poniedziałek, 30 lipca 2012

BB krem

  Byłam ostatnio w Rossmannie z zamiarem kupienia kremu BB z Garniera, jednak zauważyłam ten sam krem z firmy Eveline. Długo się zastanawiałam, który kupić. Garnier 3 w 1 a Eveline 6 w 1, do tego ten drugi w cenie, jedynie 15 zł, gdy Garnier prawie 20. Po długim namyśle kupiłam Eveline cosmetics BB cream Blemish Base/ jasna cera.



Choć wybrałam odcień Jasny to wydaje mi się, że jest dla mnie odrobinę za ciemny, jednak nie przeszkadza mi to.



Plusy:
- Krem bardzo łatwo się rozprowadza, przy czym jest bardzo wydajny.
- Po nałożeniu go na twarz, w ogóle go nie czuć.
- Ma przyjemny zapach
- odżywia skórę
- nie uczula
- dobrze kryje
- nie zostawia smug
- nie zapycha porów
- delikatnie rozświetla skórę

Jedynym minusem jest to że:
- są dostępne jedynie dwa odcienie.


 Uważam, iż był to bardzo udany zakup, produkt jest naprawdę wspaniały, może i nie kryje w 100%, ale efekt mnie zadowala.
Podsumowując, krem Eveline BB za tak niską cenę jest bardzo dobrym wyborem i większość powinna być z niego pozytywnie zadowolona, ale na cudy, jak w większości produktów nawilżająco tonujących, nie liczcie.  

środa, 18 lipca 2012

One shot ( Sebastian x Nikola)

