poniedziałek, 30 września 2013

2min Epilog


Kocham cię




Na dworze świeciło słońce gdy w małym pomieszczeniu o białych jak śnieg ścianach leżał młody mężczyzna. Tuż obok niego siedział blondyn o pięknych kocich oczach wpatrując się w niego z zmartwioną twarzą. W sali znajdowali się jeszcze dwaj chłopcy. wszyscy z niepokojem na twarzy oczekiwali jakichkolwiek znaków życia przyjaciela. Lekarz nie dawał mu dużych szans dopóki się nie przebudzi z śpiączki. Nie było łatwo patrzeć na te drobne i młode ciało, myśląc o najgorszych scenariuszach.
" Wystrzał, to ostatnie co pamiętam, później tylko jeden ciągły dźwięk i pustka, cisza. Wszystko ucichło a obraz przemienił się w jedną czarną plamę. Minho, dlaczego mnie nie zatrzymałeś? Dlaczego nie pobiegłeś za mną? Powinieneś wiedzieć, że jestem bezmyślny, że chciałem abyś mnie zatrzymał... teraz już za późno... wiem że źle zrobiłem i oto moja kara. Umarłem? Więcej cię nie zobacze? Dlaczego? Dlaczego? Taki głupi... jestem taki głupi.. teraz to wiem, wiem co czułem a czego nie powiedziałem choć chciałem... Minho przytul mnie, ten jeden ostatni raz... Minho... Przygłupie zrób to, błagam" łza spłynęła po bladym policzku, do jego uszu dotarły nie wyraźne krzyki, jakby ktoś go wołał z jakiejś oddali. Poczuł ucisk dłoni, jednak nikogo nie widział. chciał zobaczyć, tak bardzo chciał zobaczyć. Biegł w kierunku słyszanych głosów, aż w końcu gwałtownie otworzył oczy próbując zachłannie zaczerpnąć powietrza. 
-Taemin!- odbijało się jak echo w jego głowie. Oddychał ciężko i przerażonym wzrokiem wpatrywał się w jakiś punkt w pościeli. Czwórka mężczyzna stała wokół niego powtarzając jakieś imię. Jeden z nich przytulił go mocno powtarzając jak bardzo się o niego martwili. Podniósł swój przestraszony i zdezorientowany wzrok na obcych. Zamazane twarze powoli przybierały ostrości ukazując twarze pełne emocji i zmartwienia.
- Key - wyszeptał patrząc na przytulającego go wujka. Jego kocie oczy od razu zabłyszczały słysząc swoje imię.
- Tak to ja Taemin, już myśleliśmy że straciłeś pamięć
- Nie strasz nas tak więcej - dodał Jonghyun klepiąc go po ramieniu.
- Minho! gdzie jest ... - nie dokończył widząc stojącego pod oknem wysokiego mężczyznę. Patrzył na niego oczami pełnymi winy.
- To my lepiej was zostawimy - powiedział Bling chwytając Kima za rękę i wyprowadzając go z sali.
- przepraszam, powinienem cie wtedy zatrzymać, powinienem być bardziej odpowiedzialny - wyszeptał. Lee poklepał miejsce obok siebie dając starszakowi znać aby usiadł obok niego. posłusznie wykonał polecenie.
- Minho, co tak właściwie się stało? - Choi zrobił głęboki wdech i zaczął powoli opowiadać. Powiedział mu jak znalazł go wraz z Key na ziemi w dużej kałuży krwi, że Lekarz nie dawał mu dużo szans na powrót do normalnego życia oraz że łącznie w śpiączce był przez miesiąc.
Smutny wzrok padł na lekko zarumienioną twarz. Sięgnął prawą dłonią po karmelowe kosmyki delikatnie bawiąc się nimi palcami. Taemin uśmiechną się delikatnie.
- Minho - wyszeptał - przytul mnie - nie musiał powtarzać dwa razy. Nawet nie zauważył gdy znajdował się w szerokich ramionach... przyjaciela.
- przepraszam to moja wina, nie twoja - łzy popłynęły po jego policzkach mocząc przy tym koszule starszaka.
- Kocham cię Minnie, naprawdę cię kocham - wyszeptał mu do ucha, po czym na chwilę odsunął go od siebie.
- Też cię kocham dryblasie - zaśmiał się całując jego policzek. Choi spojrzał na niego z iskierką w oczach. Nachylił się i czule pocałował prosto w usta.

KONIEC!~~

niedziela, 15 września 2013

2Min Rozdział 12





To ja jestem twoim chłopakiem!






Widział przed oczami wszystkie scenariusze, ale nie ten. Nie spodziewał się zobaczyć oczu przepełnionymi bólem i rozczarowaniem. Nie widział w nich szoku czy zdezorientowania. Jakby tego chciał, ale nie w taki sposób, nie w takiej sytuacji. Zrobił krok do tyłu i spojrzał w błękitne niebo. Promienie słońca rozświetlały konary drzew rzucając na ziemie ponure cienie.
Jego wzrok padł na ciemną postać stojącą pod jednym z drzew i uważnie przyglądającą się najpierw Taeminowi biegnącemu do bramy a później jemu samemu na dachu. Choi zszedł z dachu po czym skierował się do nieznajomego.
- to ty - jedyne co wyszło mu z gardła widząc kocie oczy i blond czuprynę
- my się znamy? - zapytał podnosząc jedną brew do góry.
- ty mnie nie ale ja ciebie tak. Kim jest dla ciebie Taemin? - zapytał niepewnie.
- Taemin? Bratankiem. Skoro pytasz o niego musisz być Minho.
- skąd?
- rozmawialiście prawda? Dlatego Tae wybiegł z budynku. - stwierdził spokojnie. Mężczyzna pokiwał głową - Musimy sobie trochę porozmawiać, co powiesz na kawę?
- Nie powinniśmy iść za nim?
- myślę, że cokolwiek sie tam stało, teraz potrzebuje spokoju.
Blondyn zamówił latte z mleczkiem kokosowym a Choi malinową herbatę.  Obaj usiedli na przeciw siebie, upijając łyk swoich napoi.
- co mu zrobiłeś? - zapytał po dłuższej chwili ciszy.
- ja ...
- możesz mi śmiało powiedzieć nie gryzę i nie drapie - zaśmiał się delikatnie
- pocałowałem go - wyszeptał pod nosem. Jednak on i tak go usłyszał.
- a on się wystraszył?
- raczej rozczarował.. tylko nie wiem czym
- hmm? Dziwne. Chociaż. Jeszcze wczoraj nie był pewien co tak naprawdę czuje.
- rozmawiałeś z nim o mnie?!
- hahaha tak. Dużo mi o tobie opowiedział.
- myślałem że mnie olał.
- czemu tak myślałeś?
- nie odzywał się do mnie i ciągle unikał mnie jako ogień wody. A do tego, tak długo nie było go w szkole.
- A dlaczego wyglądasz jakbyś nie spał od tygodni?
- Martwiłem się o niego i nie sypiałem w nocy. Mógł mi chociaż odpisać, że nie może rozmawiać, czy cokolwiek!
- zakochany po uszy hm?
- chyba oszalałem.
- tak już działa miłość.
- Powinienem go szukać!
- Pewnie pobiegł do domu. Podwiozę cie .
- dzięki - Dopili ciecze po czym wyszli z kawiarni. Przeszli na drugą stronę ulicy gdzie stał czerwony samochód. Kim ruszył w stronę mieszkania co chwile zerkając na Minho. Droga minęła im w ciszy.
- Jesteśmy na miejscu...
- nie widziałem go po drodze.
- ja też nie - wysiedli z pojazdu kierując się do środka. Drzwi otworzył im Jonghyun.
- co tak późno? - uśmiech szybko zszedł mu z twarzy widząc nieznajomego a przystojnego chłopaka tuż obok jego miłości życia. Przeszył go wzrokiem od stup po czubek głowy.
- a ty to? - powiedział surowo jakby miał zaraz się na niego rzucić i rozszarpać na kawałki.
- jestem Minho - przedstawił się grzecznie. jego ręka powędrowała na ramie Kibuma chcąc się go czegoś zapytać, gdy Jonghyun wtargnął między nich chwytając ową dłoń za nadgarstek.
- spróbuj go tknąć a ... - nie dokończył gdyż mocno oberwał w Głowę.
- za co to? - momentalnie odwrócił się. Kocie oczy spoglądał na niego poirytowane.
- nie potrzebnie jesteś zazdrosny Jjong. Chociaż to słodkie - zaśmiał się.
- ja zazdrosny? Phi! Też sobie wymyśliłeś. - strzelił teatralnego focha w ogóle nie zwracając uwagi na wysokiego chłopaka obok. Key nachylił się i delikatnie pocałował swojego chłopaka.
- to Minho, mmmm…. znajomy Taemina, a raczej ktoś bardzo mu bliski - zaśmiał sie radośnie. Po czym momentalnie spoważniał.
- Przyszedł Tae? - zapytał swojego chłopaka.
- Nie, wróciłem jakieś 3 godziny temu a Taemina nadal nie ma. myślałem że przyjedziecie razem. może jeszcze nie doszedł
- zahaczyliśmy jeszcze o kawiarnie, powinien już dojść.- zastanowił się uważnie
- kawiarnie?- zapytał lekko poirytowany
- Tak kawiarnie, nie można już się kawy napić z miłym chłopakiem? - jego wzrok padł na Minho uśmiechając sie promieniście.
- To ja jestem twoim chłopakiem! i zabraniam ci chodzić do kawiarni z jakimkolwiek chłopakami oprócz mnie!
- Oi! Jjong, ty zazdrośniku - cichy śmiech wydobył się z ust Choi.
- nie masz sie o co martwić - powiedział dźwigając ręce do góry w samo obronie.
- no ja myślę.
- Co ważniejsze, gdzie wcięło Taemina?
- Może wrócił do swojego domu? - padło z strony Choi’a. Obaj spojrzeli na niego jak na ducha.
- cholera - wyszeptał Key, od razu wsiadając do samochodu. Minho wskoczył za nim.
- Zostanę w domu i zadzwonię ci jakby wrócił! - samochód ruszył z piskiem opon w kierunku miasta zostawiając za sobą zaniepokojonego Kima. Biegł przed siebie sam nie wiedząc dlaczego to robi, nawet nie był pewien gdzie biegnie. Nogi same wskazywały mu drogę i ciągnęły go pomiędzy wąskimi uliczkami, gdzie nikt by go nie zobaczył. Biegł tak z piętnaście minut zatrzymując się przed ogromną kamienicą. Zdyszały i zapłakany spojrzał na jedno z okien budynku. Zgaszone światła dodały mu otuchy, powolnym krokiem wszedł do budowli, przeszedł schodami parę pięter. wyciągnął klucze i przekręcił je w zamku. drzwi otwarły się z lekkim piskiem. nie ściągał butów, od razu skierował się do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Rozejrzał się uważnie. podszedł do łóżka siadając na nim. Wzdychnął ciężko. “ co ja wyrabiam?” zapytał sam siebie nie mogąc uwierzyć ze wrócił do tego mieszkania. Wyciągnął spod łóżka dużą torbę i zaczął się pakować, nie miał dużo rzeczy więc nie zajęło mu to dużo czasu. Położył się wtulając głowę w poduszkę. “ ten pocałunek, był taki niespodziewany. Chciałem go pocałować, to oczywiste, chciałem dowiedzieć się czy coś czuje, czy jest mi om obojętny.Ciągle je czuje. Jego czekoladowe usta. Teraz jestem pewien. Pewien że darze go większym uczuciem i nie moge już sobie zaprzeczać. Pocałował mnie, więc też musi coś czuć. Mówił o zazdrości. Naprawdę był zazdrosny o mnie i key? To nie dorzeczne. Jednak ten pocałunek… czemu ciągle o nim myślę? “ sięgnął pod poduszkę wyciągając ramkę z zdjęciem.
- Przepraszam że nie zabrałem cię wcześniej, ale Key nie chciał mnie puścić do tego mieszkania. Jego wzrok padł najpierw na duże zdjęcie jego matki, piękne karmelowe włosy delikatnie opadały jej na ramiona. Na rękach trzymała małego Taemina w zielonych ogrodniczkach a ona sama była ubrana w kwiecistą sukienkę. Tuż obok tego zdjęcia znajdowało się jeszcze jedno. Widniało na nim dwóch uśmiechniętych chłopaków. Była to pamiątka z wycieczki do ZOO z Minho. Zrobili sobie wtedy wspólne zdjęcie. To przede wszystkim dla tego zdjęcia udał się do Jaskini potwora. Było dla niego wszystkim i zarazem niczym. Zwykła ramka z zdjęciami jego najważniejszych osób w życiu. Przejechał palcem po twarzy chłopaka uśmiechając się delikatnie ” co ja zrobiłem. Nie powinienem uciekać. Jak ja teraz na ciebie spojrzę? Nie chce już uciekać, mam po co żyć. Już mam dla kogo żyć. Dla ciebie, Key, Jjong’a i dla reszty chłopaków. Dlaczego wcześniej nie potrafiłem tego dostrzec? Jestem takim idiotą”. Powolnym ruchem wstał, przerzucił torbę przez ramię i nadal trzymając zdjęcie blisko klatki piersiowej, zrobił krok do przodu chcąc wyjść z mieszkania. Nagle jego serce zadrżało. Jedyne co teraz słyszał to bicie swojego serca i kroki w jego kierunku.
- Tak też myślałem że wrócisz - usłyszał głos mężczyzny zza drzwi. Słysząc owy głos przez jego ciało przeszły dreszcze. Sam znieruchomiał wpatrując się z klamkę z drzwi. Przekręciła się a do środka wszedł Jego ojciec trzymając coś w dłoni. Dopiero po chwili Taemin zareagował dostrzegając pistolet w jego prawej ręce. Spanikował. Nie miał gdzie uciec.
- Czekałem na ciebie. Teraz wszystko się zakończy.
- co masz na myśli? - wyjąkał Lee
- Dziś umrzemy, obaj - powiedział celując w syna bronią.


