wtorek, 27 listopada 2012
kocham was
Mam dopiero 3 rozdziały a już ponad 1000 wejść, jak ja was kocham XD dziękuje bardzo że w ogóle zaglądacie i czytacie moje wypociny... jeszcze raz dziękuję
4 rozdział jest już w połowie to też myślę, że jak nie pod koniec tego tygodnia to w przyszłym go dodam >v<
2min ♥ malowany przeze mnie.
ps. jak dojdzie do 100 komentarzy to dodam one shot jongkey albo 2min (sami wybierzecie)
piątek, 23 listopada 2012
2min Rozdział 3
Oki~ rozdział dodany... tak jak obiecałam jest dłuższy, ale koniec chyba troche zawaliłam... no ale XD proszę bardzo.. miłego czytania i proszę o mnóstwo komentarzy, gdyż minimum 5 komentarzy = nowa notka w przyszłym tygodnu XD huhuhuhu~
/ Aka
~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`
Błagam, niech to się już skończy.
Tae poczuł przyjemne ciepło oplatające jego ciało.
Ociężale uchylił zaspane powieki, dostrzegając twarz chłopaka, dzielącą ich parę milimetrów. Szybko odskoczył od owej osoby, na co on się zaśmiał.
- przepraszam, przestraszyłam cię, ale wyglądałeś tak słodko - to ostatnie dodał ciszej, uśmiechając sie delikatnie do towarzysza. Tae otrząsną się i rozejrzał po pokoju, duży ale skromny pokoik w odcieniach zieleni z białymi meblami. Dwu osobowe łóżko na którym aktualnie przebywał znajdowało się na samym środku pokoju, zajmując przy tym najwięcej miejsca.
- gdzie ja - wyszeptał Lee patrząc się na chłopaka obok.
- uratowałem ci dziś tyłek - zaśmiał się Choi.
Tae otworzył usta chcąc coś powiedzieć, ale szybko zrezygnował. wstał z “łoża” i zabrał się za zbieranie swoich rzeczy.
- możesz to założyć - powiedział straszak pokazując kupke ubrać na brzegu łóżka.
Tae zabrał wskazane ubrana i zaczął się w nie ubierać. Minho mu się przyglądał z zaciekawieniem.
- gdzieś się wybierasz ? - zapytał po chwili, Mini
spojrzał sie na niego pytająco.
- do domu?
- wiesz która jest godzina?
- wiem i właśnie dlatego ide do domu
- nie puszcze cię samego, jeszcze coś ci się stanie
- a co niby miałoby mi sie stać?!
- nie wiem, jesteś przystojny, może ktoś zachce cię porwać albo co gorsza... - nie dokończył gdyż młodszy zatkał mu usta ręką.
- dobra rozumiem, ale i tak ide- powiedział stanowczo, na co Minho wstał.
- nie, nie idziesz
- ide
-nie
-tak
-nie
-tak!
-nie
-TAK!
- bo użyje przemocy - zagroził
- rób se co chcesz! żegnam! - już chciał wyjść z pokoju
gdy Minho rzucił się na niego z swoimi rękami, łaskocąc go w każdym możliwym miejscu. Chłopak wił sie po podłodze śmiejąc się do upadłego.
W pokoju nastała luźna atmosfera.
- ok, ok błagam przestań już! - prosił o litość
rozpłakany Tae. Nie umiał powstrzymać tych paru łez szczęścia. Chociaż błagał,
Minho nie miał zamiaru tak szybko się poddać. Jeszcze przez chwile męczył
młodego, po czym sam wykończony usiadł obok leżącego na ziemi i nadal
śmiejącego się chłopaka. Sam uśmiechając się od ucha do ucha.
- pójdźmy na ugodę, skoro tak ci zależy - oznajmił Minho pomagając wstać chłopakowi.
- jaką ugodę? - zapytał rozbawiony nastolatek otrzepując
tyłek.
- odprowadzę cię - oznajmił stanowczo, kiwając przy tym głową, jakby sam sobie przytakiwał.
- Nie! - zaprotestował
- tak
-nie
- tak, bo cię inaczej nie wyposzczę
- no dobra... ale tylko pod klatkę
- pod same drzwi
- Dryblasie! - wydarł się, po czym ucichł. Czy on go właśnie nazwał go Dryblasem?
- Pod klatke.. niech będzie - Minho uśmiechnął się
szeroko jakby tryumfalnie, po czym wziął dłoń Taemina i pociągnął go do
wyjścia.
