oko – wydarł się Larry zajadając kolejną marchewkę.
Już miała się rozpocząć walka, gdy z niebios zstąpiły wszystkie członkinie Girls Generation.
- Czekajcie, czekajcie – wołały – My będziemy wam kibicować! – swoje kibicowanie rozpoczęły od piosenki Gee Gee…
Dżastinek Srastinek miał już wszystkiego dość  dlatego opluł wszystkich swoją zielona ektoplazmą
-EJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ!- wydarli się
-HAHAHA wygrałem! –zaśmiał się Nasz Maczo
- my ci zaraz pokażemy! 
Nagle KSSSSSSSSSZZZZZZZZZZZZZZZT i z lasu wyłoniły się Teletubisie z obstawą
-Spierdalać z naszej polany bo wpierdol- powiedział Tinki Łinki machając złowieszczo torebką 
-wszyscy wpadli do wielkiego kotła czarodziejek Witch umierając w syropie klonowym.

 - Aaa.. – darłem się w niebo głosy.
- Boże Louis co się stało. Uspokój się to tylko sen. – uspakajał mnie Harry.
- Harry.. – wyszeptałem.
- Tak?- powiedział nie pewnie.
- proszę, nie pozwól mi, abym kiedykolwiek jeszcze, jadł marchewki przed spaniem.


 Koniec 

środa, 29 sierpnia 2012

Festiwal Budo

We wrześniu do Raciborza zjadą się największe światowe sławy japońskich sztuk walki. Odbywać bowiem będzie się tu Interdyscyplinarny Festiwal Sztuki i Kultury Japońskiej „Budo”. 

Gala „Budo”- Interdyscyplinarny Festiwal Sztuki i Kultury Japońskiej „Budo” odbędzie się od 15.09 do 23.09.2012 w Raciborzu. Festiwal w pełni poświęcony kulturze i sztuce kraju kwitnącej wiśni. Podczas gali odbędą się  zajęcia z największymi mistrzami sztuk walki, zawody, wystawy czy prelekcje. Gali towarzyszyć będzie również licytacja charytatywna na rzecz 15-letniego Kuby cierpiącego na czterokończynowe porażenie mózgowe. 

W dniach 15.-23.09.2012 planujemy zaprosić do Raciborza Japonię. Nie całą, ale spory jej kawałek. Inspiracją było Aikido. Wkrótce jednak okazało się, że tę ideę można pięknie obudować. Bo Japonia to nie tylko sztuki walki i samoobrony, to również śpiew, teatr, kaligrafia, kwitnące wiśnie, samurajowie, nowoczesna Manga i Anime, latawce, sushi i wiele, wiele innych rzeczy. Celem naszego interdyscyplinarnego Festiwalu jest przybliżenie tej mniej stereotypowej Japonii mieszkańcom Raciborza i okolic. Dlatego chcemy zaprosić do nas wielu niebanalnych ludzi. Kilku z nich już potwierdziło swój przyjazd jak KEIDO YAMAUE członek rodziny cesarskiej, ambasador kultury Japonii w Europie. Będzie to jego kolejna już wizyta w Polsce i od razu w Raciborzu. Spory to dla naszego miasta zaszczyt. Oprócz tego chcemy by o swoich doświadczeniach związanych z Japonią opowiedziało jak najwięcej osób w myśl zasady – im więcej tym lepiej.

Tak właśnie prezentuje się z każdej strony, zbliżający się wielkimi krokami, festiwal ,,Budo". 
 W programie m.in. strzelanie z łuku, szermierka, walka długimi kijami, sztuka dobywania mieczy, karate we wszystkich odmianach, happeningi, warsztaty i koncerty.  o(≧∀≦o)  

zapowiada się nieźle... Xd oczywiście wybiorę się z znajomymi... (jak będą mogli...  ( ̄∀ ̄*) ) To niesamowita okazja dowiedzieć się czegoś więcej o  Japonii, zabawić się i poznać nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach... Ja dodatkowo wezmę udział w pluszakowym pikniku z znajomymi i nieznajomymi otaku (ノ≧▽≦)ノ 



Gorzej będzie, jak rodzice mi nie pozwolą... Nieeeeeeeeee dam sie taaak łatwo!! Pojadę chodź bym miała jechać sama, autobusem... lol (○'__') ... 
...
...
...
Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu...