- Pospiesz się! - krzyczał Minho widząc zarys kamienicy. Key opowiedział mu wszystko od początku co Ojciec robił własnemu synu. W tej chwili Minho wszystko zrozumiał, większość jego zagadek rozwiązała się poznając ten istotny szczegół.Blondyn zaparkował tuż pod wejściem. Obaj wybiegli z samochodu jak oparzeni. schody ciągnęły im się nie miłosiernie, jakby nie miały końca. Zostało im do pokonania jedno piętro gdy zamarli. Przez kamienicę przeszło echo wystrzału, najpierw jeden a zaraz po nim drugi. Po czym cisza. Przerażeni spojrzeli na siebie. Minho ruszył pierwszy do biegu. Wbiegł do mieszkania prawie rozwalając przy tym drzwi. Miał złe przeczucie. Bardzo złe.
Key wszedł za nim. Minho drżącą ręką sięgną klamki. Otworzył drzwi. Pierwsze co zobaczyli to duża ilość krwi na ziemi i na ścianach a właściwie to pokój aż żył czerwienią. Key dostrzegając dwa ciała na ziemi zadzwonił na pogotowie a Minho podszedł do leżącego w kałuży krwi Taemina.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Koniec

 ~~~~ ~~~~Ważne ~~~~ ~~~~
kekekeke tak wiem wiem kończyć w takim momencie.. jestem taaaaaaka wredna hahahahahahha... przyjaciółka mnie zainspirowała takim zakończeniem... huhuhu
Ale nie jestem aż tak wredna, za 2 tygodnie oczekujcie epilogu. Wszystko pięknie zostanie wyjaśnione i okaże się co się stało z Tae. żyje a może nie? kekekeke zobaczycie za 2 tygodnie.. bey bey
~~~~~~

niedziela, 1 września 2013

2Min Rozdział 11


Nie masz pojęcia co czuje


"Ja kochać Minho?"  jedna myśl prześladowała umysł młodego czekoladookiego chłopaka. Próbował na spokojnie poukładać sobie wszystkie myśli, uczucia i doznania. Jednak choćby jedno małe wspomnienie o tym dryblasie powodowało przyspieszenie pracy jego serca, oddech stawał się nie równy a przez ciało przechodziły dreszcze. Z chwili na chwile coraz bardziej uświadamiał sobie, że takie reakcje nie są całkiem normalne. Wtulił się bardziej w miękką poduszkę w zielonej poszewce. Przymknął oczy i rozluźnił spięte od stresu mięśnie. Dokładnie wiedział co powinien zrobić. Musiał znaleźć Minho i z nim porozmawiać. Szkoda że to nie było takie proste. Tak długo go unikał a teraz tak po protu ma z nim porozmawiać jakby nigdy nic. “ A co jeśli on już nie chce się ze mną kolegować, jeśli go zraniłem i teraz nie chce mnie znać?” potrząsł przecząco głową próbując wyrzucić wszystkie zdradliwe myśli. 
Tym czasem na drugim końcu miasta, w dużym pustym domu na krześle siedział sobie w kuchni Minho, pijąc zimną już herbatę i wpatrując się w jakiś punkt w ścianie pogrążonym w myślach wzrokiem. Po chwili z jego gardła wydostał się jakby cichy jęk rozpaczy i bezsilności. Jego zagubiony wzrok padł na kubek herbaty trzymany w rękach. Wzdychnął. Jego głowa przypominała w tym momencie jeden wielki kłębek myśli. Każdy dźwięk  dochodziły do niego z podwójnym opóźnieniem, odbijając się w jego uszach i zostawiając po sobie pustkę. Po jego głowie chodził tylko jeden obraz, uśmiechnięty Taemin a tuż obok niego nieznajomy mężczyzna. Lee z jakiegoś nieznanego mu powodu ciągle go unikał przez co coraz bardziej się niepokoił i nie sypiał w nocy. Ostatnio widział go gdy odebrał go z imprezy a od tego czasu nie widywał go w szkole. Jego znajomi też nic nie wiedzieli, on sam za bardzo się nim przejmował. Jego każda myśl poświęcona była karmelo-włosemu chłopakowi. Pozbawiony snu wyglądał jak chodzący zombi, na nogach trzymała go jedynie kawa i myśl że może następnego dnia spotka go na uczelni, że minie go na korytarzu lub zobaczy na widowni podczas treningu. Z dnia na dzień jego samopoczucie się pogarszało a wraz z nim wzrastał stres i niepokój. Nie pragnął dużo, chciał tylko spotkać się z Minnim i z nim porozmawiać jak przyjaciel z przyjacielem. A może i kimś więcej. Doskonale zdawał sobie sprawę że chłopak mu się najzwyczajniej w świecie podoba. Powstrzymywał go jedynie strach przed odrzuceniem i nie odwzajemnieniem uczuć. Dochodziła 4 w nocy, gdy wstał od stołu i odłożył pół opróżniony kubek do zlewu. Powolnym krokiem udał się do swojej sypialni, wiedział że nie zaśnie jednak i tak chciał spróbować. Łóżko wydawało się bardzo wygodne ale nie teraz. Teraz było twarde jak kamień nie pozwalając się na nim położyć. Usiadł na ziemi opierając się o nie. odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. “Taemin” pomyślał “ Chyba oszalałem” Delikatny, desperacji uśmiech zawitał na jego zmęczonej twarzy. Następny dzień zapowiadał się męczący. 
Szedł powolnym krokiem przez długi korytarz wpatrując się w swoje buty. Nagle coś migło mu przed oczami. Zatrzymał się i spojrzał przed siebie. Nie chciał uwierzyć w to co widział, coś w sercu go bardzo mocno ukuło. Tuż przed nim stał mętny chłopak. włosy rozczochrane, jakby dopiero co wstał z łóżka. Podkrążone oczy i bardzo zasmucony wyraz twarzy. Wpatrzony w okno stał tak przez chwile aż zauważył iż ktoś mu się przygląda. Powolnym ruchem odwrócił głowę w kierunku owej osoby. Momentalnie jego źrenice przybrały kształt pięciozłotówek a usta uchyliły się delikatnie jakby chciał coś powiedzieć. Patrzeli na siebie w szoku, każdy z innego powodu. Nagle chłopak ruszył w jego kierunku i nim ten zdążył zareagować tkwił w mocnym uścisku. Silne ramiona obejmowały go mocno a głowa opadała mu na ramieniu. 
- Taemin - wykrztusił w końcu z siebie, mocniej wtulając się w delikatne ciało. - nigdy więcej mi tego nie rób - wyszeptał ledwo dosłyszalnie. 
- Minho ja.. ty.. co się stało? - zachrypiały głos odbijał się w jego głowie. Tak bardzo brakowało mu tego głosu. Powoli i niechętnie odsunął się od Lee.
- nic mi nie jest. Lepiej ty powiedz gdzie cię wywiało na tak długo
- nic ci nie jest? Widziałeś się w lustrze?! Minho wyglądasz jak siedem nieszczęść w jednym- wydarł się zmartwionym głosem.
- Martwiłem się o ciebie
- przestań żartować! To nie jest śmieszne.. kiedy ostatnio spałeś? - Taemin nie potrafił zrozumieć jego zachowania. Chciał dowiedzieć się co jest powodem jego wyglądu, a jego wypowiedzi nie miały sensu.
- nie żartuje. Martwiłem się o ciebie! Nie widziałem cię od czasu tej durnej imprezy! Myślałem że coś ci się stało! Nie dawałeś żadnego śladu życia! - krzyki ciągnęły się po całej szkole budząc zainteresowanie paru uczniów.
- chodźmy gdzieś indziej porozmawiać - dodał obojętnym tonem. Przeszli kawałek w zupełnej ciszy, każdy zastanawiał się nad czymś innym. Po chwili dotarli na dach budynku, gdzie powiewał zimny wiaterek. Tae spojrzał na przyjaciela, już miał coś powiedzieć gdy on mu przerwał.
- Gdzie byłeś?
- Nie musze się tobie spowiadać z tego co robie - te pytanie go zdenerwowało
- mogłeś się chociaż odezwać! Dzwoniłem i pisałem sms do ciebie a ty nic.
- nie miałem ochoty gadać - wytłumaczył się nieśmiało.
- Nie miałeś ochoty - powtórzył jakby do siebie 
- więc dlaczego jesteś w takim marnym stanie? - powtórzył pytanie, chciał dowiedzieć się jaki jest Prawdziwy powód jego stanu.
- już ci mówiłem. Martwiłem się o ciebie. - Tae przewrócił oczami teatralnie.
- a tak na serio?
- mówie na serio! zależy mi na tobie! Nawet nie wiesz jak cię szukałem! Nie sypiam w nocy bo po głowie chodzi mi tylko jedno! Jedno głupie pytanie na które nie potrafię odpowiedzieć! Gdzie jesteś!? Czy nic ci się nie stało? A co jeśli... Martwiłem sie a ty chodziłeś sobie na zakupy z jakimś durnym mężczyzną! 
- co masz na myśli? - był w szoku "czyżby Minho widział mnie i Key?"
- mam na myśli tego Blondynasa z którym widziałem cię w centrum handlowym!   
- nie mów tak o nim - "a jednak" wydawało mu się, że wtedy go nie widział to on go zauważył. 
- zabronisz mi?! Skoro wolałeś spędzać czas z nim to czemu w ogóle przyszedłeś do szkoły. Nie jest ci lepiej z nim? A może mieszkasz już u niego?
- o co ci chodzi do jasnej cholery! - z każdym słowem jego irytacja wzrastała. 
- Mi?! O nic! Myślałem że się przyjaźnimy a ty tak po prostu olewasz mnie.. i resztę dla jakiegoś przygłupa z ładną buźką! Wyglądaliście na szczęśliwych!  A może łączy was coś więcej? Pieprzyliście się? - to tak po prostu wyszło z jego ust. Przesadził i doskonale o tym wiedział. Teraz i tak było już za późno.
- kurwa Minho! Przeginasz! Nawet go nie znasz! A gadasz... - nie dokończył iż mu przerwał w pół zdania.
- właśnie nie znam go! Mogłeś mi go przedstawić!
- Taa..! Bo była na to okazja! Kurwa weź posłuchaj samego siebie gadasz jak zazdrosna dziewucha! 
- a może i jestem zazdrosny i wkurwiony!? - Sam już nie wiedział co powiedzieć. Był w szoku a równocześnie zły na starszaka. -Taemin znamy się dość długo- zaczął Choi - wiesz o mnie wszystko, a ja o tobie nic... nawet kurwa nie wiedziałem że uwielbiasz tańczyć
- tańczyć? Skąd? - nigdy nie wspominał o tańcu. Jak pytano się go dlaczego jest w klasie tanecznej odpowiadał że tylko tam się dostał.
- Teuk widział cię jak tańczyłeś w jakimś starym mieszkaniu.- wytłumaczył
- Jakim cudem on?
- chciał z tobą porozmawiać a skończyło się na pójściem za tobą.
- śledził mnie?! Posyłasz na mnie przyjaciół?! - zaczynał wrzeć z wściekłości.
- źle to odebrałeś. Miał z tobą tylko pogadać
- miał?! Czyli jednak posłałeś go do mnie! 
-  to nie tak! Zresztą.
- phi! Nie mam tu nic do roboty. Spadam - odwrócił się na pięcie i już miał odejść, gdy Minho się odezwał.
- już uciekasz do blondasa? - w jego głosie można było dostrzec nutkę sarkazmu i obrzydzenia.
- Nazywa się Kim!! Jeszcze raz go obrazisz a ci przywalę!
- spróbuj! Skoro jest dla ciebie ważniejszy ode mnie to zniknij mi z oczu i nie pokazuj się więcej!
- oczywiście że jest ważniejszy ode mnie! W końcu to mój W U J E K ! 
- no i chuj mnie to obch... wujek?
- tak to mój wujek i tak mieszkam u niego aktualnie! Następnym razem zanim coś powiesz zastanów się dwa razy.
- Taemin ...
- odpuść sobie!  Teraz ci głupio... Ha!  Nie obchodzi mnie to - skłamał - idz lepiej się przespać. Naprawdę nie wyglądasz zbyt dobrze.- ostatnie zdanie dodał już ciszej i spokojniejszym tonem.
- ja cie przepraszam. Masz racje postąpiłem zbyt gwałtownie... nie myślałem racjonalnie mówiąc to wszystko.
- nie mam ci tego za złe
- ale mnie jest głupio. Ja naprawdę się o ciebie martwiłem, widząc was razem... może rzeczywiście przemówiła przeze mnie zazdrość.
- o co miał byś być zazdrosny?
- o to że z nim byłeś taki radosny i uśmiechnięty...
- Minho to bez sensu
- nie.. to ma sens...  Taemin... - wyszeptał. Zrobił dwa kroki w jego kierunku, aż stykali się czołami. Wziął jego głowę w swoje dłonie a kciukiem zgarnął parę karmelowych kosmyków z policzka. Zbliżył się jeszcze odrobinę.  Ich usta spotkały się. Taemin znieruchomiał. Do jego nozdrzy dotarł słodki zapach czekolady otulając jego zmysły. Serce biło jak oszalałe, chcąc wyskoczyć mu z klatki piersiowej a w brzuchu zawirowało tysiące delikatnych motylków uwalniając fale przyjemnych dreszczy. Ten nadmiar emocji i reakcji wystraszył chłopaka. Odskoczył od niego patrząc zmieszanym i zamglonym wzrokiem. Nie myślał długo. Jego nogi same zdecydowały co robić z kroku na krok przyspieszał aż biegł przed siebie ile tylko miał sił w nogach. Potykając się co chwile o byle co biegł, trzymając dłoń na ustach. 