Dłuższą chwile szli w kompletnej ciszy... Tae zauważył, że chłopak obok niego mieszkał w
bardzo bogatej okolicy.. już sam jego dom był wielki... ale jak tak teraz szli,
to aż czuł taki zachwyt.. wszystkie te domy, aż świeciły i to dosłownie, były
oświetlone z każdej możliwej strony. Dając niesamowite uczucie i wrażenie. Lee
mieszkał w kamienicy niedaleko, jednak zawsze marzył o innym życiu, o życiu z
dala od tej brudnej i niebezpiecznej okolicy... jak był dzieckiem zawsze jak
chodził z matką na zakupy to przechodzili tą bogatą ulicą a wtedy jego matka
mówiła, że kiedyś tam zamieszkają i będą żyć szczęśliwie bez zmartwień...
jednak zaraz po śmierci matki, całe te marzenia, poszyły w niepamięć, a wolne miejsce zajęła pustka i niechęć do życia. Tae spojrzał ukradkiem na Minhiego, ale napotkawszy wzrok
bruneta, szybko się zarumienił i spuścił głowę. Choi zaśmiał się.
- co się stało? - zapytał szczerząc się od ucha do ucha.
- a-a co by miało być? - zapytał lekko zmieszany.
Odwracając głowę w przeciwnym kierunku.
- nic, po prostu tak słodki się rumienisz..
- G-głupek! - wydarł się przy spieszając krok. Minho
zaśmiał się doganiając chłopaka.
Reszta drogi minęła im w dość spiętej atmosferze. Szli
jakieś 20 minut po czym dotarli pod jeden z bloków kamienicy, weszli do środka
i pokierowali sie pod mieszkanie Minniego. Tae włożył klucz do zamka i
przekręcił go, już chciał wejść, gdy coś go zatrzymało, taki impuls,
przeczucie, nagły strach, do jego nozdrzy dostał się zapach procentów, przez co
szybko zamknął drzwi odwracając sie do Choia.
- D-dzięki za dzisiaj - wyszeptał ledwo dosłyszalnie, spuszczając głowę w dół, i błagając, aby
szybko sobie poszedł, żeby tylko nie usłyszał co się właśnie miało zdarzyć w
jego mieszkaniu.
- Nie masz za co - uśmiechnął się delikatnie podchodząc
bliżej do chłopaka i składając na jego czole delikatny pocałunek - to ja już
ide, śpij dobrze - powiedział po czym tak po prostu odwrócił się i poszedł, zostawiając przed drzwiami zszokowanego Minniego. Taemin poczuł jak jego ciało zaczyna przybierać odcieni czerwieni a mu zaczyna się trudniej oddychać, serce wręcz stanęło w miejscu na pare
maleńkich sekund. Jego myśli błąkały się w głowie, szukając sensu zaistniałej
sytuacji. Minho mnie pocałował chodziło mu po głowie, na co jego rumieńce przybierały
coraz to ciemniejszy odcień. Po chwili stania w bezruchu, opamiętał się i odwrócił sie w strone drzwi jego domu. przełknął głośno
ślinę po czym wszedł do środka, próbując, zrobić jak najmniej hałasu. Powolnym
krokiem udał sie wzdłuż korytarza, spoglądając czy nikogo w nim nie ma. Nagle
przez jego ciało przeszedł mrożący dreszcz. Uczucie lęku ogarnęło cały jego
umysł, próbując znaleźć najszybszą droge ucieczki przed niebezpieczeństwem.
- Ty skurwielu - te dwa słowa wypowiedziane tuż przy jego
uchu, wywołało od groma uczyć, ale to strach i obawa dominowały nad resztą.
Taemin nie odważył się odwrócić. Jednak osoba za nim, nie raczyła czekać i
zaczęła podchodzić co raz to bliżej chłopaka.
- nie masz mi nic do powiedzenia?
-...
- jeszcze jestem twoim pieprzonym ojcem, więc raczył byś
się kurwa odezwać ! - wydał się mężczyzna odwracając chłopaka do siebie i
uderzając go z całej siły. Lee upadł na ziemie, po czym poczuł kolejne
uderzenia, które wydawało się że nie mają końca. łzy płynęły po policzkach, gdy
do nozdrzy dostawał się śmierdzący zapach alkoholu. Ani błagania, ani łzy nie
potrafiły powstrzymać coraz to silniejszych uderzeń.
mężczyzna dźwignął swego syna a gdy lewo co trzymał się
na nogach przyłożył mu jeszcze raz i jeszcze raz ciągle go trzymając, aby nie
upadł. Syczał, klną i wyzywał go od najgorszych. Nienawidził go. Nigdy nie
chciał mieć dzieci. Po śmierci żony, wszystko powoli zaczęło sie sypać a aby
ulżyć sobie, upijał się i znęcał się nie tylko psychicznie ale i fizyczną nad
własnym synem. Nie pozwalając mu na życie osobiste, odizolował go od
najbliższych. Bił go, bo sprawiało mu to przyjemność. Już miał zadać kolejny
cios, gdy zadzwonił telefon. Mężczyzna puścił chłopaka i odszedł w poszukiwaniu
owego przedmiotu. Taemin wiedział, że teraz ma okazje uciec... najlepiej
najdalej stamtąd. Jednak za bardzo sie tego bał, po za tym nie miał do kogo,
nie miał już nikogo. pozbierał ostatnie resztki siły i pośpiesznie udał się do
swego pokoju zamykając sie w nim szybko.