Okey... oto długo oczekiwany rozdział, zajął mi 4 strony :P

`~`~`~`~`~`~`~`~`~`

- Nikola – próbowała obudzić mnie moja macocha, jednak ja tylko przewróciłam się na drugi bok, zaciągając kołdrę na głowę.
- Nikola ! – powiedziała już głośniej, klepiąc mnie po ramieniu.  Boże jak ja jej nie lubię, ciągle się wszystkiego czepia, budzi mnie najpóźniej o 6 i ciągle przy tacie pokazuje ten swój sztuczny uśmieszek. Czasami mam ochotę wstać i ją tak porządnie trzepnąć w ten jej zakichany ryj. No ale niestety, nie pozwala mi na to moja piękna siła woli. Eh…
-Nawet w wakacje musisz mi robić na złość? – zapytałam zirytowana.
- nie robię ci na złość, po prostu chcę, abyś już wstała. – powiedziała puszczając moje ramię. Między nami zapadła niezręczna cisza. Głośno westchnęłam i wstałam z łóżka. Monika widząc to również wstała i wyszła z pokoju, rzucając coś w stylu „ będę czekać na dole”. Ja szybko doprowadziłam się do stanu użytku i zabierając z półki komórkę, wybiegłam z pokoju. Wchodząc do kuchni zauważyłam, że wszyscy już siedzą przy stole i czekają na mnie.  Siadając od stołu, tata spojrzał na mnie ukradkiem.
- witaj kochanie. Jak pierwsza noc w nowym domu? – zapytał.
- Dobrze – odpowiedziałam w szczerym uśmiechem na twarzy. Nie kłamałam. Nowe miasto, nowy dom, nowy, własny pokój. Wszystko piękne i w moim życiu nie potrzebne. Mój tata jest biznesmenem, to też jesteśmy bogaci. Mama zginęła w wypadku samochodowym, gdy miałam 10 lat. Od tego czasu ciągle się przeprowadzamy a tata znalazł sobie Monikę. Od samego początku jej nie lubiłam, a teraz jest moją macochą i musze z nią mieszkać. Jak dla mnie to ona jest tu tylko dla kasy taty, ale mu nie da się niczego wmówić.  Tak czy tak, nie ufam jej. Zjadłszy wczesne śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i jak nigdy nic, wyszłam  z domu. Jesteśmy w tu od wczoraj i nie było jeszcze okazji, aby zwiedzić miasto. Także z  takim zamiarem poszłam w stronę centrum.  Musze przyznać, że jak na razie, to jest najpiękniejsze miasto w jakim dotąd mieszkałam. Ciekawe jak długo tym razem tu będziemy… tydzień.. 2?... może miesiąc?... a może dłużej? krócej? Czas zobaczy. Podążając ciasną uliczką, wyciągnęłam z kieszeni komórkę, do której podłączyłam słuchawki. Wciskając play, zanurzyłam się w cudnej melodii i wciągających słowach utworu. Przymknęłam oczy robiąc głęboki wdech świeżego powietrza.  Nagle coś na mnie wpadło, a ja upadłam boleśnie na tyłek.
-Ała- zawyłam z bólu. Powoli zaczęłam się rozglądać, próbując zrozumieć, co właściwie się stało i dlaczego siedzę na ziemi. Przede mną siedział przystojny chłopak, jasno brązowe włosy pięknie komponował się ze zielonymi oczami.  Miał na sobie zwyczajne rurki i koszulkę z jakimś napisem, nie zwróciłam na to uwagi, gdyż przyciągnął mnie jego wzrok wbity w kafelki. Po chwili chłopak, jakby wybudzony z transu, spojrzał na mnie.
- oj! Przepraszam, że na ciebie wpadłem, nie chciałem, jeszcze raz przepraszam – zaczął przepraszać prawie klęcząc przede mną. Widząc jego starania, wybuchłam śmiechem. Chłopak przez chwile nie wiedział jak zareagować, jednak również się zaśmiał i wstał podając mi rękę. Chwyciłam ją a on jednym ruchem postawił mnie z nogi. Moje ciało przeszył ból, z którego aż syknęłam.
- dzięki, ale moja kostka… - nawet nie skończyłam, a chłopak uklęknął przede mną i chwycił moją obolałą nogę. Dotykając ją, zawyłam z bólu.
- boże, przepraszam. – wyjęczał – masz zwichnięta kostkę, gdyby nie ja to nic by ci się nie stało – powiedział zaniepokojony i strasznie posmutniał. Ja tylko się uśmiechnęłam i poklepałam go po ramieniu.
- stary, nic się  nie stało, naprawdę. Tylko pomóż mi jakoś dostać się do domu. – powiedziałam a on spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- do domu? Chyba żartujesz sobie! – Po tych słowach wziął mnie na ręce i zaczął gdzieś iść.
- ej! Moment! – wrzeszczałam – gdzie ty nie niesiesz? – darłam się na niego.