niedziela, 18 sierpnia 2013

2Min Rozdział 10


Co tak naprawdę czujesz do niego?




- Taemin... - ledwo przeszło przez jego gardło.
- Ja się pytam co jest takiego trudnego w powiedzeniu mi o waszym związku? - powiedział uśmiechając się do chłopaków.
- wiedziałeś? Od jak dawna? - Key nie potrafił w to uwierzyć.
- myślę, że każdy głupi by się kapnął - stwierdził na co Jonghyun zaśmiał się.
- a nie mówiłem? - Jong pocałował blondyna po czym wyszedł z pokoju klepiąc Taemina po ramieniu.
- to ty przez cały ten czas...
- chciałem, abyś sam mi powiedział, ale jakoś ci to nie wychodziło. Słysząc jak się kłócicie o tę błahostkę, postanowiłem interweniować.
- przepraszam - powiedział key.
- za co? - Taemin był zdziwiony. Za co mógł go przepraszać?
- za te całe zamieszanie i w ogóle
- Ah Key nie masz za co przepraszać - podszedł do niego i usiadł tuż obok. 

- Nie obchodzi mnie twoja orientacja, to twoja indywidualna sprawa. przecież nie zakaże ci kochać - zaśmiał się.
- nie wiedziałem jak zareagujesz - tłumaczył się.
- nie potrzebnie się stresowałeś. Key, ostatnim razem widziałem cię jak matka żyła. Przez ten czas wiele w naszym życiu się wydarzyło. 
- masz rację. Właśnie! Myślałem że wiem o tobie wszystko, ale myliłem się. Nie mam jak wiedzieć o tobie wszystkiego, skoro tyle lat nie mieliśmy kontaktu. wyrosłeś. mogłeś zmienić swoje preferencje.
- Mleko bananowe nadal kocham nad życie! - szybko poinformował stając na baczność przed blondynem. obaj wybuchli śmiechem.
- to akurat wiem. Nie trudno zauważyć twojego zamiłowania do tego napoju. Ale nie wiem nic o twoich zainteresowaniach. Czy spotykałeś się z kimś. Albo po prostu jak idzie ci w szkole... niby takie zwyczajne rzeczy.
- ummm.... nigdy z nikim się nie spotykałem a w szkole idzie mi dobrze. jestem w klasie tanecznej.
- czyli jednak umiesz tańczyć! Talent po matce! - jego głos przybrał jasną barwę, a oczy rozświetliły się z ekscytacji. 
- Tylko do tej klasy sie dostałem. Nie chciałem iść do ogólnej. Czy lubię tańczyć i czy mam talent to ja nie jestem taki przekonany. Tańczę, ale to tylko dla zabawy. Po za tym to dobry sport.
- wezmę cię kiedyś na moją lekcje i pokażesz co potrafisz - Key widział przed oczami powalającego wszystkich swoimi krokami Taemina. Uśmiechną się szeroko czochrając włosy chłopaka. - chodźmy na zakupy! - zawołał entuzjastycznie wybiegając z sypialny.

- od jak dawna jesteście razem?- zapytał się Taemin przymierzając bluzkę.
- to już będą 3 lata - stwierdził po chwili namysłu.
- fajnie - Tae wyszedł z szatni pokazując się w nowej koszulce.
- bierzemy - stwierdził blondyn- a ty Taemin, masz kogoś?
- ja? Nie - odpowiedział zdecydowanie.
- hmm.. pewien? Nikt ci się nie podoba?
- nikt "czy powinienem mu powiedzieć o Minho? Moment czemu o nim? Przecież nic nas nie łączy. Czemu. W ogóle pomyślałem o nim? Jest przystojny i odmienił moje życie ale to tylko przyjaciel. Przyjaciel... czemu go tak nazwałem? Ja nie mam przyjaciół. Jestem nikim w ciele nastolatka. Key jest fajny i Jonghyn też. Obaj pasują do siebie idealnie. A ja... nic mi się w życiu nie układa i ciągle sprowadzam nieszczęście na otaczające mnie osoby... powinienem jutro iść do szkoły. Założę sie że key będzie chciał mnie podwieść bojąc się, że coś może mi sie stać." Tae zaśmiał się pod nosem na samo wspomnienie o tym.
- coś się stało? - zapytał key
- nie nie... co powiesz na te spodnie?
- genialne... zaraz je przymierze.- chłopcy dobrze się bawili chodząc po sklepach i robiąc małe zakupy. Blondyn zawsze gdy był zdenerwowany lub po prostu nie miał co robić. Chodził na małe polowania. Czy sam, czy z Jongiem, zakupy wasze poprawiały mu humor.