W poniedziałek do nowej szkoły, mój entuzjazm rośnie z każdym kolejnym dniem...
Nowa szkoła, nowe twarze, nowa babka z matematyki.... boszzz...
Aneta! dasz rady, cztery lata.. co tam... zlecą szybciutko... chyba...
im więcej o tym myśle tym bardziej sie denerwuje, co to będzie jak Ali nie będzie mogła się przepisać do mojej klasy...
...
Wtedy.. chyba zamknę sie w pokoju, bo moje życie straci sens... 
...


Ale jak na razie trzeba myśleć optymistycznie XD 
Wrzesień się zaczyna! co oznacza..... same nowości ;P

W TYM:
♥ 15-23 WRZEŚNIA FESTIWAL BUDO
♥ DZIEŃ CHŁOPAKA (MAŁO WAŻNE ALE JEST ;P)
♥  PAŹDZIERNIK - 1-WSZY TOM PANDORY HEART'S
♥ 13 LISTOPAD - KONCERT AN CAFE W KRAKOWIE (ノ≧▽≦)ノ 
♥ GRUDZIEŃ - 1-WSZY TOM SOULA EATER'A
♥ ŚWIĘTA! = PREZENTY
♥ SYLWESTER! = POPIJAWA
♥ 3 STYCZEŃ MOJA 17-STKA!!! = PREZENTY 
♥28 STYCZEŃ DONI 17-STKA XD


.
.
.
Jestem taaaaaaaka szczęśliwa hahahahhah ヾ(≧ω≦*)


  

poniedziałek, 30 lipca 2012

BB krem

  Byłam ostatnio w Rossmannie z zamiarem kupienia kremu BB z Garniera, jednak zauważyłam ten sam krem z firmy Eveline. Długo się zastanawiałam, który kupić. Garnier 3 w 1 a Eveline 6 w 1, do tego ten drugi w cenie, jedynie 15 zł, gdy Garnier prawie 20. Po długim namyśle kupiłam Eveline cosmetics BB cream Blemish Base/ jasna cera.



Choć wybrałam odcień Jasny to wydaje mi się, że jest dla mnie odrobinę za ciemny, jednak nie przeszkadza mi to.



Plusy:
- Krem bardzo łatwo się rozprowadza, przy czym jest bardzo wydajny.
- Po nałożeniu go na twarz, w ogóle go nie czuć.
- Ma przyjemny zapach
- odżywia skórę
- nie uczula
- dobrze kryje
- nie zostawia smug
- nie zapycha porów
- delikatnie rozświetla skórę

Jedynym minusem jest to że:
- są dostępne jedynie dwa odcienie.


 Uważam, iż był to bardzo udany zakup, produkt jest naprawdę wspaniały, może i nie kryje w 100%, ale efekt mnie zadowala.
Podsumowując, krem Eveline BB za tak niską cenę jest bardzo dobrym wyborem i większość powinna być z niego pozytywnie zadowolona, ale na cudy, jak w większości produktów nawilżająco tonujących, nie liczcie.  