- spokojnie, idziemy do lekarza. – powiedział spokojnym tonem.
- ale
- żadnego ale, nie masz nic do gadania. A tak po za tym to nazywam się Sebastian. – przedstawił się.
- miło mi, ja jestem Nikola. – również się przedstawiłam. Po czym oglądałam miasto z trochę innego punktu widzenia.  Szliśmy jak przez jakieś 10 min, aż doszliśmy do przychodni. Sebastian usadowił mnie w jednym z foteli a sam poszedł po jakiegoś lekarza. W między czasie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Była to dość duża poczekalnia, w kolorach karmelu i bieli. Fotele były kremowe a obok nich stały małe kwadratowe stoliczki.  Moja kostka, bolała mnie coraz to bardziej, gdy do pokoju wbiegł Sebastian ciągnąc za sobą lekarza.
- proszę Daniel, zobacz jej kostkę. – powiedział stając tuż przede mną.  Lekarz uklęknął i zobaczył moje, już bardzo spuchnięte, miejsce cierpień.
- na szczęście to tylko zwichnięcie, ale dla pewności zrobimy prześwietlenie. – powiedział patrząc mi prosto w oczy, dając do zrozumienia, że to nic poważnego. Siedząc i czekając na wyniki badań, dowiedziałam się, że ten lekarz to Daniel, starszy brat Sebastiana, który się nim zajmuje i go wychowuje, gdyż, ich rodzice wyjechali za granicę do pracy. Po wyjściu z szpitala dochodziła godzina 14.00
-  a więc… - zaczął Sebastian, trzymając mnie w pasie, abym nie upadła. – co byś chciała robić? – zapytał.
- nie wiem, to jest mój pierwszy dzień w tym mieście. – odpowiedziałam rozglądając się uważnie. Chłopak przez chwilkę zastanawiał się nad czymś, aż w końcu powiedział.
- okey! To może pokaże ci miasto? Masz ochotę na lody?
- jasne! – powiedziałam z wielkim entuzjazmem.  Razem zwiedziliśmy miasto i poznałam parę ciekawych miejsc.  Miasto okazało się o wiele większe, niż się to wydawało na pierwszy rzut oka. Sama mogłabym się tu zgubić, to też jestem wdzięczna Sebastianowi, za takie starania. Włóczyliśmy się po ulicach aż do zmroku.
- późno już, powinnam wracać do domu. – powiedziałam z nutką smutku i żalu w głosie.
- gdzie  mieszkasz? Odprowadzę cię – oznajmił, z uśmiechem na twarzy.
-  mieszkam przy ulicy golden 24 – odpowiedziałam.
- o to nie daleko.  – po tych słowach ruszyliśmy przed siebie, krętymi uliczkami. Po paru minutach doszliśmy do mojego domu.
- dziękuję. – powiedziałam uśmiechając się do niego.
- za co ? za to, że przez mnie masz zwichniętą kostkę? – powiedział poirytowany.
- nie hahahaha… dziękuję za wspaniały dzień, chciałabym to powtórzyć. – powiedziałam, dając mu całusa w policzek.
- to ja dziękuję – odwzajemnił pocałunek i już miał zawracać, gdy drzwi wejściowe otworzyły się a w  nich stał mój ojciec.
- o Nikola. Boże święty co ci się stało? – wykrzyczał zaniepokojony.
- nic wielkiego, małe zwichnięcie. – powiedziałam lekceważąco. Ojciec spojrzał na mnie zaniepokojony, po czy jego wzrok padł na chłopaka obok.
- a to kto? – zapytał badawczo.
- to mój nowy znajomy, Sebastian. Pokazał mi miasto oraz pomógł mi się tu dostać. – powiedziałam.
- dobry wieczór – przywitał się Seba, podając rękę mojemu ojcu, który ją uścisną w ramach powitania.
- miło mi, jestem ojcem Nikoli. Dziękuje za odprowadzenie jej do domu. – powiedział Tata.  Jeszcze raz pożegnałam się z Sebastianem i wymieniliśmy się  numerami komórki.
- dam ci jutro znać – powiedział po czym odszedł. Ja poszłam do swojego pokoju i leżąc na łóżku rozmyślałam nad dzisiejszym dniem. Może i zaczął się beznadziejnie, ale zakończył pięknie i taaaaak romantycznie. Sebastian to wspaniały i przystojny chłopak. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Teraz gdy o nim myślę, moje serce wali jak oszołomione. Dlaczego tak na niego reaguje?  No tak, podoba mi się, no ale na co ja liczę? To taka znajomość z przypadku. Chyba nie myślę, że mogło by być z tego coś o wiele więcej… głupia ja… Może powinnam o nim zapomnieć? Nie da się. Ten chłopak utknął w mojej głowie i nie chce wyjść. Dopomina się o wspominanie, marzenie i śnienie o nim. Ca ja biedna pocznę?...