Ciemno włosy mężczyzna przechodził przez centrum handlowe rozmyślając nad ostatnimi wydarzeniami. Zamartwiał się pewnym pociągającym szesnastolatkiem. Myślał o jego czekoladowych oczach, wąskich, różowych ustach, karmelowych włosach i zgrabnym tyłku. Ostatnio widział go pijanego, odwiózł go do domu i tyle. Zaczynał się martwić. Chłopak nie przychodził do szkoły a koledzy z klasy także nic nie wiedzą. Mówiąc że ostatnio widzieli go na imprezie. Nie dzwonił do niego bo wiedział że on i tak nie odbierze jego połączenia. Wysłał mu parę sms i nadal nie otrzymał odpowiedzi. Szedł pogrążony w myślach, wpatrując się w wyświetlacz komórki. Na ekranie widniało imię "Taemin" . Takie jedno proste imię a wywoływało tak dużo emocji. Ciemnooki wcisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Wsłuchał się w sygnał dochodzący z urządzenia modląc się w duchu, aby usłyszał znany mu głos. Nagle, znikąd do jego uszu dotarła znana mu melodia. Podszedł do balustrady i spojrzał w dół, wyszukując jej źródła. Ów cel przeszukiwał torbę w poszukiwaniu swojej komórki. Zobaczył wyświetlający się napis " Minho" i rozłączył się, kontynuując rozmowę z pewnym blondynem. "Taemin" - pomyślał przyglądając się dwóm mężczyznom. "Dlaczego nie odebrałeś? I przede wszystkim kto to jest?" - przeszył wzrokiem blond włosego chłopaka o kocich oczach. Miał na sobie białe rurki i jasno zieloną tunikę w złote wzory. Mógł szczerze przyznać że wyglądał seksownie. Radośnie uśmiechał się do Tae, który odwzajemniał uśmiech. Tym razem jego wzrok padł na młodszego. Czarne rurki pięknie podkreślały jego zgrabny tyłek i chude nogi a błękitna koszulka dodawała mu osobistego uroku. Czekoladowe oczy świeciły z radości a szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy. Minho nie potrafił spuścić ich z oczu. Wydawali się być naprawdę szczęśliwi. A on sam czuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej. zazdrość wypełniła każdy zakamarek jego ciała, nie dając mu spokoju. Obcy mężczyzna u boku Lee nie dawał mu myśleć racjonalnie. Denerwował go sam fakt że go nie znał a jego obiekt zainteresowania był o niebo szczęśliwszy u jego boku.
" może to jego znajomy. Niemożliwe. Jest starszy od niego i na pewno nie jest uczniem naszej szkoły. Ani licealistą, ani studentem. Więc kim jesteś? " dręczył się w myślach. " czy on jest powodem dla którego opuszczasz lekcje? " Sam już nie wiedział co o tym myśleć. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że obaj już dawno znikli. A on gapi się w jakiś punkt w podłodze. Odsunął się od balustrady i powolnym krokiem skierował się w stronę wyjścia.
Właśnie przechodzili przez miasto gdy dostrzegł znaną mu czuprynę. Był pewien, że to on. Wysoki, szczupły, dobrze zbudowany, ciemne oczy i krótkie czarne włosy. Wychodził z centrum handlowego z zamyśloną miną, kierując się w jego stronę. Szybko chwycił towarzysza za rękę ciągnąc go za najbliższy budynek.
- Taemin, coś się stało? - zapytał blondyn patrząc w to samo miejsce. W odpowiedzi pokręcił przecząco głową.
- kto to taki? - ciekawość rosła, za każdym zaprzeczeniem młodszego. - Tae? Kto to taki? Dlaczego się ukrywamy przed nim?- nie dawał za wygraną.
- to... nie ukrywamy się - oburzył się, strzelając teatralnego focha.
- idzie w naszym kierunku- dodał z powagą.
- o kurwa! - przeklną, odwracając się w mgnieniu oka i podejmując próbę ucieczki.
- żartowałem hahaha - zaśmiał się widząc głupią minę bratanka. - ale skoro tak zareagowałeś to musi być ktoś ważny dla ciebie - wywnioskował wychodząc zza budynku. Taemin rozejrzał się dwa razy nim dołączył do Kibuma.

- więc może w końcu zdradzisz mi kim był ten tajemniczy mężczyzna? - Wyciągnął z lodówki mleko bananowe i truskawkowe po czym usiadł wygodnie na kanapie tuż obok zmęczonego chłopaka.
- to nikt taki
- tego to ja nie jestem pewien - w tym momencie zadzwonił telefon. czekoladowe soczewki wbiły się w jasny ekran urządzenia.
- nie odbierzesz? - wścibskie kocie oczy zdążył przeczytać "Minho" nim połączenie zostało przerwane.
- kim jest Minho? I dlaczego się rozłączyłeś? - prawie wyszeptał. Przez ciało przeszły mu dreszcze, słysząc niski głos tuż przy uchu.
- Minho... - ledwo wykrztusił ciągle wpatrując się w wyświetlacz. - to tylko mój znajomy
- przed znajomym byś się nie ukrywał
- pokłóciliśmy się - szybka odpowiedź, zbyt szybka.
- to czemu nie chcesz z nim gadać? Przecież dzwoni do ciebie
- ale... to nie takie łatwe.
- no to mi opowiedz.
- za długa historia
- kocham długie historie. Zaczynaj ! - wiedział że chłopak chce jakoś go spłoszyć. Jednak jego ciekawość za bardzo urosła na sile. Musiał dowiedzieć się prawdy.
"Czy mogę mu zaufać i powiedzieć o wszystkim? Ledwo go znam... i to chyba jest jeden z plusów." Westchnął głośno.
- kiedyś gdy wracałem z szkoły a na dworze było już ciemno. Jacyś starszaki napadli na mnie. Wtedy zjawił się Minho, Choi Minho. Uratował mnie. Okrył mnie swoją kurtką i wziął mnie na ręce. Ciągle pamiętam zapach czekolady jaką pachniał. Obudziłem się wieczorem w nieswoim łóżku. Znajdowałem się w jego domu. Na początku strasznie mnie wkurwiał, ale to dzięki niemu pierwszy raz od śmierci matki na mojej twarzy zawitał prawdziwy uśmiech i śmiech. Odprowadził mnie do domu i pocałował w czoło. Serce mi wtedy waliło jak oszalałe. Myślałem że zwariowałem. Od tego czasu zaprzyjaźniliśmy się. Chodziłem na ich treningi.
- treningi?
- tak. Minho i jego grupka, paru fajnych chłopaków udzielają się sportowo. Pływają. Ale wracając do tematu. Wszystko było ok, jednak nie w mojej głowie. Minho jest miły i przystojny. ma wielu przyjaciół, osiąga sukcesy, jest popularny. A zadaje się z takim nikim jak ja.
- nie powinieneś tak myśleć! - oburzył się wstając z kanapy.- nie jesteś nikim, jesteś sobą! Lee Taemin! - usiadł z powrotem czując jak silna dłoń chwyta go za nadgarstek i ciągnie w dół.
- ale taka jest prawda. A jeśli on zadaje się ze mną tylko dlatego, że jest mu mnie żal? Współczuje mi? Sam nie wiem. Ojciec ciągle mi wmawiał jaki to ja jestem bezużyteczny i że nikomu wokoło na mnie nie zależy, że oni, świat tylko się ze mnie nabijają. Do tego zakazał mi spotykać się z nimi. Nigdzie nie mogłem wychodzić. Tego dnia gdy mnie zabraliście, byłem na imprezie. Upiłem się. Miałem wszystkiego po dziurki w nosie. Spotkałem tam jednego z znajomych Minho, który po niego zadzwonił. Odwiózł mnie, mimo iż protestowałem. Nawet nie wyobrażasz sobie jak w tym samochodzie chciałem go przytulić. Tak długo go unikałem. A w tym jednym momencie, zapragnąłem być z nim, wtulony w niego. Poczuć się bezpieczny. Ja naprawdę... - zatrzymał się, gdy tylko zdał sobie sprawę co właściwie powiedział. Nie chciał zdradzić tego. To się wymknęło ni stąd, ni zowąd. Kocie oczy uważnie przyglądały się zachowaniu osoby obok, analizując zdanie po zdaniu.
- Taemin, opisz mi go.
- przecież go widziałeś
- ale chce abyś ty go opisał. Jak ty go postrzegasz?
- To głupi Dryblas, wysoki, dobrze umięśniony... ciemne oczy, małe, pełne ust, które aż chce się spróbować a jego Męski, pociągający głos dodaje mu uroku i seksapilu. Potrafi być groźny i łagodny. Pachnie czekoladą . Jest Jak superbohater. Żabi Książę o czekoladowym smaku. Elegancki, przystojny, seksowny, pociągający - powiedział na jednym wydechu a jego wzrok padł na uśmiechniętego key.
- powiedziałem coś nie tak? Dlaczego się tak szczerzysz?
- Taemin. Czy ty siebie słyszysz?
- o co ci chodzi?
- ty naprawdę tego nie dostrzegasz?
- ale czego?
- że go lubisz... tak bardzo, bardzo go lubisz... można powiedzieć że sie zabujałeś.
- to nie prawda. Co takiego powiedziałem że tak wywnioskowałeś?! - był lekko wstrząśnięty. Dlaczego Key pomyślał że się w nim zabujał? Może i myślał nad seksownym Choi na przykład jak by smakowały jego usta. Ale że zaraz zakochany? Nie był tego taki pewien.
- z tego co mówisz i jak się zachowujesz wynika że on ci imponuje i podoba. Zastanów się dokładniej. Co tak właściwie do niego czujesz? Czy jesteś pewien swoich uczuć do niego? Przemyśl to na spokojnie - uśmiech nie opuszczał jego prześlicznej twarzy. Taemin zamyślił się przez chwilkę. " co ja tak naprawdę czuje?" jedno i to samo ciągle chodziło mu po głowie, zagłuszając pozostałą rzeczywistość.


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

2Min Rozdział 9


Zastanów się na co narażasz nasz związek





-Taemin śniadanie! - zawołał Key stojąc pod schodami i spoglądając w góre.
- już idę! - usłyszał odpowiedź. Lekko zdenerwowany wszedł do kuchni w której czekał już Jonghyun.
- powiesz mu? - zapytał
- a muszę?
- był bym bardzo wdzięczny, key.
- jemy? - zapytał Tae wchodząc do kuchni i siadając przy stole.
- tak. Już już... siadajcie zaraz podam wam ciepłą herbatkę - powiedział key. Taemin uważnie przyglądał sie obu chłopakom, niby bezinteresownie a w głębi próbował wychwycić jak najwięcej podtekstów i sygnałów. Key czuł na swoich plecach czyiś wzrok. Denerwował się coraz to bardziej. Bał się że bratanek słyszał wszystko zeszłej nocy. Nawet nie zauważył gdy ręka mu zadrżała i szklanka którą trzymał wyślizgnęła się z ręki, szkło rozsypało się po podłodze a płyn rozlał się na drewnianej podłodze.
- cholera - wyślizgnęło mu się z gardła. Szybko odłożył drugą szklankę i zabrał się za zbieranie kawałków świecącej mozaiki. Jonghyun tylko pokręcił głową i schylił się do chłopaka by mu pomóc. Ten jednak machnął do niego dając znać że zaraz to pozbiera i nie potrzebuje pomocy. Jeden z kawałków wpadł pod szafkę, sięgając po niego przeciął sobie palec.
-cholera - znów mu się wymknęło. Ssąc palec sięgnął do szafki chcąc wyciągnąć plaster jednak zamiast opatrunku wypadła cała pozostała zawartość szafki.
- coś dziś masz pecha. choć no tu - powiedział Jong wyciągając kolorowy plaster. Ostrożnie przykleił go na ranie po czym cmoknął ją ustami. Chłopak drgnął na ten gest i krzywo popatrzył na mężczyznę.
- teraz twój palec będzie szczęśliwy - szeroki uśmiech zawitał na jego twarzy - Ja to dokończę a ty siadaj. - chłopak nie był zbyt zainteresowany - Ya! Powiedziałem coś- pobuczył coś pod nosem, ale ostatecznie usiadł i dopiero wtedy zauważył że Taemin przygląda mu się tymi swoimi wielkimi czekoladowymi oczami.
- coś się stało?
- Ani... chodźmy w końcu jeść
- racja - kiwnął głową upijając łyk herbaty. Jonghyun szybko sprzątnął bałagan i wszyscy razem zjedli śniadanie.