środa, 18 lipca 2012

One shot ( Sebastian x Nikola)

Okey... oto długo oczekiwany rozdział, zajął mi 4 strony :P

`~`~`~`~`~`~`~`~`~`

- Nikola – próbowała obudzić mnie moja macocha, jednak ja tylko przewróciłam się na drugi bok, zaciągając kołdrę na głowę.
- Nikola ! – powiedziała już głośniej, klepiąc mnie po ramieniu.  Boże jak ja jej nie lubię, ciągle się wszystkiego czepia, budzi mnie najpóźniej o 6 i ciągle przy tacie pokazuje ten swój sztuczny uśmieszek. Czasami mam ochotę wstać i ją tak porządnie trzepnąć w ten jej zakichany ryj. No ale niestety, nie pozwala mi na to moja piękna siła woli. Eh…
-Nawet w wakacje musisz mi robić na złość? – zapytałam zirytowana.
- nie robię ci na złość, po prostu chcę, abyś już wstała. – powiedziała puszczając moje ramię. Między nami zapadła niezręczna cisza. Głośno westchnęłam i wstałam z łóżka. Monika widząc to również wstała i wyszła z pokoju, rzucając coś w stylu „ będę czekać na dole”. Ja szybko doprowadziłam się do stanu użytku i zabierając z półki komórkę, wybiegłam z pokoju. Wchodząc do kuchni zauważyłam, że wszyscy już siedzą przy stole i czekają na mnie.  Siadając od stołu, tata spojrzał na mnie ukradkiem.
- witaj kochanie. Jak pierwsza noc w nowym domu? – zapytał.
- Dobrze – odpowiedziałam w szczerym uśmiechem na twarzy. Nie kłamałam. Nowe miasto, nowy dom, nowy, własny pokój. Wszystko piękne i w moim życiu nie potrzebne. Mój tata jest biznesmenem, to też jesteśmy bogaci. Mama zginęła w wypadku samochodowym, gdy miałam 10 lat. Od tego czasu ciągle się przeprowadzamy a tata znalazł sobie Monikę. Od samego początku jej nie lubiłam, a teraz jest moją macochą i musze z nią mieszkać. Jak dla mnie to ona jest tu tylko dla kasy taty, ale mu nie da się niczego wmówić.  Tak czy tak, nie ufam jej. Zjadłszy wczesne śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i jak nigdy nic, wyszłam  z domu. Jesteśmy w tu od wczoraj i nie było jeszcze okazji, aby zwiedzić miasto. Także z  takim zamiarem poszłam w stronę centrum.  Musze przyznać, że jak na razie, to jest najpiękniejsze miasto w jakim dotąd mieszkałam. Ciekawe jak długo tym razem tu będziemy… tydzień.. 2?... może miesiąc?... a może dłużej? krócej? Czas zobaczy. Podążając ciasną uliczką, wyciągnęłam z kieszeni komórkę, do której podłączyłam słuchawki. Wciskając play, zanurzyłam się w cudnej melodii i wciągających słowach utworu. Przymknęłam oczy robiąc głęboki wdech świeżego powietrza.  Nagle coś na mnie wpadło, a ja upadłam boleśnie na tyłek.
-Ała- zawyłam z bólu. Powoli zaczęłam się rozglądać, próbując zrozumieć, co właściwie się stało i dlaczego siedzę na ziemi. Przede mną siedział przystojny chłopak, jasno brązowe włosy pięknie komponował się ze zielonymi oczami.  Miał na sobie zwyczajne rurki i koszulkę z jakimś napisem, nie zwróciłam na to uwagi, gdyż przyciągnął mnie jego wzrok wbity w kafelki. Po chwili chłopak, jakby wybudzony z transu, spojrzał na mnie.
- oj! Przepraszam, że na ciebie wpadłem, nie chciałem, jeszcze raz przepraszam – zaczął przepraszać prawie klęcząc przede mną. Widząc jego starania, wybuchłam śmiechem. Chłopak przez chwile nie wiedział jak zareagować, jednak również się zaśmiał i wstał podając mi rękę. Chwyciłam ją a on jednym ruchem postawił mnie z nogi. Moje ciało przeszył ból, z którego aż syknęłam.
- dzięki, ale moja kostka… - nawet nie skończyłam, a chłopak uklęknął przede mną i chwycił moją obolałą nogę. Dotykając ją, zawyłam z bólu.
- boże, przepraszam. – wyjęczał – masz zwichnięta kostkę, gdyby nie ja to nic by ci się nie stało – powiedział zaniepokojony i strasznie posmutniał. Ja tylko się uśmiechnęłam i poklepałam go po ramieniu.
- stary, nic się  nie stało, naprawdę. Tylko pomóż mi jakoś dostać się do domu. – powiedziałam a on spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- do domu? Chyba żartujesz sobie! – Po tych słowach wziął mnie na ręce i zaczął gdzieś iść.
- ej! Moment! – wrzeszczałam – gdzie ty nie niesiesz? – darłam się na niego.
