środa, 31 października 2012

2min Rozdział 1


No dobra oto pierwszy rozdział opowiadania 2Min (Minho x Taemin) Męczyłam się nad nim z Przyjaciółką, dlatego mam nadzieję, że docenicie nasze starania. Ogółem rozdział jest krótki, no ale.. wraz z Arisu życzymy miłego czytania i prosimy o pozostawienie komentarza
~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`


Moja Maska


Dochodziła 6.30 gdy w malutkim pomieszczeniu rozprzestrzenił się odgłos dzwonka. Był to malutki i bardzo skromny pokój o jasno niebieskich ścianach. Wchodząc do pokoju można ujrzeć po lewej stronie rząd mebli. Szafa stoi obok okna. Po przeciwnej stronie pokoju, tuż pod ścianą stoi łóżko a tuż obok niego na przeciw wejścia, znajdowało się biurko. Na którym leżały kartki wypełnione nutami i książki.

W momencie, gdy w pokoju zabrzmiał nieprzyjemny odgłos. Smacznie śpiący chłopak przewrócił się na drugi bok wyłączając denerwujący dzwonek. Powolnymi ruchami wstał, przeciągając się leniwie. Było to bardzo przystojny 16-latek o niesamowitej, dziewczęcej urodzie. Jego karmelowe włosy, delikatnie padały mu na zaspane oczy. Powolnym krokiem ruszył przed siebie w stronę łazienki. Ociężale oparł się rękami o umywalkę, wzdychając. Popatrzył się w lustro, zobaczył przepełnioną smutkiem i nie szczęściem twarz. Jednak po chwili założył tą swoją maskę, udając przed światem swoje prawdziwe “ja”, uśmiechając się delikatnie. Pierwszy dzień szkoły, zawsze był najważniejszy. Nowe osoby, nauczyciele, wszystko trzeba zacząć od początku. Zrobić dobre wrażenie. Maska mu to umożliwiała, obiecał sobie, ze tym razem będzie inaczej niż w gimnazjum. Nie pozwoli na to, aby to się powtórzyło. Nie chciał mieć więcej wrogów, wolał oszukiwać wszystkich wokół, że jest normalnym i szczęśliwym chłopakiem.
Droga do szkoły dłużyła się nie miłosiernie, choć trwała zaledwie 15 minut. Niby z  słuchawkami na uszach, czas mija szybciej, ale nie teraz, stres i niepokój, głuszył przyjemną  melodie. Nastolatek zatrzymał się pod szkołą, dokładnie się jej przyglądając. Wielka szkoła jeszcze większy dziedziniec. Do głównego wejścia prowadziła Ścieszka z drzewami sakury po bokach. za szkołą znajdowało się olbrzymie boisko szkolne i dobudówka - basen. Szkołą była zanana z osiągnięć sportowych i muzycznych. Zaraz jak chłopak usiadł sobie w wolnym miejscu przy oknie, zadzwonił dzwonek na lekcje, dając wszystkim do zrozumienia że pora siadać i kończyć rozmowy. Dla wszystkich osób siedzących w owej klasie, było to pierwszy dzień i wszyscy dopiero się poznawali. W końcu była to klasa 1T, taneczna. Wszystkich łączyła wspólna pasja do tańca. Po paru
minutach do sali wszedł nauczyciel, było to młody mężczyzna uczący przedmiotów artystycznych.  Przedstawił się klasie po czym napisał na tablicy swoje imię i nazwisko. Po czym usiadł wygodnie przed biurkiem, zaglądając do dziennika.  
- no dobrze - zaczął - Kim Eunsun - powiedział po czym rozejrzał się po klasie wyszukują wyczytanej osoby.  Słysząc swe imię, Zgrabna brunetka stanęła - jestem - powiedziawszy usiadła z powrotem.  W ten sam osób postąpiło kolejne 5 osób.
- Lee Taemin - powiedział nauczyciel, spoglądając na wstającego chłopaka.