Zdenerwowanie Key dawało swoje znaki w postaci ciągłego pecha. Albo coś mu wypadało z rąk, albo po prostu przewracało sie. - Key ty naprawdę masz dziś niesamowitego pecha - stwierdził Taemin wycierając rozlany sok z stołu.
- Tae ma racje, ile w ciągu pięciu minut można rozlać herbat, strzaskać talerzy i zranić siebie samego... pobiłeś własny rekord! - zaśmiał się klepiąc go po ramieniu.
- przepraszam was za to. Sam nie wiem co sie dzieje.
- po prostu to nie twój dzień - powiedział Tae i wyszedł z kuchni. Key spojrzał na Jonghyuna zrezygnowany. Na jego twarzy widniało mnóstwo emocji równocześnie.
- jeszcze nigdy sie tak nie denerwowałem.
- więc mu powiedz i będziesz mieć to z głowy. - powiedział wręcz obojętnym tonem
- nie potrafie...
- potrafisz musisz tylko chcieć - znów ta obojętności
- a co jeśli źle to przyjemnie?
- nie wygląda mi na takiego. Dam głowę uciąć że dobrze to przyjemnie - jego ton wypowiedzi niepokoił blondyna jednak postanowił zachować zimną krew i nie dać po sobie tego poznać.
Taemin siedział sobie na kanapie i oglądał telewizje, jednak w jego głowie odbywała sie walka rozmyślań i pytań bez odpowiedzi.
Dlaczego key boi się powiedzieć że jest w związku z Jongiem. Podejrzewałem to wcześniej no ale przecież nie wyśmiał bym go za to czy coś w tym rodzaju. Jest dla mnie ważny a jego życie łóżkowe to jego prywatna sprawa. Jednak jeśli tak go to gryzie to niech mi to powie. Już sam nie wiem co o tym myśleć. Bede udawać że o niczym nie wiem, jeśli chce mi to powiedzieć to niech sam powie, ja sie nie bede do tego wtrącać. Musi mi zaufać i to najlepszy sposób na dowiedzenie się tego. Jeszcze to jak sie denerwuje i ten pech. Jjong zaczyna sie irytować jego zachowaniem, ale stara sie zachować spokój, nie chce się kłócić. To słodkie. Zastanawiam się co robi teraz Minho. Powinienem za niedługo iść do szkoły, już i tak mam zaległości. Ciekawe co u chłopaków. Chciałbym być teraz na ich treningu. Dopingować im, patrzeć jak Minho z swoim seksownym.... boże o czym ja w ogóle myślę... Mleko bananowe... mleko bananowe.. ah napiłbym się. Chyba pójdę do sklepu. Key i Jonghyun napewno teraz rozmawiają o mnie i o ich "sekrecie". Minho pewnie się zamartwia, powinienem... nie.. czemu ja w ogóle o nim myślę. Tae nie myśl tyle.
- co oglądasz zapytał Jong siadając obok Taemina.
- szczerze, to nic ciekawego nie ma - Tak naprawdę to nie miał pojęcia czy jest coś ciekawego czy nie. był tak pogrążony w myślach, że nie zauważył, gdy stanął na byle jakim programie.
- jak zawsze - zaśmiał sie. 

- może ty coś znajdziesz - podał mu pilota, samemu usadowiając się wygodniej na sofie.
- hmm.... - przeglądał kanał po kanale szukając jakiegoś ciekawego programu. Czekolado-oki nie był zbyt zainteresowany urządzeniem, jego myśli krążyły wokół pewnego Dryblasa o miękkich ustach 
- o pieprzący się Minho! - zawołał Dino. Taemin otworzył szeroko oczy przerażonym wzrokiem wpatrując się w mężczyznę. 
- c-co powiedziałeś? - ledwo wykrztusił z siebie.
- pieprzące się żaby, zobacz! - palcem wskazał ekran telewizora na którym widniały dwie duże żaby w dwuznacznej sytuacji. Z niedowierzaniem spojrzał w wyznaczone miejsce. " żaby, żaby, żaby... co kurwa!?" - przeklął w myślach " zaczynam mieć omamy, boże Minho... żaby.... żaby... żaby... kurwa żaby.. żaby.. żaby... " powtarzał w kółko.
- co ty taki wstrząśnięty? To tylko żaby - nagle na jego twarz wstąpiła niewiarygodna powaga - Taemin! nie patrz! to nie dla ciebie! jesteś za młody na takie widoki! co ja zrobiłem?! - próbował zakryć oczy chłopakowi, ale ten był zwinniejszy i szybko wyrwał się z uścisku starszaka. Po chwili wpatrywania się w siebie z wymalowaną, śmiertelną powagą, obaj wybuchli głośnym śmiechem. Zwijali się ze śmiechu na małej kanapie. 
- hahaha.. dobra wystarczy, nie mogę już... hahaha - powiedział przez śmiech po czym kątem oka spojrzał na Kibuma wchodzącego do salonu.
- Jonghyun możemy pogadać ? - zapytał z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- jasne - odpowiedział po czym razem weszli do sypialni zamykając drzwi za sobą.
- coś się stało? - zaczął Jong.
- nie, po prostu myślałem nad Tae.
- powiesz mu w końcu?
- jeszcze nie teraz
- a kiedy? - zaczął się irytować
- jak tylko będzie idealny moment to mu powiem.
- jasne
- boże Jonghyun powiem mu, ale nie teraz.
- dobra już dobra. To o czym myślałeś jak nie o tym? - bling nie chciał się kłócić, jednak irytował się coraz to bardziej, ledwo powstrzymując się przed wybuchem nie opanowanej złości. Sam chętnie powiedział by o wszystkim młodemu, jednak za dobrze znał swojego chłopaka by wiedzieć jaka byłaby jego reakcja.
- no bo. Widziałeś co on zrobił minniemu. Jak go traktował przez cały ten czas. Chce aby jakoś za to zapłacił i aby już nigdy nie zbliżył się do niego.
- rozumiem, ale co chcesz z tym zrobić?
- chce stać się prawnym opiekunem Taemina. - kocie oczy z powagą spoglądały na zszokowanego mężczyznę.
- chcesz go adoptować?! Key! Wiesz jak to obowiązek i ile roboty papierkowej? Jeszcze sąd, rozprawy!
- ale jestem pewny że wygramy. Jak Tae opowie co się działo przez te wszystkie lata.
- aktualnie nie masz dowodów! Nie zadzwoniliśmy wtedy na policje, Tae też już czuje sie dobrze, a to trwa.
- co z tego! Jonghyun błagam cie on ma szesnaście lat!
- właśnie! Skąd wiesz że on będzie chciał, dopiero co go znalazłeś po tylu latach i nagle chcesz go adoptować!? Czy to nie za szybko?!
- Jjong... - zaczął błagalnie jednak ten był już nieźle wkurwiony.
- Adoptować - powtórzył wręcz histerycznie - nie potrafisz mu nawet powiedzieć, że jesteśmy w związku! A chcesz, aby on ci zaufał. Mieszkał pod twoim dachem i jeszcze powierzył tobie jego życie!
- przesadzasz Jonghyun
- może. Ale powinieneś zastanowić się na co narażasz nasz związek.
- co masz na myśli?! - Widocznie wystraszył się wypowiedzi chłopaka. Tego sie nie spodziewał.
- Jak mamy żyć wszyscy pod jednym dachem ukrywając się ciągle i okłamując. To ja nie dziękuje. To nie na moje nerwy. Już nie wytrzymuje a co dopiero ... Kurwa... Key ostatnio cały czas coś wymyślasz co idzie na naszą niekorzyść!
- Jong ty chcesz ze mną zerwać? - Key był bliski załamania, trzymał się do samego końca mimo iż czuł jak gniew w nim rośni a oczy wypełniają się łzami.
- Boże Kim tego nie powiedziałem. Jednak nie powiem co może się stać jak będe musiał powstrzymywać i ukrywać się przed Taeminem. Ja rozumie że to dla ciebie trudne. Jak mu powiesz to poczujesz się lepiej, zobaczysz... nie każ mi podejmować pochopnych działań.
- Jong.. ja mu powiem.. ale daj mi jeszcze trochę czasu.
- Nie Key! Masz mu to dzisiaj powiedzieć! Znam cie zbyt dobrze by wiedzieć jak może ci się to przeciągnąć - Kibum nie wiedział co powiedzieć spuścił głowę i zacisną mocno oczy, by tylko żadna łza z nich nie uciekła.
- nawet nie wiesz jak mi głupio mu o tym powiedzieć - wyszeptał siadając zrezygnowany na skraju łóżka. Jonghyun wziął głęboki wdech i wydech po czym uklęknął tuż przed blondynem chwytając jego twarz w swoje ręce. Kciukiem głaskał go po policzku.
- Key, to dla naszego dobra. Zrozum.
- ja wiem
- eh... - łagodny uśmiech pojawił sie na jego ustach. - kocham cie - wyszeptał. Pocałował go w czoło i usiadł obok przytulając go do siebie. Key wtulił się jeszcze bardziej.
- też cię kocham - odpowiedział.

Taemin nie chciał podsłuchiwać jednak ciekawość była silniejsza od niego. Po chwili odszedł od drzwi, zabrał pieniądze, i kurtkę. Założył syzbko buty po czym wyszedł z domu. “ Key naprawde chce mnie adoptować? Jjong nie jest zadowolony tym pomysłem. nie powinienem u nich zostawać. Wiedziałem że to tylko przyniesie problemy. Teraz nie dość że prze zemnie się kłócą to jeszcze mi będzie ciężko spojrzeć im w oczy.” Przeszedł Parę ulic i trafił na mały sklepik. Kupił 3 mleka bananowe, pudełko lodów i czekoladę. Już miał wracać gdy coś sobie przypomniał. Szybko udał się w przeciwnym kierunku. Kilka przecznic dalej stanął na przeciw dużego budynku. zrobił dwa wdechy i wszedł do środka. Przeszedł przez długi korytarz wchodząc do kuchni. Z lodówki wyciągnął mleko, które kupił pare dni temu.
- kici, kici - zawołał wlewając mleko do miseczki. Jednak kot się nie zjawił. Spróbował jeszcze raz. “Dziwne zawsze przybiegała od razu.” - Pomyślał wychodząc z owego pomieszczenia. Zaglądał do każdego pokoju, jednak po kotce ani śladu. Wyszedł na podwórko i jeszcze raz zawołał. Już miał wracać gdy usłyszał ciche miauknięcie dochodzące z środka. Jeszcze raz przyjrzał pokoje. Znajdował się w sypialni, gdy jeszcze raz usłyszał miauknięcie. Tym razem o wiele dokładniejsze i głośniejsze. Drzwi szafy były delikatnie uchylone. Otworzył je powoli a jego oczom ukazał się mały kotek. Spoglądał na niego swoimi dużymi niebieskimi oczami, przepełnionymi strachem. Maleństwo było całe ubrudzone i bardzo podobne do mamusi.
- a ty co tu robisz? Czemu wcześniej cię nie zauważyłem? - zabrał kotka na ręce. zmarznięty i wychudzony kotek nie protestował. Dał się wziąć z jego posłania w bezpieczniejsze i cieplejsze miejsce.
- gdzie jest mamusia? - zapytał małego wynosząc go z pokoju. Był zaniepokojony, martwił się o kotkę. Nagle dostrzegł ślady krwi prowadzące do ogrodu. Taemin podążał za nimi aż do ogrodu. Stanął przed starą budą dla psa i uklęk przed nią. Do jego nozdrzy dotarł nie przyjemny zapach. Zaszklonymi oczami spojrzał do środka. Jego oczom ukazał się nie obraz zakrwawionej kotki. Łzy swobodnie spływały po policzkach podczas gdy delikatnie wyciągał ją z ciasnego miejsca. Zrozpaczony i rozklejony przejechał dłonią wzdłuż cała zwierzaka, zostawiając na niej śladu dużej ilość krwi. “kto ci to zrobił?” pomyślał. odchylił głowę do tyłu spoglądając w niebo. zrobił głęboki wydech i wytarł łzy w rękaw kurtki.
- oj malutki i co ja teraz z tobą zrobię? Najpierw do weterynarza a później zobaczymy- powiedział do kotka głaskając go delikatnie.