- spokojnie, idziemy do lekarza. – powiedział spokojnym tonem.
- ale
- żadnego ale, nie masz nic do gadania. A tak po za tym to nazywam się Sebastian. – przedstawił się.
- miło mi, ja jestem Nikola. – również się przedstawiłam. Po czym oglądałam miasto z trochę innego punktu widzenia.  Szliśmy jak przez jakieś 10 min, aż doszliśmy do przychodni. Sebastian usadowił mnie w jednym z foteli a sam poszedł po jakiegoś lekarza. W między czasie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Była to dość duża poczekalnia, w kolorach karmelu i bieli. Fotele były kremowe a obok nich stały małe kwadratowe stoliczki.  Moja kostka, bolała mnie coraz to bardziej, gdy do pokoju wbiegł Sebastian ciągnąc za sobą lekarza.
- proszę Daniel, zobacz jej kostkę. – powiedział stając tuż przede mną.  Lekarz uklęknął i zobaczył moje, już bardzo spuchnięte, miejsce cierpień.
- na szczęście to tylko zwichnięcie, ale dla pewności zrobimy prześwietlenie. – powiedział patrząc mi prosto w oczy, dając do zrozumienia, że to nic poważnego. Siedząc i czekając na wyniki badań, dowiedziałam się, że ten lekarz to Daniel, starszy brat Sebastiana, który się nim zajmuje i go wychowuje, gdyż, ich rodzice wyjechali za granicę do pracy. Po wyjściu z szpitala dochodziła godzina 14.00
-  a więc… - zaczął Sebastian, trzymając mnie w pasie, abym nie upadła. – co byś chciała robić? – zapytał.
- nie wiem, to jest mój pierwszy dzień w tym mieście. – odpowiedziałam rozglądając się uważnie. Chłopak przez chwilkę zastanawiał się nad czymś, aż w końcu powiedział.
- okey! To może pokaże ci miasto? Masz ochotę na lody?
- jasne! – powiedziałam z wielkim entuzjazmem.  Razem zwiedziliśmy miasto i poznałam parę ciekawych miejsc.  Miasto okazało się o wiele większe, niż się to wydawało na pierwszy rzut oka. Sama mogłabym się tu zgubić, to też jestem wdzięczna Sebastianowi, za takie starania. Włóczyliśmy się po ulicach aż do zmroku.
- późno już, powinnam wracać do domu. – powiedziałam z nutką smutku i żalu w głosie.
- gdzie  mieszkasz? Odprowadzę cię – oznajmił, z uśmiechem na twarzy.
-  mieszkam przy ulicy golden 24 – odpowiedziałam.
- o to nie daleko.  – po tych słowach ruszyliśmy przed siebie, krętymi uliczkami. Po paru minutach doszliśmy do mojego domu.
- dziękuję. – powiedziałam uśmiechając się do niego.
- za co ? za to, że przez mnie masz zwichniętą kostkę? – powiedział poirytowany.
- nie hahahaha… dziękuję za wspaniały dzień, chciałabym to powtórzyć. – powiedziałam, dając mu całusa w policzek.
- to ja dziękuję – odwzajemnił pocałunek i już miał zawracać, gdy drzwi wejściowe otworzyły się a w  nich stał mój ojciec.
- o Nikola. Boże święty co ci się stało? – wykrzyczał zaniepokojony.
- nic wielkiego, małe zwichnięcie. – powiedziałam lekceważąco. Ojciec spojrzał na mnie zaniepokojony, po czy jego wzrok padł na chłopaka obok.
- a to kto? – zapytał badawczo.
- to mój nowy znajomy, Sebastian. Pokazał mi miasto oraz pomógł mi się tu dostać. – powiedziałam.
- dobry wieczór – przywitał się Seba, podając rękę mojemu ojcu, który ją uścisną w ramach powitania.
- miło mi, jestem ojcem Nikoli. Dziękuje za odprowadzenie jej do domu. – powiedział Tata.  Jeszcze raz pożegnałam się z Sebastianem i wymieniliśmy się  numerami komórki.
- dam ci jutro znać – powiedział po czym odszedł. Ja poszłam do swojego pokoju i leżąc na łóżku rozmyślałam nad dzisiejszym dniem. Może i zaczął się beznadziejnie, ale zakończył pięknie i taaaaak romantycznie. Sebastian to wspaniały i przystojny chłopak. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Teraz gdy o nim myślę, moje serce wali jak oszołomione. Dlaczego tak na niego reaguje?  No tak, podoba mi się, no ale na co ja liczę? To taka znajomość z przypadku. Chyba nie myślę, że mogło by być z tego coś o wiele więcej… głupia ja… Może powinnam o nim zapomnieć? Nie da się. Ten chłopak utknął w mojej głowie i nie chce wyjść. Dopomina się o wspominanie, marzenie i śnienie o nim. Ca ja biedna pocznę?...