*Następnego dnia.
- Jesteś pewna, że dasz sobie rade? – zapytaj mnie ojciec zabierając teczkę z podłogi.
- jasne – powiedziałam uśmiechając się sztucznie do niego.
- Jakby co, to dzwoń – powiedział zamykając za sobą drzwi.
Ok..ok.. powiedziałam sobie w myślach. Rozłożyłam się wygodnie na sofie po czym położyłam sobie na kolana laptopa. Sprawdziłam co nowe na świecie, jednak nie było to zajęcie na dłuższy czas. Po godzinie czatowania, włączyłam telewizor.
- boże jak nudno – powiedziałam do siebie, spoglądając na telefon, leżący na stoliku obok.
 a może by tak…  pomyślałam chwytając go w dłonie. Wystukałam coś szybko, po czym go odłożyłam na wcześniejsze miejsce. Nie musiałam czekać długo na odpowiedz.
- Hej – powiedział Sebastian, gdy otworzyłam mu drzwi i wprosiłam do środka.
- hej – odpowiedziałam pośpiesznie.
- jak się dziś czujesz? – zapytał zatroskanym głosem. Uśmiechnęłam się lekko dając do zrozumienia, że lepiej.
-  dobrze, dziękuję za troskę. – powiedziałam z nutką rozbawienia.
- nie ma za co, moja kochana – powiedział, również uśmiechając się.
- chcesz coś do picia? – zapytałam
- nie dziękuję – odpowiedział. Przez chwilkę zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam zapraszając go, jednak szybko wybiłam sobie to z głowy. Podobał mi się, ale co z tego?
- będziemy tu tak stać? – zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- jak chcesz to możemy – zaśmiałam się – Nie no, żartuje.. haha..  chodźmy do mnie. – powiedziałam, nie zastanawiając się znacząco, nad tym co mówię.- ale najpierw wpadniemy do kuchni. – powiedziałam kierując się na lewo.  Przez co najmniej godzinę siedzieliśmy w kuchni, wygłupiając się i rozmawiając.  Zrobiliśmy sobie zapiekanki, kanapki, tosty, kawę mrożoną, po prostu wszystko co nam wpadło do głowy. Zanieśliśmy wszystko do salonu, gdzie pooglądaliśmy filmy… a co najmniej taki mieliśmy zamiar. Ostatecznie wszystkie filmy przegadaliśmy o wszystkim i niczym. Tak spędziliśmy większość dnia. Było zabawnie a w powietrzu wisiała miła atmosfera. Jednak wszystko co piękne, w końcu musi się skończyć. W pewnym momencie, usłyszeliśmy jak ktoś stoi pod drzwiami i rozmawia z kimś przez telefon. To był Ojciec.
- Boże, tata wrócił, jak cię tu zobaczy to nas zabije! – wydarłam się z przerażeniem w oczach.
- więc, chodźmy na górę, do  twojego pokoju – zaproponował Sebastian. W tym momencie uważałam to za najlepszy pomysł. Byłam tak wstrząśnięta, że zapomniałam o mojej zwichniętej kosce. Przewróciłam się, po zaledwie paru krokach. Sebastian, który był  szybszy ode mnie, wrócił się biorąc mnie na ręce.
- Idioto, trzeba było iść przodem, sama bym sobie poradziła – wydarłam się na niego, jednak on  jedynie się uśmiechnął. Ze mną na rękach, szybko pokonał schody wparowując do mojego pokoju.
- Nikola! – było słychać, głos taty.
- tak? – wydarłam się, aby mnie usłyszał.
- widziałaś, gdzieś  taką czarną teczkę?
- zobacz w holu na meblościance – powiedziałam, modląc się aby tam była.
- dobra, jest! Wychodzę! Do wieczora! – powiedział zamykając za sobą drzwi. Ode chłam z ulgą i dopiero teraz zorientowałam się, że Sebastian nadal mnie trzyma.
- seba, możesz mnie już puścić. – wyszeptałam, rumieniąc się lekko.
- a.. no tak -  powoli mnie opuścił, jednak gdy moja kostka, zetknęła się  z podłogą, przez moje ciało przeszedł przeraźliwy dreszcz bólu. Syknęłam przez zęby. Sebastian widząc to, znów wziął mnie na ręce, ale tym razem kładąc mnie prosto na łóżko. Już miał się ode mnie oderwać, gdy jednym ruchem przyciągnęłam go bliżej siebie. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Czułam jego przyśpieszony oddech na swoim policzku. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe, nie wiedziałam co robić. Nagle Sebastian przymrużył oczy, zaczynając się do mnie przybliżać. Przymknęłam oczy, czekając na jego kolejny ruch. Nasze usta spotkały się, w delikatnym i nieśmiałym pocałunku. Uchyliłam lekko usta, zapraszając go środka. Pocałunek zaczął przybierać formę, namiętnego i przepełnionego pożądaniem doznania. Jednak i to  nie może trwać wiecznie. Oderwaliśmy się od siebie, próbując złapać oddech.  Nasze oddechy były przyśpieszone i nie równomierne. Oczy przymrużone. Policzki zarumienione. Usta zaczerwienione, pulsujące. Zarzuciłam swoje ręce na jego kark, przybliżając nas do kolejnego i kolejnego pocałunku.
- Nikola – wyszeptał chłopak, przerywając pocałunek. – co do mnie czujesz? – zapytał.
- jaa – zaczęłam nie pewnie -  podobasz mi się.. bardzo.. – powiedziałam, ledwo dosłyszalnie.  Sebastian się uśmiechnął i znów pocałował.
- Może znamy się krótko, ale ja lubię cię – powiedział mi do ucha, przygryzając je delikatnie. Powoli zaczął schodzić co raz to niżej, z pocałunkami. Po chwili przeszkadzające nam ciuchy leżały na ziemi, a my pogrążeni w namiętności badaliśmy swoje ciała co do milimetra. Sebastian jedną ręką zaczął gładzić jedną z moich piersi, gdy drugą dobierał się do majtek. 
- aah! – jęknęła, czując jak na zmianę liże i przygryza mój sutek. Fale gorąca przechodziły przez moje ciało, nie dając mi chwili spokoju. Jednym ruchem przewróciliśmy się tak, że to ja teraz byłam na górze. Nasze usta zetknęły się w kolejnym pocałunku, gdy dłońmi wędrowałam po jego ciele, do momentu jak jedna z rąk zaczęła gładzić jego przyrodzenie. Po chwili seby bokserki leżały na ziemi, a ja delikatnymi ruchami obciągałam mu. Widząc, że mu się to podoba, postanowiłam dać mu jeszcze więcej przyjemności. Wzięłam jego penisa do ust, na skutek czego, jego ciało wręcz wygięło się w łuk. Najpierw powolnymi a później już szybszymi ruchami głowy,  doprowadzałam jego ciało do drżenia. Po chwili dalszej zabawy, doszedł mi w ustach. Połknęłam całe nasienie, patrząc mu przy tym prosto w oczy. Teraz Seba był na górze. Z początku włożył mi jeden palec, jednak po chwili były i trzy palce, buszujące w moim ciele. Tak dobrze się jeszcze nigdy nie czułam. Moje ciało było już gotowe, całe rozgrzane i mokre.
- jesteś gotowa? – wyszeptał mi do ucha.
- umm… - ledwo wyjąkałam z siebie, gdy poczułam jak coś mnie rozrywa od środka. Ten ból. To uczucie. To pożądanie.
- aa! – zawyłam z bólu.
- wiem, że teraz boli, ale zaraz przestanie, nie bój się. – wyszeptał, całując mnie w usta. Po chwili ból znikł, a zamiast niego poczułam nieziemskie uczucie przyjemności.  Sebastian poruszał się we mnie co raz to szybciej, doprowadzając mnie do granic wytrzymałości.  Jęczałam jak opętana, nie myśląc o niczym. Jakby wszystko wokół przestało istnieć. W tym momencie, liczyłam się tylko ja i on.
- Nikola, j-ja.. zaraz… - wyjąkał Sebastian. Zaraz po tych słowach odchyliłam głowę do tyłu, a moje ciało wygięło się w łuk, czułam jakby coś we mnie pękło. Doszliśmy w tym samym momencie, wyjękując swoje imiona. Seba opadł na mnie wycieńczony, a ja jeszcze bardziej się do niego wtuliłam. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.  Zielonooki powoli wyjął swojego przyjaciela. Czułam jak nadmiar nasienia wypływa ze mnie, zostawiając jakąś pustkę w głębi mojej duszy. Sebastian położył się obok mnie, przykrywając nas kocem. Odwróciłam się do niego przodem, patrząc mu prosto w zielone oczy.
- To było… - zaczęłam, jednak nie zdążyłam dokończyć, gdyż on mi przerwał.
- wspaniałe – powiedział. Całując mnie w usta.  – dziękuję – dodał już ciszej.
- Sebastian, obiecaj mi coś… - powiedziałam spuszczając z niego wzrok.
- hm?
- obiecaj mi, że… że mnie nie zostawisz – wyszeptałam, cichutko, ale dość głośno, aby mógł mnie usłyszeć.
- Obiecuję -  odpowiedział, gładząc palcem mój policzek.
- dziękuję – wyszeptałam, po czym odeszłam do krainy snów i marzeń. Dziękuję ci za to, że nadajesz sens mojemu życiu.

