poniedziałek, 30 września 2013

2min Epilog


Kocham cię




Na dworze świeciło słońce gdy w małym pomieszczeniu o białych jak śnieg ścianach leżał młody mężczyzna. Tuż obok niego siedział blondyn o pięknych kocich oczach wpatrując się w niego z zmartwioną twarzą. W sali znajdowali się jeszcze dwaj chłopcy. wszyscy z niepokojem na twarzy oczekiwali jakichkolwiek znaków życia przyjaciela. Lekarz nie dawał mu dużych szans dopóki się nie przebudzi z śpiączki. Nie było łatwo patrzeć na te drobne i młode ciało, myśląc o najgorszych scenariuszach.
" Wystrzał, to ostatnie co pamiętam, później tylko jeden ciągły dźwięk i pustka, cisza. Wszystko ucichło a obraz przemienił się w jedną czarną plamę. Minho, dlaczego mnie nie zatrzymałeś? Dlaczego nie pobiegłeś za mną? Powinieneś wiedzieć, że jestem bezmyślny, że chciałem abyś mnie zatrzymał... teraz już za późno... wiem że źle zrobiłem i oto moja kara. Umarłem? Więcej cię nie zobacze? Dlaczego? Dlaczego? Taki głupi... jestem taki głupi.. teraz to wiem, wiem co czułem a czego nie powiedziałem choć chciałem... Minho przytul mnie, ten jeden ostatni raz... Minho... Przygłupie zrób to, błagam" łza spłynęła po bladym policzku, do jego uszu dotarły nie wyraźne krzyki, jakby ktoś go wołał z jakiejś oddali. Poczuł ucisk dłoni, jednak nikogo nie widział. chciał zobaczyć, tak bardzo chciał zobaczyć. Biegł w kierunku słyszanych głosów, aż w końcu gwałtownie otworzył oczy próbując zachłannie zaczerpnąć powietrza. 
-Taemin!- odbijało się jak echo w jego głowie. Oddychał ciężko i przerażonym wzrokiem wpatrywał się w jakiś punkt w pościeli. Czwórka mężczyzna stała wokół niego powtarzając jakieś imię. Jeden z nich przytulił go mocno powtarzając jak bardzo się o niego martwili. Podniósł swój przestraszony i zdezorientowany wzrok na obcych. Zamazane twarze powoli przybierały ostrości ukazując twarze pełne emocji i zmartwienia.
- Key - wyszeptał patrząc na przytulającego go wujka. Jego kocie oczy od razu zabłyszczały słysząc swoje imię.
- Tak to ja Taemin, już myśleliśmy że straciłeś pamięć
- Nie strasz nas tak więcej - dodał Jonghyun klepiąc go po ramieniu.
- Minho! gdzie jest ... - nie dokończył widząc stojącego pod oknem wysokiego mężczyznę. Patrzył na niego oczami pełnymi winy.
- To my lepiej was zostawimy - powiedział Bling chwytając Kima za rękę i wyprowadzając go z sali.
- przepraszam, powinienem cie wtedy zatrzymać, powinienem być bardziej odpowiedzialny - wyszeptał. Lee poklepał miejsce obok siebie dając starszakowi znać aby usiadł obok niego. posłusznie wykonał polecenie.
- Minho, co tak właściwie się stało? - Choi zrobił głęboki wdech i zaczął powoli opowiadać. Powiedział mu jak znalazł go wraz z Key na ziemi w dużej kałuży krwi, że Lekarz nie dawał mu dużo szans na powrót do normalnego życia oraz że łącznie w śpiączce był przez miesiąc.
Smutny wzrok padł na lekko zarumienioną twarz. Sięgnął prawą dłonią po karmelowe kosmyki delikatnie bawiąc się nimi palcami. Taemin uśmiechną się delikatnie.
- Minho - wyszeptał - przytul mnie - nie musiał powtarzać dwa razy. Nawet nie zauważył gdy znajdował się w szerokich ramionach... przyjaciela.
- przepraszam to moja wina, nie twoja - łzy popłynęły po jego policzkach mocząc przy tym koszule starszaka.
- Kocham cię Minnie, naprawdę cię kocham - wyszeptał mu do ucha, po czym na chwilę odsunął go od siebie.
- Też cię kocham dryblasie - zaśmiał się całując jego policzek. Choi spojrzał na niego z iskierką w oczach. Nachylił się i czule pocałował prosto w usta.