- na pewno wszystko z nim dobrze?
- Tak to zdrowy kotek, jedynie troche wygłodzony. Wystarczy regularnie go karmić a szybko nabierze na wadze. Był tylko jeden?
- więcej nie dostrzegłem
- no dobrze. Szkoda kotki.. była bardzo młoda.
- wiem, postaram się zaopiekować małym. Jeszcze raz dziękuje. Do widzenia.
- do widzenia. A! Taemin! Jak będziesz go karmić to przez butelkę z rozcieńczonym mlekiem.
- oczywiście. Do wiedzenia - Otulił dokładnie kotka i wyszedł z przychodni.
Zaczynało się ściemniać a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Wraz z kotkiem i zakupami powoli kierował się do domu. Zatrzymał się dopiero przed skrzyżowaniem. “Do domu, tylko którego. Nie chce sprawiać kłopotów Kim'om ale równocześnie nie chce wracać do ojca. Gdzie iść? W lewo do piekła czy w prawo do key'a?” Zaczynało robić się co raz to zimniej. Tae schował kotka głębiej, aby było mu cieplej. Stanął pod drzwiami i sięgnął do kieszeni “a no tak przecież nie wziąłem kluczy.” Zadzwonił do drzwi. Nie musiał długo czekać, żeby drzwi się otworzyły. Nawet nie zdążył zareagować, gdy wtopił się w ramionach Key'a. Poczuł dziwne ciepło w okolicach serca, bardzo podobne do tego które czuł przy Minho.
- Cholera Jasna! Taemin gdzieś ty był! Wiesz jak się martwiliśmy?! Nie odbierałeś telefonu!
- p-przepraszam... zapomniałem wziąć go ze sobą. Po za tym chciałem wyjść tylko do sklepu.
- tylko do sklepu? Tae nie było cie Jakieś dziesięć godzin! Bez ani jednego znaku życia! Szukaliśmy cie! - Mężczyzna nie potrafił zapanować nad swoimi emocjami. był wściekły na bratanka ale równocześnie cieszył się, że nic mu nie jest i że trafił cały zdrów do domu
- przepraszam. Nie pomyślałem o tym. Nikt nigdy się mną nie przejmował.
- Taemin.. dobrze że nic ci nie jest. To jest ważne. Chodzicie do domu. - powiedział Jong.
- moment- Taemin stał u wejścia a dwóch mężczyzn uważnie mu się przyglądało. Lee wyciągnął ręke zza kurtki ukazując małego śpiącego kotka.
- o mój boże - wyszeptał Key zabierając kotka do środka. - skąd go wytrząsłeś?
- nie trzeba iść z nim do weterynarza? - zapytał Bling.
- już byłem- odpowiedział - byłem w sklepie a jak już chciałem wracać przypomniało mi sie że już od paru dni nie byłem nakarmić kotki w starym domu. Więc tam poszedłem. Wtedy znalazłem tego małego.
- a matka? - zapytali równocześnie. Lee spuścił głowę a do oczu doszły mu łzy.
- znalazłem ją na ogródku zmasakrowaną, już nie żyła. - wyszeptał. Blondyn podszedł do niego i przytulił go delikatnie.
- zajmiemy się tym maleństwem. A teraz choć, powinieneś coś zjeść.
“Key chyba nigdy nie znajdzie czasu by mi powiedzieć o ich związku a Jonghyun widocznie zaczyna się denerwować. Chyba muszę jakoś interweniować” Tae myślał przez chwile jak zmusić Kibuma do powiedzenia mu o wszystkim.
- Key, Jonghyun coś się stało? - zapytał w końcu. przeklinając się w duszy za to że tak głupio to zabrzmiało. Nie tak jak planował.
- nie. A co by się miało stać? - odpowiedział niepewnie key
- no bo jacyś spięci jesteście a ty przede wszystkim Key, jakbyś coś ukrywał przede mną. - Jonghyun spojrzał uważnie na chłopaka czekając na jego odpowiedź.
- nie... zdaje ci się - zaprzeczył na co starszak parsknął pod nosem.
- Jong? - zwrócił się do niego Tae.
- hm? Pytaj Key- w jego głosie można było wyczuć nutkę poirytowania i obojętności.
- czyli jednak coś jest! “teraz musisz mi powiedzieć” ostatnie dodał w myślał. chwaląc się w duchy za swój geniusz.
- nie ma! - zaczął się strasznie denerwować. Jonghyun nie wytrzymał i wściekłym wzrokiem prześwietlił Kibuma aż dreszcze przeszły przez jego ciało. Zawsze to on pokazywał pazurki, jednak wyprowadzony z równowagi dino potrafił być groźnym dinozaurem. Taki właśnie wkurwiony Dinozaur wstał i wyminął ich trzaskając za sobą drzwiami sypialni.
- a jemu co? - udał że nie wie o co chodzi i obserwował niepokój w oczach Kibuma.”to nie tak miało wyglądać” przeszło mu przez myśl spoglądając swoimi czekoladowymi, zaniepokojonymi oczami.
- Taemin zaczekaj chwile- wydusił z siebie mężczyzna po czym wstał i skierował się do kochanka. Drzwi był zamknięte na klucz, więc zapukał.
- Jjong... wpuść mnie...- zero reakcji - Jjong - klucz w drzwiach się przekręcił a drzwi uchyliły się delikatnie. blondyn wszedł do środka zamykając je za sobą.
- Jong nie złość sie - wyszeptał próbując przytulić go, jednak blink zrobił unik i oparł się o szafe.
- masz okazje! A ty oczywiście nic! - wydarł się jakby specjalnie, aby Taemin usłyszał.
- przepraszam powiem mu jak tylko stąd wyjdę. Na pewno.
- jasne... już to widzę. Szybciej on nasz przyłapie niż ty mu powiesz.
- nie, ja naprawdę mu powiem. Teraz. Zaraz- Key podszedł do niego i wtulił się w niego - tylko nie bądź już zły... - Jong westchnął.
- Key masz ostatnią szanse - powiedział stanowczo. Kibum uśmiechnął się delikatnie i pocałował chłopaka w usta. Pocałunek stał się bardzo namiętny. Ręka Jonghyuna powędrowała pod bluzkę Key, któremu widocznie sie to spodobało.
- Co ty ze mną robisz? nawet długo zły na ciebie nie potrafię być - wyszeptał my prosto w usta. na co obaj się zaśmiali. Byli tak zajęci sobą że nie zauważyli, gdy ktoś wszedł do pokoju. Taemin odkaszlnął na co obaj mężczyźni zastygli w bezruchu. Key odwrócił się powoli.
- Taemin... - ledwo przeszło przez jego gardło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PROSZĘ POZOSTAW KOMENTARZ, CHOCIAŻ DWA SŁOWA TWOJEJ OPINII.

niedziela, 21 lipca 2013

2Min Rozdział 8

Uwaga!

TREŚĆ ZAWIERA SCENKĘ +18 - CHŁOPAK X CHŁOPAK kekekekekekeke~ 
Rozdział +18 ale znając życie i tak mając mniej lat będziecie to czytać... ale to taka informacja dla tych co po przeczytaniu +18 zamknęli bloga nie czytając ani słowa więcej. Są tacy ludzie wq?:P

Okey to kilka zdań na początek.

Rozdział jest nie poprawiony przez przyjaciółkę, więc bardzo przepraszam za błędy. Jak coś piszcie w komentarzach, pozytywne, negatywne uwagi, wasze relacje i reakcje... Bardzo mnie tym uszczęśliwicie oraz jestem bardzo ciekawa. Wielkie podziękowania dla moich 7 obserwatorów bloga gamsahabnida~
Dla zainteresowanych! jeśli przybędzie mi z 10- 20 komentarzy to dodam one shota z czym i kim tylko będziecie chcieli. Mam pare one shotów na wszeli wypadek, jednak chętnie napisze coś na życzenie :)
7 Rozdział dodałam o 21:21 dwa tygodnie temu. Gdy go dodałam obserwowałam do północy liczbe wyświetleń która osiągnęła aż 147! to dla mnie wiele znaczy i równocześnie zadziwia mnie. nie wiem ile osób przeczytało wszystko a ile w połowie zrezygnowała... ale dziękuje :) chce wiedzieć co myślicie:
A więc KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE i jeszcze raz KOMENTUJCIE!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Powinniśmy Mu Powiedzieć




- przepraszam że cię zostawiłem - wyszeptał do niego. Na co Tae uśmiechną się delikatnie.
- wróciłeś... Key.
- Taemin zabieram cię do siebie, słyszysz?, Taemin! Taemin! - Krzyki Kibuma na nic sie nie zdawały, Taemin pogrążył się w krainie morfeusza. Obolały lecz szczęśliwy został wyniesiony z mieszkania. Droga była długa lecz spokojna. Nikt nie odważył się odezwać, by tylko nie zbudzić śpiącego aniołka. Delikatny uśmiech na ustach i niesforne kosmyki włosów opadające mu na twarz dodawały mu jedynie uroku i wdzięku. Key co chwile spoglądał ukradkiem na bratanka a to dugał prowadzącego by przyspieszył. Po przeraźliwie przedłużających sie 10 minutach dotarli do pięknego jednorodzinnego domu z dużym ogrodem. Elegancki i nowoczesny dom znajdował się w spokojnej dzielnicy z przepięknym widokiem na las. Wchodząc do domu przechodziło się przez krótki korytarz i wchodziło się do dużego salonu. Po lewej stronie znajdowała się kuchnia w odcieniach brzoskwini i bieli od salonu dzielił ją metrowy mur. po prawej stronie były trzy pomieszczenia, biuro, łazienka i sypialnia. wchodząc do salonu mijało się kręcone schody na poddasze gdzie był jeden duży pokój gościnny. pomieszczenia w większości były białe, zielone lub brzoskwiniowe z dodatkiem czerni i brązu.



Chłopcy zanieśli śpiącego Taemina do pokoju gościnnego. Key przykrył go kołdrą i kocem. po czym usiadł na skraju łóżka przyglądając mu się uważnie.
- nad czym myślisz?- zapytał niższy podchodząc do niego i kładąc dłoń na jego ramieniu - nie zamartwiaj sie tak - dodał ciszej.
- Nigdy nie powinienem go zostawiać, znałem jego ojca wystarczająco dobrze by wiedzieć że źle zniesie śmierć mojej siostry, ale nie sądziłem że posunie się aż tak daleko - Kibum zgarnął parę kosmyków włosów z czoła Lee i pogłaskał go po policzku wierzchem dłoni.
- chodźmy na dół, obaj potrzebujecie odpoczynku
- Zaraz do ciebie dojdę - Key odprowadził wzrokiem mężczyznę po czym ponownie spojrzał na bratanka. - ten bydlak więcej cię nie skrzywdzi, obiecuje - wyszeptał i wyszedł zostawiając chłopaka samego.