*Następnego dnia.
- Jesteś pewna, że dasz sobie rade? – zapytaj mnie ojciec zabierając teczkę z podłogi.
- jasne – powiedziałam uśmiechając się sztucznie do niego.
- Jakby co, to dzwoń – powiedział zamykając za sobą drzwi.
Ok..ok.. powiedziałam sobie w myślach. Rozłożyłam się wygodnie na sofie po czym położyłam sobie na kolana laptopa. Sprawdziłam co nowe na świecie, jednak nie było to zajęcie na dłuższy czas. Po godzinie czatowania, włączyłam telewizor.
- boże jak nudno – powiedziałam do siebie, spoglądając na telefon, leżący na stoliku obok.
 a może by tak…  pomyślałam chwytając go w dłonie. Wystukałam coś szybko, po czym go odłożyłam na wcześniejsze miejsce. Nie musiałam czekać długo na odpowiedz.
- Hej – powiedział Sebastian, gdy otworzyłam mu drzwi i wprosiłam do środka.
- hej – odpowiedziałam pośpiesznie.
- jak się dziś czujesz? – zapytał zatroskanym głosem. Uśmiechnęłam się lekko dając do zrozumienia, że lepiej.
-  dobrze, dziękuję za troskę. – powiedziałam z nutką rozbawienia.
- nie ma za co, moja kochana – powiedział, również uśmiechając się.
- chcesz coś do picia? – zapytałam
- nie dziękuję – odpowiedział. Przez chwilkę zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam zapraszając go, jednak szybko wybiłam sobie to z głowy. Podobał mi się, ale co z tego?
- będziemy tu tak stać? – zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- jak chcesz to możemy – zaśmiałam się – Nie no, żartuje.. haha..  chodźmy do mnie. – powiedziałam, nie zastanawiając się znacząco, nad tym co mówię.- ale najpierw wpadniemy do kuchni. – powiedziałam kierując się na lewo.  Przez co najmniej godzinę siedzieliśmy w kuchni, wygłupiając się i rozmawiając.  Zrobiliśmy sobie zapiekanki, kanapki, tosty, kawę mrożoną, po prostu wszystko co nam wpadło do głowy. Zanieśliśmy wszystko do salonu, gdzie pooglądaliśmy filmy… a co najmniej taki mieliśmy zamiar. Ostatecznie wszystkie filmy przegadaliśmy o wszystkim i niczym. Tak spędziliśmy większość dnia. Było zabawnie a w powietrzu wisiała miła atmosfera. Jednak wszystko co piękne, w końcu musi się skończyć. W pewnym momencie, usłyszeliśmy jak ktoś stoi pod drzwiami i rozmawia z kimś przez telefon. To był Ojciec.
- Boże, tata wrócił, jak cię tu zobaczy to nas zabije! – wydarłam się z przerażeniem w oczach.
- więc, chodźmy na górę, do  twojego pokoju – zaproponował Sebastian. W tym momencie uważałam to za najlepszy pomysł. Byłam tak wstrząśnięta, że zapomniałam o mojej zwichniętej kosce. Przewróciłam się, po zaledwie paru krokach. Sebastian, który był  szybszy ode mnie, wrócił się biorąc mnie na ręce.
- Idioto, trzeba było iść przodem, sama bym sobie poradziła – wydarłam się na niego, jednak on  jedynie się uśmiechnął. Ze mną na rękach, szybko pokonał schody wparowując do mojego pokoju.