KONIEC!~~

niedziela, 15 września 2013

2Min Rozdział 12





To ja jestem twoim chłopakiem!






Widział przed oczami wszystkie scenariusze, ale nie ten. Nie spodziewał się zobaczyć oczu przepełnionymi bólem i rozczarowaniem. Nie widział w nich szoku czy zdezorientowania. Jakby tego chciał, ale nie w taki sposób, nie w takiej sytuacji. Zrobił krok do tyłu i spojrzał w błękitne niebo. Promienie słońca rozświetlały konary drzew rzucając na ziemie ponure cienie.
Jego wzrok padł na ciemną postać stojącą pod jednym z drzew i uważnie przyglądającą się najpierw Taeminowi biegnącemu do bramy a później jemu samemu na dachu. Choi zszedł z dachu po czym skierował się do nieznajomego.
- to ty - jedyne co wyszło mu z gardła widząc kocie oczy i blond czuprynę
- my się znamy? - zapytał podnosząc jedną brew do góry.
- ty mnie nie ale ja ciebie tak. Kim jest dla ciebie Taemin? - zapytał niepewnie.
- Taemin? Bratankiem. Skoro pytasz o niego musisz być Minho.
- skąd?
- rozmawialiście prawda? Dlatego Tae wybiegł z budynku. - stwierdził spokojnie. Mężczyzna pokiwał głową - Musimy sobie trochę porozmawiać, co powiesz na kawę?
- Nie powinniśmy iść za nim?
- myślę, że cokolwiek sie tam stało, teraz potrzebuje spokoju.
Blondyn zamówił latte z mleczkiem kokosowym a Choi malinową herbatę.  Obaj usiedli na przeciw siebie, upijając łyk swoich napoi.
- co mu zrobiłeś? - zapytał po dłuższej chwili ciszy.
- ja ...
- możesz mi śmiało powiedzieć nie gryzę i nie drapie - zaśmiał się delikatnie
- pocałowałem go - wyszeptał pod nosem. Jednak on i tak go usłyszał.
- a on się wystraszył?
- raczej rozczarował.. tylko nie wiem czym
- hmm? Dziwne. Chociaż. Jeszcze wczoraj nie był pewien co tak naprawdę czuje.
- rozmawiałeś z nim o mnie?!
- hahaha tak. Dużo mi o tobie opowiedział.
- myślałem że mnie olał.
- czemu tak myślałeś?
- nie odzywał się do mnie i ciągle unikał mnie jako ogień wody. A do tego, tak długo nie było go w szkole.
- A dlaczego wyglądasz jakbyś nie spał od tygodni?
- Martwiłem się o niego i nie sypiałem w nocy. Mógł mi chociaż odpisać, że nie może rozmawiać, czy cokolwiek!
- zakochany po uszy hm?
- chyba oszalałem.
- tak już działa miłość.
- Powinienem go szukać!
- Pewnie pobiegł do domu. Podwiozę cie .
- dzięki - Dopili ciecze po czym wyszli z kawiarni. Przeszli na drugą stronę ulicy gdzie stał czerwony samochód. Kim ruszył w stronę mieszkania co chwile zerkając na Minho. Droga minęła im w ciszy.
- Jesteśmy na miejscu...
- nie widziałem go po drodze.
- ja też nie - wysiedli z pojazdu kierując się do środka. Drzwi otworzył im Jonghyun.
- co tak późno? - uśmiech szybko zszedł mu z twarzy widząc nieznajomego a przystojnego chłopaka tuż obok jego miłości życia. Przeszył go wzrokiem od stup po czubek głowy.
- a ty to? - powiedział surowo jakby miał zaraz się na niego rzucić i rozszarpać na kawałki.
- jestem Minho - przedstawił się grzecznie. jego ręka powędrowała na ramie Kibuma chcąc się go czegoś zapytać, gdy Jonghyun wtargnął między nich chwytając ową dłoń za nadgarstek.
- spróbuj go tknąć a ... - nie dokończył gdyż mocno oberwał w Głowę.
- za co to? - momentalnie odwrócił się. Kocie oczy spoglądał na niego poirytowane.
- nie potrzebnie jesteś zazdrosny Jjong. Chociaż to słodkie - zaśmiał się.
- ja zazdrosny? Phi! Też sobie wymyśliłeś. - strzelił teatralnego focha w ogóle nie zwracając uwagi na wysokiego chłopaka obok. Key nachylił się i delikatnie pocałował swojego chłopaka.
- to Minho, mmmm…. znajomy Taemina, a raczej ktoś bardzo mu bliski - zaśmiał sie radośnie. Po czym momentalnie spoważniał.
- Przyszedł Tae? - zapytał swojego chłopaka.
- Nie, wróciłem jakieś 3 godziny temu a Taemina nadal nie ma. myślałem że przyjedziecie razem. może jeszcze nie doszedł
- zahaczyliśmy jeszcze o kawiarnie, powinien już dojść.- zastanowił się uważnie
- kawiarnie?- zapytał lekko poirytowany