- Ummmm... Key co tam masz dobrego? - zapytał chłopak chwytając drugiego mężczyznę za biodra i kładąc brode na jego ramieniu. Kim spojrzał na niego i delikatnie pocałował w usta.
- Same dobrocie - przygotuj talerze i szklanki, śniadanie już prawie gotowe. - niższy pomruczał coś pod nosem po czym z niechęcią puścił chłopaka i zrobił to co mu kazał. Tuż nad ich głowami, para oczu powoli się otwierała. Taemin przekręcił się na drugi bok zacisnął oczy po czym znów z trudem próbował je otworzyć. Gdy już światu okazały się te piękne błyszczące oczy, Tae zaczął zastanawiać się czy przypadkiem jeszcze nie śni. Nie wiedział gdzie jest i co się stało, co tu robił i jak się tu dostał. Już chciał wstać, gdy uniemożliwił mu w tym przede wszystkim przeszywający ból brzucha i lekki kac. Nagle go olśniło, Key. Powoli wstał z łóżka i zszedł na dół. Dalej poprowadził go zapach jedzenia. Niepewnie wszedł do kuchni zwracając przy tym na siebie uwagę.
-Taemin! - zawołam Kibum podbiegając do chłopaka i przytulając go mocno.
- aaa... boli, boli, boli.. - zawył z bólu. Key natychmiast odsunął się od niego z zmartwionym wyrazem twarzy. Tamten uśmiechnął się do niego delikatnie i spojrzał na drugiego mężczyznę w pomieszczeniu. Był niższy, ale wyglądał na starszego. uśmiechał się od ucha do ucha z skrzyżowanymi rękami i opierając się o blat. Key spoglądał to na tego to na tego.
- a no tak! - wykrzyczał - Wy się jeszcze nie znacie! Taemin to jest Kim Jonghyun. Jong to jest Taemin mój bratanek, co zresztą już wiesz.
- cześć - powiedział Jong podchodząc do młodszego chłopaka i uścisnął go delikatnie.
- Hej, miło mi cię poznać Jonghyun. -  z uśmiechem na twarzy odwzajemnił uścisk.
- Dobrze chłopaki to jak już wszyscy się znamy to zapraszam do stołu. śniadanie gotowe.
- Wreszcie! - wykrzyczał Jong siadając szybko na swoje miejsce. Tae zaśmiał się cicho i usiadł obok niego. Kibum położył duży talerz na stole i usiadł na przeciw nich.
- Mniam! zapiekani~ - ucieszył się Taemin na co oczy key’a zabłyszczały z szczęścia. Pamiętał jak Lee był mały i wraz z siostrą robili zapiekanki, ulubione jedzenie Taemina a do tego mleko bananowe. Kim uwielbiał gotować wraz z 10lat starszą siostrą, zawsze dobrze się dogadywali a on uwielbiał zajmować się Taeminem w każdym wolnym czasie, jedynie jej mąż, ciągle miał coś do niego, Nie przepadał za Kibumem i Parę razy pokłócił się o to z żoną. Key ukradkiem przyglądał się minniemu jak rozmawia z Jongiem a uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Jak za dawnych czasów pomyślał.
- Dziękuje za przepyszne śniadanie, ale chyba już powinienem pójść - powiedział Tae wstając od stołu. Kimowie szybko spojrzeli na siebie i równocześnie wstali od stołu protestując.
- Nie! - zawołali, Tae lekko wstrząśnięty nie wiedział co ma powiedzieć. Kibum zrobił głęboki wdech i wydech.
- Taemin posłuchaj - zaczął chwytając chłopaka za ręke i prowadząc go do salonu, gdy usiedli kontynuował - Nie puszcze cie tam, rozumiesz? To co ci zrobił... to nie wybaczalne i założę się że to nie był pierwszy raz - Lee spuścił głowę - boże... tak też myślałem... także więcej tamtego mieszkania nie zobaczysz. Zamieszkasz z nami i żadnego Ale! musisz w czymś chodzić więc pojedziemy dziś na zakupy i pokupujemy ci coś fajnego, teraz rozgość się i czuj się jak u siebie. Jak byś czegoś potrzebował jesteśmy do twoich usług. Pytania?
- hmm... możemy podjechać do domu - już chciał kontynuować gdy key od razu zaprzeczył.
- ale prosze!
- nie! powiedziałem że więcej tego mieszkania nie zobaczysz.
- ale chociaż pozwól mi coś stamtąd zabrać, to dla mnie ważne! prosze! - uparcie starał sie namówić wujka, jednak ten stał przy swoim.
- Key, niech chociaż zabierze pare rzeczy - Jong zaczął wspierać Lee.
- Ha! Bling! to mnie powinieneś wspierać!- oburzył się Kibum.
- Sorki ale Tae po części ma racje, dobra ja muszę już iść do pracy. Zobaczymy się popołudniu. Pa - rzucił na pożegnanie, zabrał kurtkę i klucze po czym zniknął w frontowych drzwiach.
- więc...? - zaczął Tae z nutką Nadziei w głosie. Ten spojrzał na niego i tylko pokręcił głową zrezygnowany.
- zobaczymy jeszcze.

- Key a ty nie pracujesz? - zapytał się Taemin przyglądając się jak chłopak przygotowywuje obiad.
- Pracuje, ale tylko 4 razy w tygodniu - zaśmiał się krojąc warzywa na drobną kostke.
- Tak się da?
- haha tak. Jestem nauczycielem tańca. Prowadzę zajęcia z dwiema grupami. Jedna grupa ma zajęcia w poniedziałek i piątek a druga w wtorek i czwartek. Także środy, soboty i niedziele mam wolne, no chyba że mamy konkurs czy coś
- no chyba że tak. lubisz tańczyć?
- kocham, zresztą twoja mama też kochała tańczyć.
- naprawdę? nie pamiętam.
- nie masz jak pamiętać. pamiętam jak tańczyła w 9 miesiącu ciąży, jednak gdy się urodziłeś nie miała już tyle czasu i zaprzestała tańczyć.
- ...
- A ty Taemin. Nie ciągnie cie do tańca? to znaczy, odziedziczyłeś talent po matce?
- a skąd ja mam to wiedzieć? - Tae wydał się lekko wystraszony tym pytaniem. Ufał Kibumowi jednak coś nie pozwalało mi na otwarcie sie. Key zauważył to jednak nie zareagował.
- Taemin, choć tu pomożesz mi
- oook, co mam robić? - zapytał podchodząc do niego.

- w tym wyglądasz wspaniale! - powiedział Kim poprawiając kołnierzyk w koszuli Taemina.
- sam nie wiem, wydaje mi sie za wielka - Minnie to dźwigał ręce do góry to opuszczał je w dół, imitując latającego ptaka.
- to przymierz to - Key rzucił mu pare bluzek i Tae zniknął w przymierzali. Na zakupach spędzili 3 godziny niesamowicie sie przy tym bawiąc. Taemin już od dawna nie czuł sie taki szczęśliwy.
- za dużo na mnie wydajesz - stwierdził Lee przyglądając się ilości torb, które musieli dźwigać.
- e tam. Gdybyś widział ile kupuje gdy ide z Jonghyunem na zakupy hahaha chodźmy jeszcze do tego sklepu i możemy wracać. okey?
- okey - delikatny uśmiech zawitał na twarzy chłopaka, jednak w głębi duszy zastanawiał się co on tu właściwie robi. Key zawsze się nim  zajmował gdy był dzieckiem. po śmierci matki znikł, a on został sam z ojcem potworem na tyle lat. Nagle Kibum wraca znikąd i daje mu nowy dom, rodzine, stara się by czuł się szczęśliwy i naprawić te stracone lata...
- key? - zapytał niepewnie
- tak?
- dlaczego teraz? dlaczego wtedy odszedłeś? - Taemin stał w przymierzali przyglądając się swoim butom. gdy nagle ktoś go chwycił z tyłu i przytulił delikatnie.
- Taemin posłuchaj. po pierwsze przepraszam za te wszystkie lata które musiałeś wycierpieć. po drugie ja nie chciałem cię opuścić, ale byłem nie pełnoletni i nie mogłem nic zrobić. rodzice postanowili sie przeprowadzić tak samo jak twój ojciec. wyprowadziliście się z starego mieszkania, bo twój ojciec nie mógł znieść pustki i ogromu domu. Nawet nie wiesz jak długo cię szukałem. jak tylko skończyłem szkołę wyjechałem z Jonghyunem i zamieszkaliśmy w tym mieście. Szukałem cie, dźwoniłem, wypytywałem ludzi, aż w końcu udało mi się zdobyć twój adres i od razu się tam udałem, wziąłem klucz od woźnego mówiąc że chce zrobić bratankowi niespodziankę i tak dalej. Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy mając cie znów u swego boku.
- Kim ja... - Taeminowi odebrało mowe. całe życie myślał że wszyscy go oszukują, że całe dzieciństwo było kłamstwem, bo został sam i musiał przechodzić piekło... tyle lat musiał czekać.