- Nikola! – było słychać, głos taty.
- tak? – wydarłam się, aby mnie usłyszał.
- widziałaś, gdzieś  taką czarną teczkę?
- zobacz w holu na meblościance – powiedziałam, modląc się aby tam była.
- dobra, jest! Wychodzę! Do wieczora! – powiedział zamykając za sobą drzwi. Ode chłam z ulgą i dopiero teraz zorientowałam się, że Sebastian nadal mnie trzyma.
- seba, możesz mnie już puścić. – wyszeptałam, rumieniąc się lekko.
- a.. no tak -  powoli mnie opuścił, jednak gdy moja kostka, zetknęła się  z podłogą, przez moje ciało przeszedł przeraźliwy dreszcz bólu. Syknęłam przez zęby. Sebastian widząc to, znów wziął mnie na ręce, ale tym razem kładąc mnie prosto na łóżko. Już miał się ode mnie oderwać, gdy jednym ruchem przyciągnęłam go bliżej siebie. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Czułam jego przyśpieszony oddech na swoim policzku. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe, nie wiedziałam co robić. Nagle Sebastian przymrużył oczy, zaczynając się do mnie przybliżać. Przymknęłam oczy, czekając na jego kolejny ruch. Nasze usta spotkały się, w delikatnym i nieśmiałym pocałunku. Uchyliłam lekko usta, zapraszając go środka. Pocałunek zaczął przybierać formę, namiętnego i przepełnionego pożądaniem doznania. Jednak i to  nie może trwać wiecznie. Oderwaliśmy się od siebie, próbując złapać oddech.  Nasze oddechy były przyśpieszone i nie równomierne. Oczy przymrużone. Policzki zarumienione. Usta zaczerwienione, pulsujące. Zarzuciłam swoje ręce na jego kark, przybliżając nas do kolejnego i kolejnego pocałunku.
- Nikola – wyszeptał chłopak, przerywając pocałunek. – co do mnie czujesz? – zapytał.
- jaa – zaczęłam nie pewnie -  podobasz mi się.. bardzo.. – powiedziałam, ledwo dosłyszalnie.  Sebastian się uśmiechnął i znów pocałował.
- Może znamy się krótko, ale ja lubię cię – powiedział mi do ucha, przygryzając je delikatnie. Powoli zaczął schodzić co raz to niżej, z pocałunkami. Po chwili przeszkadzające nam ciuchy leżały na ziemi, a my pogrążeni w namiętności badaliśmy swoje ciała co do milimetra. Sebastian jedną ręką zaczął gładzić jedną z moich piersi, gdy drugą dobierał się do majtek. 
- aah! – jęknęła, czując jak na zmianę liże i przygryza mój sutek. Fale gorąca przechodziły przez moje ciało, nie dając mi chwili spokoju. Jednym ruchem przewróciliśmy się tak, że to ja teraz byłam na górze. Nasze usta zetknęły się w kolejnym pocałunku, gdy dłońmi wędrowałam po jego ciele, do momentu jak jedna z rąk zaczęła gładzić jego przyrodzenie. Po chwili seby bokserki leżały na ziemi, a ja delikatnymi ruchami obciągałam mu. Widząc, że mu się to podoba, postanowiłam dać mu jeszcze