`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`

Koniec. Przyznam się szczerze, że ten One shot, w ogóle mi się nie podoba... koniec schrzaniłam totalnie, no ale, obiecałam to jest.
Jeszcze nie wiem co dodam w kolejnym poście, ale mam nadzieje, że będzie się wam podobać. Może znajdzie się ktoś, komu spodoba się i to opowiadanie, mnie ogółem się nie podoba, zbytnio... eh.... szkoda gadać.
a no i przepraszam za wszystkie błędy stylistyczne i inne. 
Sayonara Bitches !

poniedziałek, 2 lipca 2012

One Shot (Matt x Luna)

Dobra kochani. W pierwszym poście chciałabym zamieścić krótkie opowiadanko. Liczy zaledwie 3 strony i opowiada o miłosnych wyrzutach sumienia pewnej dziewczyny. Z góry przepraszam za błędy, jestem dyslektyczką, ale lubię pisać i mam nadzieję, że to opowiadanie przypadnie wam do gustu. 
Dobra nie będę już wam mącić w głowach, oto opowiadanko.

~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`


Dlaczego zawsze mnie to spotyka. Dlaczego za każdym razem musze tak cierpieć. Dlaczego znów zostałam sama…. Dlaczego on mnie nie chce pokochać. Zadając sobie te durne pytania, po raz kolejny w swoim życiu, otwierałam te pieprzone pudełko lodów. Bo najlepsze na po prawe samopoczucia są słodycze a  zwłaszcza lody. Otworzyłam pierwszą z lewej, szufladę, wyciągając z niej dużą łyżkę. Zabrałam lody i wygodnie usadowiłam się na sofie w salonie. Włączyłam telewizje i powoli zajadałam się czekoladowymi lodami.  Na moje jedyne szczęście, mogę jeść ile chce słodyczy a i tak nie zgrubne.  Więc bez żadnych wyrzutów sumienia wzięłam pierwszą dzisiaj, dużą porcje do ust, aby choć przez moment poczuć się lepiej, lżej.  Latałam po kanałach, aż w końcu, zrezygnowana wyłączyłam telewizor.
-Cholera- przeklęła, gdy pudełko z lodami wypadło mi z ręki, brudząc moje nowe panele. Leniwie zaszłam do kuchni po ścierkę i starłam „bałagan”.  Moje życie nabierało coraz to bardziej, bezsensowny kierunek. Już zaczynałam po raz kolejny tego dnia gnoić się, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Ociężale wstałam z podłogi i podeszłam do drzwi wejściowych.  Otworzyłam je a w progu dostrzegłam Matta. Mojego kochanego kumpla, przez którego, od początku naszej znajomości, mam doła. 
- hej. – powiedział na powitanie. Po czym jednym gestem zaprosiłam go do środka. Matt to bardzo przystojny i miły chłopak, jest straszy od mnie o nie całe 2 lata. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Jednak nigdy nie miałam odwagi mu tego powiedzieć. Zawsze udawałam, że nic  nie czuje i dobrze kryłam swoje uczucia.
- coś się stało? – wyrwał mnie z zamyślenia.
- nic a co? – chciałam odpowiedzieć z powagą, ale jakoś mi to nie wyszło. Teraz sobie przypomniałam, że przed chwilką płakałam użalając się nad sobą. Muszę wyglądać beznadziejnie.
- wyglądasz beznadziejnie – normalnie czyta mi w myślach, pomyślałam. – dlaczego płaczesz? Coś się stało? – zapytał zatroskany. Boże jeśli będziesz tak do mnie mówić, znów się rozkleję a nie chce, aby był tego światkiem, nie on.
- To nic takiego. Nie twoja sprawa. – powiedziałam lekko obojętnie. Jednak nie przekonałam go tym.
- Pierwszy raz widzę jak płaczesz, jesteś silną kobietą, więc musi chodzić o coś poważnego. – ciągnął dalej.
- Nie, to naprawdę nie twoja sprawa.
- Kurwa. Nie gadaj, że nie  moja sprawa. Moja przyjaciółka płacze a ja nie wiem czemu i nie mogę jej pomóc. Tak, to jest też moja sprawa! – wydarł się na mnie. W moich oczach stanęły łzy, pierwszy raz na mnie nakrzyczał. Pierwszy raz, widzę go w takim stanie. Jego oczy, aż płoną wściekłością i troską. Ale nie powiem mu przecież, że to przez niego płacze, że się w nim zakochałam. Samotna łza spłynęła po moim policzku, jeszcze bardziej rozmazując tusz. Matt  dostrzegając, że zaczynam płakać, zaczął przepraszać, za jego zachowanie i gadać, ze jak nie chce to nie musze gadać, byle nie będę już płakać, bo to łamie jego serce. Podszedł do mnie i mnie przytulił co wywołało u mnie jeszcze