- jestem - odpowiedział uśmiechając się szeroko, po czym usiadł na swoje miejsce. dziewczyny zaczęły rozmawiać między sobą, hihocząc co chwilę. Taemin uśmiechną się do nich na co one się zarumieniły i odwróciły wzrok w innym kierunku. Są takie naiwne, pomyślał chłopak, wpatrując się w okno. Ale tai był jego cel, chciał aby wszyscy go polubi i alby nie odstawał od reszty.  Teraz przyglądał się ptaku siedzącemu na parapecie. Zazdrościł mu. zazdrościł mu wolności, że nie musi się przejmować innymi. Nic go nie trzyma. O nic się nie martwi. wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilkę po czym zwrócił uwagę na nowych kolegów, którzy nadal się przedstawiali. Na przerwie dziewczyny podeszły do Lee przedstawiając się mu.
-  no bo my, no eto.. - zaczęła niepewnie jedna z nich.
- no bo chcemy z organizować w przyszłym tygodniu taką integracyjną imprezke no i - zaczęła wysoka brunetka, jednak nie zdążyła dokończyć, gdyż do rozmowy wdali się jeszcze chłopcy.
- genialny pomysł, mam wielką i wolną chatę, od przyszłego wtorku więc...
- ŚWIETNIE! - wydarły się dziewczyny
- podaj nam adres i godzinę o której mamy sie zjawić - powiedział Taemin
- umm. Tu macie adres, co do dokładnej daty to jeszcze sie zmówimy.
- okey - powiedział inny chłopak.
- myślę że najlepiej będzie jak każdy coś przyniesie, do jedzenia i picia.
- dobry pomysł Tae. Możemy rozpalić grilla - dodał po chwili na co wszyscy się zaśmiali i zgodzili na ten pomysł. Taemin nie miał ochoty wybierać się na jakąkolwiek Imprezę, ale co miał poradzić, musiał grać dalej. Lekcje mijały spokojnie, a Taemin był coraz to bardziej, lubiany.  Pragnął aby to się nigdy nie zmieniło, chciał aby wszyscy go lubili ale nic więcej. Wiedział że nie ma co liczyć, na prawdziwą przyjaźń, miłość jak w bajkach czy filmach. Może gdyby miał tych prawdziwych przyjaciół, to nie musiał by zakładać maski, był by “naturalnie” szczęśliwy i uśmiechnięty. Ale on nie mógł ich posiadać. Gdyby ktoś się dowiedział jaka jest prawda o nim, nie chciał by mieć z nim nic do czynienia. dlatego bezpiecznej było udawać.
Lekcje się skończyły i wszyscy się rozeszli. Taemin wyszedł ostatni, jakoś nie bardzo mu się śpieszyło wracać. Po za tym wolał iść samotnie i w spokoju. Wchodząc z szkoły poczuł jak ktoś chwyta go za ramię. Tae odwrócił się powoli. Zobaczył 3 starszaków, nie wyglądali zbyt przyzwoicie, przypominali gang prześladowców.
- ej mały - zawołał jeden z nich. - nie chciałbyś się zabawić? Tae uśmiechną się pod nosem. Ale się wkopałem pomyślał.
- śpieszy mi się  - dodał i juz chciał zwiać jak drugi go chwycił i pociągnął do jakiegoś ciemnego zaułka.
- Puść mnie! Pomocy! - wydzierał się Tae. Bał się w cholere, ale oni byli o wiele silniejsi a do tego ich był trzech a on jeden. Jeden osiłek chwycił go za ręce a drugi zaczął go rozbierać trzeci pomagał pierwszemu, gdyż Lee nieźle się wywijał i darł.
- Przestań! zostawcie mnie! puszczajcie! Nie! - darł się, gdy tamci tylko się śmiali
-nikt cię nie usłyszy, młody.
- Nie zostaw!
Chłopak już miał ściągnąć mu bokserki, gdy ktoś odkaszlnął. trójka bandziorów odwróciła się, aby zobaczyć kto chce się dołączyć do zabawy.