- Tak kawiarnie, nie można już się kawy napić z miłym chłopakiem? - jego wzrok padł na Minho uśmiechając sie promieniście.
- To ja jestem twoim chłopakiem! i zabraniam ci chodzić do kawiarni z jakimkolwiek chłopakami oprócz mnie!
- Oi! Jjong, ty zazdrośniku - cichy śmiech wydobył się z ust Choi.
- nie masz sie o co martwić - powiedział dźwigając ręce do góry w samo obronie.
- no ja myślę.
- Co ważniejsze, gdzie wcięło Taemina?
- Może wrócił do swojego domu? - padło z strony Choi’a. Obaj spojrzeli na niego jak na ducha.
- cholera - wyszeptał Key, od razu wsiadając do samochodu. Minho wskoczył za nim.
- Zostanę w domu i zadzwonię ci jakby wrócił! - samochód ruszył z piskiem opon w kierunku miasta zostawiając za sobą zaniepokojonego Kima. Biegł przed siebie sam nie wiedząc dlaczego to robi, nawet nie był pewien gdzie biegnie. Nogi same wskazywały mu drogę i ciągnęły go pomiędzy wąskimi uliczkami, gdzie nikt by go nie zobaczył. Biegł tak z piętnaście minut zatrzymując się przed ogromną kamienicą. Zdyszały i zapłakany spojrzał na jedno z okien budynku. Zgaszone światła dodały mu otuchy, powolnym krokiem wszedł do budowli, przeszedł schodami parę pięter. wyciągnął klucze i przekręcił je w zamku. drzwi otwarły się z lekkim piskiem. nie ściągał butów, od razu skierował się do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Rozejrzał się uważnie. podszedł do łóżka siadając na nim. Wzdychnął ciężko. “ co ja wyrabiam?” zapytał sam siebie nie mogąc uwierzyć ze wrócił do tego mieszkania. Wyciągnął spod łóżka dużą torbę i zaczął się pakować, nie miał dużo rzeczy więc nie zajęło mu to dużo czasu. Położył się wtulając głowę w poduszkę. “ ten pocałunek, był taki niespodziewany. Chciałem go pocałować, to oczywiste, chciałem dowiedzieć się czy coś czuje, czy jest mi om obojętny.Ciągle je czuje. Jego czekoladowe usta. Teraz jestem pewien. Pewien że darze go większym uczuciem i nie moge już sobie zaprzeczać. Pocałował mnie, więc też musi coś czuć. Mówił o zazdrości. Naprawdę był zazdrosny o mnie i key? To nie dorzeczne. Jednak ten pocałunek… czemu ciągle o nim myślę? “ sięgnął pod poduszkę wyciągając ramkę z zdjęciem.
- Przepraszam że nie zabrałem cię wcześniej, ale Key nie chciał mnie puścić do tego mieszkania. Jego wzrok padł najpierw na duże zdjęcie jego matki, piękne karmelowe włosy delikatnie opadały jej na ramiona. Na rękach trzymała małego Taemina w zielonych ogrodniczkach a ona sama była ubrana w kwiecistą sukienkę. Tuż obok tego zdjęcia znajdowało się jeszcze jedno. Widniało na nim dwóch uśmiechniętych chłopaków. Była to pamiątka z wycieczki do ZOO z Minho. Zrobili sobie wtedy wspólne zdjęcie. To przede wszystkim dla tego zdjęcia udał się do Jaskini potwora. Było dla niego wszystkim i zarazem niczym. Zwykła ramka z zdjęciami jego najważniejszych osób w życiu. Przejechał palcem po twarzy chłopaka uśmiechając się delikatnie ” co ja zrobiłem. Nie powinienem uciekać. Jak ja teraz na ciebie spojrzę? Nie chce już uciekać, mam po co żyć. Już mam dla kogo żyć. Dla ciebie, Key, Jjong’a i dla reszty chłopaków. Dlaczego wcześniej nie potrafiłem tego dostrzec? Jestem takim idiotą”. Powolnym ruchem wstał, przerzucił torbę przez ramię i nadal trzymając zdjęcie blisko klatki piersiowej, zrobił krok do przodu chcąc wyjść z mieszkania. Nagle jego serce zadrżało. Jedyne co teraz słyszał to bicie swojego serca i kroki w jego kierunku.
- Tak też myślałem że wrócisz - usłyszał głos mężczyzny zza drzwi. Słysząc owy głos przez jego ciało przeszły dreszcze. Sam znieruchomiał wpatrując się z klamkę z drzwi. Przekręciła się a do środka wszedł Jego ojciec trzymając coś w dłoni. Dopiero po chwili Taemin zareagował dostrzegając pistolet w jego prawej ręce. Spanikował. Nie miał gdzie uciec.
- Czekałem na ciebie. Teraz wszystko się zakończy.
- co masz na myśli? - wyjąkał Lee
- Dziś umrzemy, obaj - powiedział celując w syna bronią.