większy szloch i płacz. Moje serce krzyczało. Czemu on nie wie, że wykonując takie ruchy sprawia, że jeszcze bardziej jest mu smutno i czuje się beznadziejnie, wiedząc że on i tak nigdy nic do mnie nie poczuje… wiesz Luna, że jesteś moją najwspanialszą i najukochańszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałem? Dziękuje ci, że jesteś i mnie wspierasz. Przypomniały mi się wczorajsze słowa Matta, po których poczułam się cudownie a zarazem beznadziejnie. „przyjaciółką” powtórzyłam sobie w myślach. Jestem beznadziejna, nie potrafię przyznać się do własnych uczuć i okłamuję najważniejszą osobę w moim całym życiu. Tak, jestem beznadziejna.
- Luna… - zaczął nie pewnie Matt wypuszczając mnie z uścisku. – proszę powiedz mi co jest grane, martwię się  o ciebie. – wyszeptał mi do ucha. Czując jego ciepły oddech na karku, przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- nie mogę ci powiedzieć.
- to chociaż powiedz jak ci mogę pomóc.
- w tym rzecz, że nie możesz. Gdybym ci powiedziała, możliwe że nie chciałbym więcej mnie znać. – te ostatnie słowa powiedziałam ledwo dosłyszalnie i do siebie, ale Matt był wystarczająco blisko by je usłyszeć.
- O czym ty pierdolisz? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, nic tego nie zmieni – powiedział z poważaniem w głosie. „przyjaciółką” te słowa odbijały się w mojej głowie, rozrywając moje serce na kawałki.
- no właśnie.. przyjaciółką. – powiedziałam zrezygnowana. Matt spojrzał na mnie z taką troską, jak nigdy. 
- błagam powiedz mi, bo zaraz nie wytrzymam. Luna jasna cholera o czym ty pierdolisz?! Ułatw mi sprawę i powiedz o co chodzi! Zakochałaś się w kimś czy co? – po tych słowach wyraźnie posmutniał. Zaczął wpatrywać się w podłogę tak samo jak ja. Staliśmy tak przez chwilkę, aż raczyłam się odezwać. Raz kazi śmierć, pomyślałam i spojrzałam mu w oczy.
- Matt ja…  zaczęłam nie pewnie.. – tak… zakochałam się… - powiedziałam pół szeptem, Matt spojrzał na mnie z szeroko rozszerzonymi oczami, jagle kompletnie się zmienił, posmutniał i jego oczy się zaszkliły. Nie takiego go znałam. Zawsze uśmiechnięty i wesoły chłopak, stałe teraz przede mną z kompletną załamkom.
- haha – zaśmiał się histerycznie. Trochę się przeraziłam. - .. Kto jest tym szczęściarzem? Znam go? – zapytał.
- tak znasz go bardzo dobrze. – powiedziałam przyglądając się mu.
- ha… fajnie.. miło słyszeć… mam nadzieję, że wam się uda. – po tych słowach szybko zawrócił i chciał jak najszybciej wyjść z mieszkania. Nie rozumiem dlaczego tak zareagował?
- Matt! Czekaj! – wyciągnęłam rękę w jego kierunku, chcąc go złapać, jednak byłam zbyt wolna i Matt  wybiegł z mieszkania. Szybko ubrałam buty i pobiegłam za nim… musiałam mu powiedzieć prawdę, powiedzieć że go kocham.
 Go .. tylko i wyłącznie Go.
- Matt! – darłam się, biegł tuż przede mną w stronę ulicy. –Matt! – nagle usłyszałam pisk opon i uderzenie. Moje serce stanęło w miejscu. A przez moje ciało przeszedł przeraźliwy ból. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Jestem pewna, że to był Matt. Krzyczał moje imię stojąc tuż na de mną. Powoli otwarłam usta.
- Matt, kocham cię – ledwo wydusiłam z siebie, gdy cały ból ogarniający moje ciało, przepadł.
Nic nie czułam. wstała jakby nic nigdy się nie stało. Rozejrzałam się wokół. Ludzie przypatrywali się czemuś. Spojrzałam w dół. Moje oczy przybrały kształt 5złotówki. A szczęka opadłą z nie dowierzania. Po policzku zaczęły płynąc łzy a ciało drżeć. Tego widoku nie zapomnę do końca życia.
Zobaczyłam siebie, całą zakrwawioną i leżącą na asfalcie. Jednak nie byłam sama. W moje ciało wtulał się Matt kołysząc nas i płacząc jak małe dziecko. Krzyczał i szlochał na zmianę.
- Luna! Luna! Luna ! – darł się krztusząc się własnymi łzami. – Luna kocham cię, słyszysz, masz się obudzić, kocham cię, zawsze kochałem, bałem się wyjawienia tego tobie… przepraszam… proszę Luna! Luna! – moje serce już nie biło.. jednak poczułam przeraźliwy ucisk w nim. On mnie kocha, kocha. Krzyczałam w myślach.. jednak już było za późno….