więcej przyjemności. Wzięłam jego penisa do ust, na skutek czego, jego ciało wręcz wygięło się w łuk. Najpierw powolnymi a później już szybszymi ruchami głowy,  doprowadzałam jego ciało do drżenia. Po chwili dalszej zabawy, doszedł mi w ustach. Połknęłam całe nasienie, patrząc mu przy tym prosto w oczy. Teraz Seba był na górze. Z początku włożył mi jeden palec, jednak po chwili były i trzy palce, buszujące w moim ciele. Tak dobrze się jeszcze nigdy nie czułam. Moje ciało było już gotowe, całe rozgrzane i mokre.
- jesteś gotowa? – wyszeptał mi do ucha.
- umm… - ledwo wyjąkałam z siebie, gdy poczułam jak coś mnie rozrywa od środka. Ten ból. To uczucie. To pożądanie.
- aa! – zawyłam z bólu.
- wiem, że teraz boli, ale zaraz przestanie, nie bój się. – wyszeptał, całując mnie w usta. Po chwili ból znikł, a zamiast niego poczułam nieziemskie uczucie przyjemności.  Sebastian poruszał się we mnie co raz to szybciej, doprowadzając mnie do granic wytrzymałości.  Jęczałam jak opętana, nie myśląc o niczym. Jakby wszystko wokół przestało istnieć. W tym momencie, liczyłam się tylko ja i on.
- Nikola, j-ja.. zaraz… - wyjąkał Sebastian. Zaraz po tych słowach odchyliłam głowę do tyłu, a moje ciało wygięło się w łuk, czułam jakby coś we mnie pękło. Doszliśmy w tym samym momencie, wyjękując swoje imiona. Seba opadł na mnie wycieńczony, a ja jeszcze bardziej się do niego wtuliłam. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.  Zielonooki powoli wyjął swojego przyjaciela. Czułam jak nadmiar nasienia wypływa ze mnie, zostawiając jakąś pustkę w głębi mojej duszy. Sebastian położył się obok mnie, przykrywając nas kocem. Odwróciłam się do niego przodem, patrząc mu prosto w zielone oczy.
- To było… - zaczęłam, jednak nie zdążyłam dokończyć, gdyż on mi przerwał.
- wspaniałe – powiedział. Całując mnie w usta.  – dziękuję – dodał już ciszej.
- Sebastian, obiecaj mi coś… - powiedziałam spuszczając z niego wzrok.
- hm?
- obiecaj mi, że… że mnie nie zostawisz – wyszeptałam, cichutko, ale dość głośno, aby mógł mnie usłyszeć.
- Obiecuję -  odpowiedział, gładząc palcem mój policzek.
- dziękuję – wyszeptałam, po czym odeszłam do krainy snów i marzeń. Dziękuję ci za to, że nadajesz sens mojemu życiu.

`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`

Koniec. Przyznam się szczerze, że ten One shot, w ogóle mi się nie podoba... koniec schrzaniłam totalnie, no ale, obiecałam to jest.
Jeszcze nie wiem co dodam w kolejnym poście, ale mam nadzieje, że będzie się wam podobać. Może znajdzie się ktoś, komu spodoba się i to opowiadanie, mnie ogółem się nie podoba, zbytnio... eh.... szkoda gadać.
a no i przepraszam za wszystkie błędy stylistyczne i inne. 
Sayonara Bitches !

Wattpad