- Pospiesz się! - krzyczał Minho widząc zarys kamienicy. Key opowiedział mu wszystko od początku co Ojciec robił własnemu synu. W tej chwili Minho wszystko zrozumiał, większość jego zagadek rozwiązała się poznając ten istotny szczegół.Blondyn zaparkował tuż pod wejściem. Obaj wybiegli z samochodu jak oparzeni. schody ciągnęły im się nie miłosiernie, jakby nie miały końca. Zostało im do pokonania jedno piętro gdy zamarli. Przez kamienicę przeszło echo wystrzału, najpierw jeden a zaraz po nim drugi. Po czym cisza. Przerażeni spojrzeli na siebie. Minho ruszył pierwszy do biegu. Wbiegł do mieszkania prawie rozwalając przy tym drzwi. Miał złe przeczucie. Bardzo złe.
Key wszedł za nim. Minho drżącą ręką sięgną klamki. Otworzył drzwi. Pierwsze co zobaczyli to duża ilość krwi na ziemi i na ścianach a właściwie to pokój aż żył czerwienią. Key dostrzegając dwa ciała na ziemi zadzwonił na pogotowie a Minho podszedł do leżącego w kałuży krwi Taemina.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Koniec

 ~~~~ ~~~~Ważne ~~~~ ~~~~
kekekeke tak wiem wiem kończyć w takim momencie.. jestem taaaaaaka wredna hahahahahahha... przyjaciółka mnie zainspirowała takim zakończeniem... huhuhu
Ale nie jestem aż tak wredna, za 2 tygodnie oczekujcie epilogu. Wszystko pięknie zostanie wyjaśnione i okaże się co się stało z Tae. żyje a może nie? kekekeke zobaczycie za 2 tygodnie.. bey bey
~~~~~~