sobota, 6 października 2012

One Shot

Dzieło wspólne z przyjaciółką XD
jej pomysł. i wyszło to coś.. XD życzymy miłego czytania~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Justin Bieber patatający na jednorożcu spotyka pewnego magicznego lecz lekko chłodnego dnia Larrego, który wcina marchewki.
-Co tu robisz mój luby?-zapytał Dżastinek
-A co cię to zakichany pedale ­?- odpowiedział uchachany Larry
-Dlaczego jesteś dla mnie taki nie miły? Zrobiłem Ci coś?-zapytał zrozpaczony
-Dawaj marchewkę albo w zęby!-odpowiedziałem machając mu przed nosem marchewką
-Ale nie mam marchewki,  mam tylko Nutelle ;c
-No dobra może być , ale następnym razem nie będę taki miły, pamiętaj !
 Nagle z Doliny Muminków przyszedł Mr. Gargamel wraz ze swoją świtą składającą się z Edwarda i jego Rodziny. Kiedy zbliżał się do Dżastina żeby złapać go do swojego mega, full wypasowego dizajnerskiego worka z Biedronki  z nieba zleciała Elena na połamanej miotle chcąc zbombardować zgromadzenie naleśnikami. Jednak naleśnikową akcję przerwał Eryk wbijając w jej serce kawałek zgnitego banana. Niewzruszony Larry dalej zajadał się Marchewką z Nutellą a nasz kochany Dżastinek już dawno miał nasrane w portkach.
-Halloooo! Dawać marchewki albo spier*** mi  z mojego snu!-Wydarł się Larry ‘
-Jak to twojego snu? Zapytali wszyscy zebrani
-A gówno was to!;p
-No już  dobra dobra masz.
 Niespodziewanie ziemia się rozstąpiła a z jej otchłani, na swych zajebistych czarnych skrzydłach, wyleciał G-Dragon mówiąc –Bileciki do kontroli.
-o kurwa spierdalamy KANAR- krzyknęli wszyscy razem
- O nie nie tak szybko – zawołał GD wyciągając pas z spodni. – Skoro nie macie biletów to będzie lanie – po tych słowach uśmiechną się szyderczo i podleciał do Larrego. Ten jednak z szybkością światła wyciągnął marchewkowy miecz i wycelował  nim w GD.
-O nie, nie mów mi, że to MARCHEWKOWY MIECZ. Ten jedyny, nie powtarzalny, nieśmiertelny, zaginiony miecz?! – wykrzyczeli wszyscy zgromadzeni.
- a właśnie, ze ten i kij wam w oko – wydarł się Larry zajadając kolejną marchewkę.
Już miała się rozpocząć walka, gdy z niebios zstąpiły wszystkie członkinie Girls Generation.
- Czekajcie, czekajcie – wołały – My będziemy wam kibicować! – swoje kibicowanie rozpoczęły od piosenki Gee Gee…
Dżastinek Srastinek miał już wszystkiego dość  dlatego opluł wszystkich swoją zielona ektoplazmą
-EJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ!- wydarli się
-HAHAHA wygrałem! –zaśmiał się Nasz Maczo
- my ci zaraz pokażemy! 
Nagle KSSSSSSSSSZZZZZZZZZZZZZZZT i z lasu wyłoniły się Teletubisie z obstawą
-Spierdalać z naszej polany bo wpierdol- powiedział Tinki Łinki machając złowieszczo torebką 
-wszyscy wpadli do wielkiego kotła czarodziejek Witch umierając w syropie klonowym.

 - Aaa.. – darłem się w niebo głosy.
- Boże Louis co się stało. Uspokój się to tylko sen. – uspakajał mnie Harry.
- Harry.. – wyszeptałem.
- Tak?- powiedział nie pewnie.
- proszę, nie pozwól mi, abym kiedykolwiek jeszcze, jadł marchewki przed spaniem.


 Koniec 

Wattpad