- Key co na obiad? - zapytał zmęczony Jonghyun przytulając chłopaka od tyłu. ten spiął się lekko i odsunął od niego.
- Jonghyun co robisz? Taemin może w każdym momencie wejść, jak nas zobaczy, co wtedy? pilnuj sie - wyszeptał key wyciągając talerze.
- boże, powinieneś mu powiedzieć, to nie będzie problemu - Kim oparł się o ściane i przyglądał każdemu kociemu ruchowi chłopaka. Gdy Key wypioł sie ten uderzył go w tyłek na co mężczyzna podskoczył z wrażenia, instynktownie odwrócił się do uśmiechającego się Blinga i zamachnął się uderzając go ręcznikiem.
- Kurde! Jong! czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Nie ma go teraz więc jaka różnica
- Kim Jonghyun! - powaga w głosie Key wywołała dreszcze na ciele mężczyzny.
- zabawmy się trocheeee - przeciągnął specjalnie próbując pocałować chłopaka lecz ten zrobił szybki unik i sięgnął do szuflady po noże i widelce.
- ani mi się waż podejść i czegoś spróbować! - wydarł się na niego wymachując mu przed nosem ostrzami.
- Key! daj spokój, przesadzasz! - Jonghyun powoli tracił cierpliwość.
- Nie! ale jak ty zaraz przesadzisz to .. to...
- to co?!
-.. to bedziesz spać na kanapie przez najbliższy tydzień!
- żartujesz! nie dasz rady 5 minut wytrzymać sam w łóżku a co dopiero tydzień!
- HA! chyba sie przesłyszałem!
- chyba jednak nie!
- wynoś się z kuchni! i od dziś śpisz na kanapie!! - wydarł sie na niego uderzając go ręcznikiem raz za razem.
- Czemu tak łatwo się obrażasz? Key!
- zamknij się i wynocha!
- nigdy niczego ze mną nie uzgadniasz! na przykład Taemin. Lubie go ale dlaczego musi mieszkać z nami!
- Jonghyun czy ty masz jakiś problem z moim bratankiem!
- Ja!? nie! ale mogłeś najpierw ze mną o tym pogadać, a nie że ja się ostatni o wszystkim dowiaduje!
- Wkurwiasz mnie pomału!
- skoro i tak mam spać na kanapie to jakoś mnie to nie obchodzi!
- wiedziałeś że chce go odnaleść!
- odnaleść, TAK! ale że nagle ma z nami zamieszkać u nas stałe, już NIE!
- a co ci w tym przeszkadza!
- a to że nie chcesz mu o niczym powiedzieć! powinniśmy mu powiedzieć!
- nie jestem na to jeszcze gotowy! powinieneś to zrozumieć!
- ja wiem Key! ale do jasnej cholery!
- em.. przepraszam - Taemin niepewnie wszedł do kuchni przerywając kłótnie. Obaj spojrzeli na chłopaka jak na ducha z szeroko otwartymi oczami.
- Tae jak długo tu stoisz? - zapytał wystraszony Key nie będąc pewny czy nie palną czegoś za wiele, co mógł on usłyszeć.
- słuchałem muzyki, gdy wszedłem do kuchni - dopiero teraz mężczyźni zwrócili uwagę na słuchawki które chłopak trzymał w ręce. Key zrobił głęboki wdech po czym przeszył wzrokiem Jonga, który pośpiesznie opuścił kuchnie.
- siadaj Taemin - Kibum wskazał krzesło pustą ręką, po czym zaczął dokańczać stół do kolacjo obiadu
- kłóciliście się z mojego powodu? - zapytał smutno Tae.
- Co?! nie, nie...  trochę się posprzeczaliśmy to nic poważnego. nie martw sie o to.
- umm...- przytaknął niepewnie. Obiad zjedli w niezręcznej ciszy. Key i Jong co chwilę wymieniali się wściekłymi spojrzeniami, Minnie tylko sie im przyglądał, co raz bardziej przekonując się do swoich podejrzeń. Gdy zjedli każdy udał się w innym kierunku Key pozmywał, Jong włączył telewizję a Taemin poszedł do swojego pokoju.  
Lee leżał na łóżku skulony w malutki kłębek. Nie czuł się za dobrze. Doskonale wiedział że kłótnie keya i jonga dotyczyła go. Czuł się z tym źle na duszy a do tego jego własne ciało odmawiało posłuszeństwa.  Nie powinienem tu być. To wszystko jest jakąś głupią pomyłką. Ja jestem pomyłką. Najlepiej by było jakby w tedy key Nie przyszedł. Jak bym umarł na tej cholernej podłodze.  Nawet nie potrafie im wystarczająco zaufać by się przed nimi otworzyć. Ciesze się że znów jestem z Kibumem jednak coś we mnie krzyczy żebym uciekał, nie ufał i przede wszystkim nie otwierał się. Zakładam maske, nawet przed nimi. Nawet przed Keyem. Udaje szczęśliwego, a może ja nie udaje? Już sam nie wiem co jest prawdziwe a co nie. Musze wrócić do domu... musze zabrać to... właściwie to po co? Jedyna prawdziwa pamiątka, jedyne szczęśliwe wspomnienie. Musze je odzyskać. Nagle Tae usłyszał czyjeś kroki po schodach. Chciał szybko zmienić pozycje jednak ciało krzyczało z bólu uniemożliwiając mu jakikolwiek manewr. Do pokoju wszedł key z talerzykiem świeżo upieczonych ciasteczek. Ten zapach przypomniał Taeminowi dzieciństwo.
- Taemin przyniosłem ci... Minnie ty płaczesz? - zapytał zszokowany tym widokiem Key. Lee rzeczywiście płakał gubił sie w własnych myślach i wspomnieniach. łza za łzą spływały mu po policzku.
- boże Tae dlaczego płaczesz? - Kibum odłożył talerz z wypiekami na szafce nocnej obok łóżka i usiadł obok chłopaka pomagając mu zmienić pozycje. Teraz key siedział na łóżku opierając się o ściane a Taemin skulony, głowe miał położoną na kolanach mężczyzny. Key delikatnie głaskał bratanka gdy ten szlochał co raz to mocniej. Lee wtulił się w Kibuma, który szeptał mu ciepłe słówka.
- Minnie powiesz mi dlaczego płaczesz? - zapytał po dłuższej chwili cieszy. - jeśli nie chcesz mówić to nie mów, po prostu wiec że mnie możesz wszystko powiedzieć.
- to przeze mnie pokłóciliście sie, prawda?
- nie mów że to dlatego...
- prawda? - powtórzył jeszcze raz.
- ah. W pewnym sensie tak, ale nie powinieneś sie tym przejmować. To wszystko przyszło tak nagle, musimy sie przyzwyczaić. Nie obwiniaj sie o nic.
-  dlaczego nadal ci zależy? Po tylu latach ... ty .. nadal się mną opiekujesz jak dzieckiem.
- jeśli moja nad opiekuńczość ci przeszkadza, mogłeś powiedzieć. Ja się po prostu o ciebie martwię.
- ja, po prostu nie chce sprawiać wam kłopotu. Chciałeś mnie tylko odnaleźć a skończyło się na tym, że dajesz mi dach nad głową.
- Mnie sie podoba ta sytuacja. Przy najmniej mam towarzystwo, gdy Jonghyun jest w pracy. Po za tym jako twój wujek mam obowiązek zająć się tobą. Kiedyś obiecałem twojej mamie, że jak dorosnę to się tobą zaopiekuje, że nie musi się o ciebie martwić.
- powinieneś iść do niego
- do kogo?
- do Jonghyuna
- po co?
- kłóciliście się i nadal jesteście na siebie źli, czy z mojego powodu czy nie powinniście się pogodzić, więc idź do niego nic mi nie będzie - delikatny uśmiech zawitał na twarzy chłopaka.
- dobrze już do niego ide, a ty spróbuj się przespać, jest już dość późno - powiedziawszy to przykrył go kocem i zeszedł na dół. Spojrzał na kanape, lecz mężczyzny tam nie było, tak samo jak w kuchni. przeszedł na drugi koniec mieszkania, gdy zauważył światło dochodzące z sypialni. Powoli wszedł go środka i oparł się o framuge drzwi. Przyglądał się uważnie Blingowi jak przeszukuje szafe w poszukiwaniu dodatkowej poduszki i koca.
Wziął moje słowa na poważnie. i dobrze, jednak...
- Jonghyun - wyszeptał, na co tamten szybko odwrócił się w kierunku dochodzącego głosu. Ich wzroki spotkały się lecz Jong od razu zerwał kontakt wzrokowy zabierając potrzebne mu rzeczy.
- Jong - tym razem odrobinę głośniej, jednak kim nie reagował. - raczył byś się odezwać do mnie?
- Po co? - zapytał lekceważąco - nie chce znów się kłócił Key. Mężczyzna już miał wyjść z pomieszczenia, gdy Kibum zamknął drzwi na klucz.
- co robisz Key? - zapytał lekko rozgniewany. chłopak na przeciw niego odłożył klucz na półkę i podszedł do drugiego mężczyzny. Wyrwał mu materiały z rąk i rzucił gdzieś w kąt.
- Key? - wyszeptał prawie w usta chłopaka, bo tak blisko siebie stali. Kibum cmoknął najpierw niepewnie usta blinga po czym ten niepewny pocałunek przemienił się w namiętny i przepełniony rządzą. Walka o dominacje toczyła się w nie skończoność. Jonghyun chwycił chłopaka w pasie i przyciągnął go jeszcze bliżej siebie. Całował w usta, szyje i zaczął zjeżdżać coraz niżej aż dotarł do jego sutków, które robiły się coraz twardsze, macał, dotykał, całował i przygryzał jego sutki, aż nie mogł już wytrzymać z podniecenia. Jego dłonie zaczęły błądzić po ciele. Położył Kibuma na łóżku i zaczął szukać drogi do jego męskości. Key pojękiwał cichutko z podniecenia, gdy on pośpiesznie ściągał z siebie ubrania. Blondyn chwycił swojego chłopaka za włosy i przyciągnął go do namiętnego pocałunku. Jęknął gdy bling jedną ręką chwycił za jego męskość a drugą macał jego sutka. oderwali się od pocałunku by zaczerpnąć powietrza. Key przyglądał się Jonghyunowi spod zamglonych powiek. widział jak ten lubieżnie oblizuje swoje usta, zjadając wzrokiem jego ciało.  
- przepraszam - wyszeptał, na co zdziwiony tym oświadczeniem Jong przerwał wszystkie czynności. - ymmm... nie przerywaj - wyjęczał key w proteście.
- co powiedziałeś?
- że masz nie przerywać... jooooong
- wcześniej -  Kibum spojrzał na niego zdesperowany przeraźliwie się wiercąc.
- przepraszam za wcześniej. przesadziłem troche - wyszeptał mu do ucha po czym pocałował go namiętnie i brutalnie. Jong odwzajemnił pocałunek uśmiechając się delikatnie. zjechał pocałunkami na szyje i sutki. jego ręce błądziły po nagim ciele kochanka badając każdy jego zakamarek, tak jakby widział go po raz pierwszy i ostatni. Jego ciało wygięło się w łuk gdy poczuł dotyk jego warg na swoim penisie, a z ust wydobył się cichy jęk. W jego odbycie wylądował pierwszy palec a tuż za nim drugi, rozciągając ciasną dziurkę.
- rozluźnij się Key... tak dobrze.. -  Jong sięgnął do szuflady obok łóżka i wyciągnął z niej mała buteleczkę, wyciągnął place na co Kibum zaprotestował jęcząc coś pod nosem.  Bling wylał troche mazi na rękę i z powrotem włożył palce do odbytu chłopaka, dołączając trzeci palec do zabawy. Key wył się pod nim nabijając sie coraz bardziej na rękę mężczyzny.
- Jooong... teraz... chce cię .. czuć... ja zaraz... Jooong... - jęczał do jego ust. Jonghyun nie potrzebował się długo prosić, od razu spełnił życzenie kochanka wchodząc w niego jednym ruchem. Kibum krzyknął z zadowolenia i szybko zatkał usta rękami.
- co się stało słonko? - zapytał Jong zabierając mu ręce z ust.
- Boże Taemin może nas słyszeć! - wyjęczał pół głosem, pojękując cichutko.
- to niech usłyszy, jak sam nie potrafisz mu powiedzieć to chociaż tak się dowie.
- Jonghyun, to nie jest śmieszne, cholera, nie pomyślałem o tym...ah... czekaj... Jong...
- teraz i tak za późno na myślenie o tym, jutro mu powiesz a teraz nie myśl o tym - mężczyzna pocałował blondyna w usta przyspieszając swoje ruchy, Key starał się tłumić swoje krzyki, lecz nie za każdym razem mu to wychodziło, z czego Jong co chwilę się śmiał. uważał to za strasznie słodkie i aż miło mu się patrzyło na starania swojego chłopaka. Kibum chwycił jedną ręką za prześcieradło i mocno je ścisnął czując nadchodzący orgazm. Jego druga ręka oznaczała paznokciami plecy dominującego, przyprawiając go o dreszcze.
- Joooon.. ja zaraz.... -  cichy jęk wydobył się z gardła blondyna a jego ciało ogarnął zimny pot i fala niesamowitego spełnienia. Jonghyun doszedł równocześnie z kochankiem opadając na jego spocone ciało.
- Key ja też cię przepraszam za wcześniej, kocham cię - wyszeptał mu do ucha
- też cię kocham - wtuleni w siebie zasnęli nie wiedząc, że tuż pod ich drzwiami stał wstrząśnięty Taemin.

Wattpad