niedziela, 1 września 2013

2Min Rozdział 11


Nie masz pojęcia co czuje


"Ja kochać Minho?"  jedna myśl prześladowała umysł młodego czekoladookiego chłopaka. Próbował na spokojnie poukładać sobie wszystkie myśli, uczucia i doznania. Jednak choćby jedno małe wspomnienie o tym dryblasie powodowało przyspieszenie pracy jego serca, oddech stawał się nie równy a przez ciało przechodziły dreszcze. Z chwili na chwile coraz bardziej uświadamiał sobie, że takie reakcje nie są całkiem normalne. Wtulił się bardziej w miękką poduszkę w zielonej poszewce. Przymknął oczy i rozluźnił spięte od stresu mięśnie. Dokładnie wiedział co powinien zrobić. Musiał znaleźć Minho i z nim porozmawiać. Szkoda że to nie było takie proste. Tak długo go unikał a teraz tak po protu ma z nim porozmawiać jakby nigdy nic. “ A co jeśli on już nie chce się ze mną kolegować, jeśli go zraniłem i teraz nie chce mnie znać?” potrząsł przecząco głową próbując wyrzucić wszystkie zdradliwe myśli. 
Tym czasem na drugim końcu miasta, w dużym pustym domu na krześle siedział sobie w kuchni Minho, pijąc zimną już herbatę i wpatrując się w jakiś punkt w ścianie pogrążonym w myślach wzrokiem. Po chwili z jego gardła wydostał się jakby cichy jęk rozpaczy i bezsilności. Jego zagubiony wzrok padł na kubek herbaty trzymany w rękach. Wzdychnął. Jego głowa przypominała w tym momencie jeden wielki kłębek myśli. Każdy dźwięk  dochodziły do niego z podwójnym opóźnieniem, odbijając się w jego uszach i zostawiając po sobie pustkę. Po jego głowie chodził tylko jeden obraz, uśmiechnięty Taemin a tuż obok niego nieznajomy mężczyzna. Lee z jakiegoś nieznanego mu powodu ciągle go unikał przez co coraz bardziej się niepokoił i nie sypiał w nocy. Ostatnio widział go gdy odebrał go z imprezy a od tego czasu nie widywał go w szkole. Jego znajomi też nic nie wiedzieli, on sam za bardzo się nim przejmował. Jego każda myśl poświęcona była karmelo-włosemu chłopakowi. Pozbawiony snu wyglądał jak chodzący zombi, na nogach trzymała go jedynie kawa i myśl że może następnego dnia spotka go na uczelni, że minie go na korytarzu lub zobaczy na widowni podczas treningu. Z dnia na dzień jego samopoczucie się pogarszało a wraz z nim wzrastał stres i niepokój. Nie pragnął dużo, chciał tylko spotkać się z Minnim i z nim porozmawiać jak przyjaciel z przyjacielem. A może i kimś więcej. Doskonale zdawał sobie sprawę że chłopak mu się najzwyczajniej w świecie podoba. Powstrzymywał go jedynie strach przed odrzuceniem i nie odwzajemnieniem uczuć. Dochodziła 4 w nocy, gdy wstał od stołu i odłożył pół opróżniony kubek do zlewu. Powolnym krokiem udał się do swojej sypialni, wiedział że nie zaśnie jednak i tak chciał spróbować. Łóżko wydawało się bardzo wygodne ale nie teraz. Teraz było twarde jak kamień nie pozwalając się na nim położyć. Usiadł na ziemi opierając się o nie. odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. “Taemin” pomyślał “ Chyba oszalałem” Delikatny, desperacji uśmiech zawitał na jego zmęczonej twarzy. Następny dzień zapowiadał się męczący. 