-Matt, ci ciebie też kocham. – powiedziałam, jednak on tego nie słyszał…. – tak bardzo cię kocham i jestem teraz taka szczęśliwa… dziękuję… -  po wypowiedzeniu tych słów, poczułam bolesne uderzenie… kolejne… i kolejne… Dum dum… dum dum.. dum dum…. Chwyciłam się za klatkę piersiową i opadłam. Dum dum…. Dum dum… dum dum….- Matt – wyszeptałam resztkami siły.. Dum…. Dum….dum dum…
- Luna .. Luna… luna…- wołając mnie głos stawał się co raz to nie wyraźniejszy. Aż kompletnie ucichł.
Dum dum.. dum dum… dum dum… nagle coś mocno mnie ukuło w serce, moje ciało wygięło się  w łuk a jak otworzyłam szeroko oczy próbując zaczerpnąć powietrza, tak jakbym była odłączona od niego całą wieczność. Czułam jak coś mocno trzyma mnie za rękę.
- Luna! – usłyszałam znajomy głos…
- M-matt.. – wyszeptałam. Fala bólu przeszła przez moje ciało, doprowadzając mnie do szaleństwa i syku z bólu.
- Boże Luna! Boli cię coś?! Zaczekaj zawołam lekarza! – chłopak wybiegł z pokoju i zaraz potem wbiegł z Lekarzem.
- proszę pani, co panią boli? – pytał lekarz, gdy ja syczałam z bólu.
- wszystko -  ledwo odpowiedziała a już słyszałam Głos Matta jak wydziera się na lekarzy, aby szybko mi dali jakieś znieczulenie czy coś. A co jeśli to był tylko sen?  Przez moją głowę przeszła myśl, która mnie przeraziła. A co jeśli to był, tylko durny sen i Matt  wcale nie mówił, ze mnie kocha? Łzy popłynęły z moich oczu.
- Luna, skarbie, czemu płaczesz.. Boże dajcie jej coś w końcu! – zaczął się wydzierać w niebogłosy Matt. Zasnęłam. Po jakimś czasie otworzyłam oczy, była noc. Czułam czyjąś dłoń trzymającą moją rękę. Delikatnie odwróciłam się chcąc zobaczyć do kogo ona należy. Zobaczyłam słodko śpiącego Matta opierającego się o łóżko i  delikatnie trzymającego mnie. na moją twarz wbiegł delikatny śmiech. Uwolniłam się z jego uścisku i dotknęłam jego włosów. Przejechałam po nich dłonią, przez co obudziłam Matta.
- Luna? – zapytał zaspanym głosem.
- hej Matt – wyszeptałam . uśmiechając się delikatnie.
- Boże Luna, jak dobrze, ze ci nic nie jest!. Boli cię coś? Jak tak to powiedz zawołam lekarzy co ci coś…
- Matt, uspokój się, nic mnie nie boli… - przerwałam mu.
- To dobrze. – nastała cisza.
- Luna – zaczął niepewnie Matt. – Ja.,. chciałbym cie przeprosić, to wszystko moja wina, gdyby zachował się jak mężczyzna a nie jakiś tam szczeniak to by to tego wszystkiego nie doszło.
- to nie twoja wina. Gdyby ci od razu powiedziała, że cię…. – przerwałam. A co jeśli to był tylko sen?  Zadałam sobie po raz kolejny to pytanie. A chuj z tym.. – kocham, nie stało by się to. – dokończyłam
- Luna ja.. ja też cię kocham. – powiedział Matt, chwytając mnie za rękę. – i chciałbym, gdy tylko stąd wyjdziesz, abyśmy spróbowali… no wiesz… - zaplątał się lekko. To jest sen, to nie może być prawda. Matt naprawdę powiedział, że mnie kocha…. Na moją twarz wpłyną szeroki uśmiech.
- Matt. – zaczęłam
- tak? – powiedział lekko zakłopotany.
- pocałuj mnie. – wyszeptałam cichutko, jednak na tyle głośno, aby mnie usłyszał. Chłopak nawet się nie odezwał. Tylko się uśmiechną i nachylił nade mną. Najpierw pocałował mnie w czubek głowy, później w czoło, nos, aż  w końcu nasze usta spotkały się. Najpierw nieśmiało, jednak po chwili pocałunek się pogłębił. Niechętnie oderwaliśmy się od siebie, aby zachłannie zaczerpnąć powietrza, którego już brakowało. Nasze oddechy były przyśpieszone a nasze serca biły o milion razy szybciej. Wpatrzeni w siebie na naszych ustach pojawił się uśmiech.
- dziękuję – powiedziałam, zaraz gdy uspokoiłam oddech. Matt spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- za co? – powiedział.
- za to że jesteś – odpowiedziałam ponownie go całując.
Przez całą naszą znajomość, bałam się wyjawić swoje uczucia, miłość do najlepszego przyjaciela. Tyle cierpiałam i tyle wypłakałam łez. A teraz… a teraz jestem najszczęśliwszą dziewczyną na całym świecie. Pokochałam i zostałam pokochana. 

~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`

Koniec ;P
Co wy na to? tak wiem,  nie jestem dobra w pisaniu opowiadań.... ;/  ale co poradzę, robię co lubię.
Napiszcie jak wam się podobało, to dla mnie ważne. chciałabym znać opinie innych, wasze, już nawet nie zwracając uwagi na ortografie, składnie i tak dalej. 
khehehehehehe....




Wasza reakcja na ostatnie słowa Luny:

niedziela, 1 lipca 2012

yo

Witam was kochani.

W tym blogu, będę zamieszczać, zdjęcia, opowiadania i takie tam. Przede wszystkim chcę podzielić się swoim zdaniem na różne tematy, rzeczy, opisywać wyjazdy, wycieczki w różne miejsca. Tak wiem, wiem mam dopiero 16 lat, ale to nic nie zmienia. wymiany w szkole, wyjazdy za granice w wakacje, zawsze znajdzie się jakaś okazja do opisania wydarzeń, miejsc. 
Ludzie zakładają przeróżne blogi i często dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami, polecają lub odradzają   czegoś. Chce podążyć w podobnym kierunku. Po za tym lubię pisać opowiadania, najlepiej wychodzą mi krótkie historyjki (one shot), ale nie gardzie też wieloma rozdziałami. Uprzedzam, iż większość opowiadań będzie tematyki męsko-męskiej (yaoi), ale to zależy od tego na jaki pomysł wpadnę. 
Nie chcę się rozpisywać na sam początek, wiec na koniec dodam, że bardzo dziękuje osobą, którym chciało się to czytać. Zapewne zanudziłam, no ale co ja na to mogę poradzić. 


Wattpad