Szedł powolnym krokiem przez długi korytarz wpatrując się w swoje buty. Nagle coś migło mu przed oczami. Zatrzymał się i spojrzał przed siebie. Nie chciał uwierzyć w to co widział, coś w sercu go bardzo mocno ukuło. Tuż przed nim stał mętny chłopak. włosy rozczochrane, jakby dopiero co wstał z łóżka. Podkrążone oczy i bardzo zasmucony wyraz twarzy. Wpatrzony w okno stał tak przez chwile aż zauważył iż ktoś mu się przygląda. Powolnym ruchem odwrócił głowę w kierunku owej osoby. Momentalnie jego źrenice przybrały kształt pięciozłotówek a usta uchyliły się delikatnie jakby chciał coś powiedzieć. Patrzeli na siebie w szoku, każdy z innego powodu. Nagle chłopak ruszył w jego kierunku i nim ten zdążył zareagować tkwił w mocnym uścisku. Silne ramiona obejmowały go mocno a głowa opadała mu na ramieniu. 
- Taemin - wykrztusił w końcu z siebie, mocniej wtulając się w delikatne ciało. - nigdy więcej mi tego nie rób - wyszeptał ledwo dosłyszalnie. 
- Minho ja.. ty.. co się stało? - zachrypiały głos odbijał się w jego głowie. Tak bardzo brakowało mu tego głosu. Powoli i niechętnie odsunął się od Lee.
- nic mi nie jest. Lepiej ty powiedz gdzie cię wywiało na tak długo
- nic ci nie jest? Widziałeś się w lustrze?! Minho wyglądasz jak siedem nieszczęść w jednym- wydarł się zmartwionym głosem.
- Martwiłem się o ciebie
- przestań żartować! To nie jest śmieszne.. kiedy ostatnio spałeś? - Taemin nie potrafił zrozumieć jego zachowania. Chciał dowiedzieć się co jest powodem jego wyglądu, a jego wypowiedzi nie miały sensu.
- nie żartuje. Martwiłem się o ciebie! Nie widziałem cię od czasu tej durnej imprezy! Myślałem że coś ci się stało! Nie dawałeś żadnego śladu życia! - krzyki ciągnęły się po całej szkole budząc zainteresowanie paru uczniów.
- chodźmy gdzieś indziej porozmawiać - dodał obojętnym tonem. Przeszli kawałek w zupełnej ciszy, każdy zastanawiał się nad czymś innym. Po chwili dotarli na dach budynku, gdzie powiewał zimny wiaterek. Tae spojrzał na przyjaciela, już miał coś powiedzieć gdy on mu przerwał.
- Gdzie byłeś?
- Nie musze się tobie spowiadać z tego co robie - te pytanie go zdenerwowało
- mogłeś się chociaż odezwać! Dzwoniłem i pisałem sms do ciebie a ty nic.
- nie miałem ochoty gadać - wytłumaczył się nieśmiało.
- Nie miałeś ochoty - powtórzył jakby do siebie 
- więc dlaczego jesteś w takim marnym stanie? - powtórzył pytanie, chciał dowiedzieć się jaki jest Prawdziwy powód jego stanu.
- już ci mówiłem. Martwiłem się o ciebie. - Tae przewrócił oczami teatralnie.
- a tak na serio?
- mówie na serio! zależy mi na tobie! Nawet nie wiesz jak cię szukałem! Nie sypiam w nocy bo po głowie chodzi mi tylko jedno! Jedno głupie pytanie na które nie potrafię odpowiedzieć! Gdzie jesteś!? Czy nic ci się nie stało? A co jeśli... Martwiłem sie a ty chodziłeś sobie na zakupy z jakimś durnym mężczyzną! 
- co masz na myśli? - był w szoku "czyżby Minho widział mnie i Key?"
- mam na myśli tego Blondynasa z którym widziałem cię w centrum handlowym!   
- nie mów tak o nim - "a jednak" wydawało mu się, że wtedy go nie widział to on go zauważył. 
- zabronisz mi?! Skoro wolałeś spędzać czas z nim to czemu w ogóle przyszedłeś do szkoły. Nie jest ci lepiej z nim? A może mieszkasz już u niego?
- o co ci chodzi do jasnej cholery! - z każdym słowem jego irytacja wzrastała. 
- Mi?! O nic! Myślałem że się przyjaźnimy a ty tak po prostu olewasz mnie.. i resztę dla jakiegoś przygłupa z ładną buźką! Wyglądaliście na szczęśliwych!  A może łączy was coś więcej? Pieprzyliście się? - to tak po prostu wyszło z jego ust. Przesadził i doskonale o tym wiedział. Teraz i tak było już za późno.
- kurwa Minho! Przeginasz! Nawet go nie znasz! A gadasz... - nie dokończył iż mu przerwał w pół zdania.
- właśnie nie znam go! Mogłeś mi go przedstawić!
- Taa..! Bo była na to okazja! Kurwa weź posłuchaj samego siebie gadasz jak zazdrosna dziewucha! 
- a może i jestem zazdrosny i wkurwiony!? - Sam już nie wiedział co powiedzieć. Był w szoku a równocześnie zły na starszaka. -Taemin znamy się dość długo- zaczął Choi - wiesz o mnie wszystko, a ja o tobie nic... nawet kurwa nie wiedziałem że uwielbiasz tańczyć
- tańczyć? Skąd? - nigdy nie wspominał o tańcu. Jak pytano się go dlaczego jest w klasie tanecznej odpowiadał że tylko tam się dostał.
- Teuk widział cię jak tańczyłeś w jakimś starym mieszkaniu.- wytłumaczył
- Jakim cudem on?
- chciał z tobą porozmawiać a skończyło się na pójściem za tobą.
- śledził mnie?! Posyłasz na mnie przyjaciół?! - zaczynał wrzeć z wściekłości.
- źle to odebrałeś. Miał z tobą tylko pogadać
- miał?! Czyli jednak posłałeś go do mnie! 
-  to nie tak! Zresztą.
- phi! Nie mam tu nic do roboty. Spadam - odwrócił się na pięcie i już miał odejść, gdy Minho się odezwał.
- już uciekasz do blondasa? - w jego głosie można było dostrzec nutkę sarkazmu i obrzydzenia.
- Nazywa się Kim!! Jeszcze raz go obrazisz a ci przywalę!
- spróbuj! Skoro jest dla ciebie ważniejszy ode mnie to zniknij mi z oczu i nie pokazuj się więcej!
- oczywiście że jest ważniejszy ode mnie! W końcu to mój W U J E K ! 
- no i chuj mnie to obch... wujek?
- tak to mój wujek i tak mieszkam u niego aktualnie! Następnym razem zanim coś powiesz zastanów się dwa razy.
- Taemin ...
- odpuść sobie!  Teraz ci głupio... Ha!  Nie obchodzi mnie to - skłamał - idz lepiej się przespać. Naprawdę nie wyglądasz zbyt dobrze.- ostatnie zdanie dodał już ciszej i spokojniejszym tonem.
- ja cie przepraszam. Masz racje postąpiłem zbyt gwałtownie... nie myślałem racjonalnie mówiąc to wszystko.
- nie mam ci tego za złe
- ale mnie jest głupio. Ja naprawdę się o ciebie martwiłem, widząc was razem... może rzeczywiście przemówiła przeze mnie zazdrość.
- o co miał byś być zazdrosny?
- o to że z nim byłeś taki radosny i uśmiechnięty...
- Minho to bez sensu
- nie.. to ma sens...  Taemin... - wyszeptał. Zrobił dwa kroki w jego kierunku, aż stykali się czołami. Wziął jego głowę w swoje dłonie a kciukiem zgarnął parę karmelowych kosmyków z policzka. Zbliżył się jeszcze odrobinę.  Ich usta spotkały się. Taemin znieruchomiał. Do jego nozdrzy dotarł słodki zapach czekolady otulając jego zmysły. Serce biło jak oszalałe, chcąc wyskoczyć mu z klatki piersiowej a w brzuchu zawirowało tysiące delikatnych motylków uwalniając fale przyjemnych dreszczy. Ten nadmiar emocji i reakcji wystraszył chłopaka. Odskoczył od niego patrząc zmieszanym i zamglonym wzrokiem. Nie myślał długo. Jego nogi same zdecydowały co robić z kroku na krok przyspieszał aż biegł przed siebie ile tylko miał sił w nogach. Potykając się co chwile o byle co biegł, trzymając dłoń na ustach. 

Wattpad