Oparł sie o drzwi oddychając szybko. Jego ciało krzyczało o pomoc, ale on sam
nie mógł wiele zrobić, czuł jakby miał połamane żebra, jakby cały od środka
krwawił. Oprzytomnił słysząc kroki na schodach. powoli odsunął się od drzwi
zakrywając uszy.
trzask! trzask!
- otwieraj do jasnej cholery! - wydarł sie walać w drzwi.
Tae skulił się delikatnie. Błagając, aby to się już skończyło. Na szczęście już po chwili Ojciec odszedł klnąc coś pod nosem. Lee odetchnął, po czym powoli wstał i udał się do łazienki,
która była w jego pokoju. wyciągnął apteczkę i opatrzył te najpoważniejsze
rany. chyba jutro będę musiał opuścić szkołe pomyślał, przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
-cholera - wysyczał z bólu przez zęby. Ostatnia łza
spłynęła po policzku pozostawiając za sobą mokry ślad.
niedziela, 11 listopada 2012
2min Rozdział 2
Okey kochani, oto 2 rozdział 2min'a. Jest krótki, ale następny będzie już o wiele dłuższy >.<
Zapraszam do czytania i przede wszystkim komentowania... bo komentowanie jest bardzo ważne, motywuje autora do pisania.
To też autor prosi o wieeeele komentarzy XD
/ Aka
Mój Wybawiciel
- khym. - odkaszlnął jeszcze raz, tym razem głośniej. Jeden z trzymających Miniego wstał, podążając w kierunku przybysza.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytał napakowany koleś. Jednak nieznajomy nawet się nie odezwał. Drugi chwycił go za bluzkę podciągając do góry.
- pytam się czegoś! - nie zdążył nic więcej powiedzieć, gdyż porządnie oberwał kolanem w krocze. Zawył z bólu, opadają na ziemie. Nieznajomy ominął go i powolnym krokiem skierował się w stronę reszty. Był to 21 latek o brązowych lekko kręconych włosach. Jego ciemne oczy były wypełnione wściekłością i pustką. Wręcz mroziły. Spojrzał na twarz zapłakanego i wystraszonego Taemina, teraz patrzącego się na niego. Starszak uśmiechnął się do niego po czym spoważniał, przeszywając wzrokiem bandziorów.
- ty t-to ty- zaczął się jąkać koleś trzymający Taemina. Chłopak na niego spojrzał. nie zał go, jednak on był popularny, starszaki go znali. Należał do tych przystojnych i dobrze uczących się.
- Choi Minho - powiedział powoli i dokładnie. Minho ruszył. oby dwa bandziory wstały, odwracając się w stronę rówieśnika. Prze chwile, jeden zawahał się.Wszyscy znali ich grupkę. Choi Minho, Lee jinki, Park Jungsoo, Kim YoungWoon i Yoon Doojoon, najpopularniejsi, najprzystojniejsi i każdy wiedział, że lepiej im nie podskoczyć.
- Nie boje się ciebie
- …
- Nie wieże w te bujdy co inni gadają o was.
-...
Koleś podbiegł do Choi’a chcąc go uderzyć. Ten wykonał unik, jeden, drugi, trzeci. Aż w końcu przywalił tamtego. Zawahał się. Na raz, dwóch ruszyło na Minh’iego. Ten skutecznie uniknął ciosów, po czym sam wykonał parę ruchów, które ich obezwładniły. Wszystko trwało kilka minut, upokorzeni szybko pozbierali się z ziemi uciekając jak najdalej od Minho. Choi spojrzał na Lee. Był wystraszony i cały dygotał... było chłodno a on był rozebrany do samych gatek. Jego ciuchy nie nadawały się już do użycia, ale co miał na to poradzić? uklęknął spokojnie obok niego przykrywając go swoją marynarką. Tae spojrzał na niego niepewnie, nie wiedział co ma myśleć, czy ma się bać? czy zaufać? Minho uśmiechnął się do niego.
- nie bój sie, nic ci już nie grozi. - powiedział swym niskim i cichym głosem. Przez ciało Taemina przeszedł dreszcz, Minho widząc co uznał, że to przez zimno. Szkoda tylko, że nie wiedział jak bardzo się mylił.
- Niczym się nie martw. Choi wziął chłopaka na ręce i skierował się do domu. Taemin nie sprzeciwiał się. Dalej przeżywał to co się przed chwilą wydarzyło. mogło się to źle skończyć, gdyby nie on. Całe jego życie stanęło mu przed oczami, nie wiedział co tamci planują, jak się to może skończyć. Choi okazał się jego wybawicielem i od teraz był jego dłużnikiem. Spojrzał na niosącego go chłopaka. Do nozdrza Lee dotarł niesamowity zapach, czekolady. Ten chłopak tak ładnie pachniał a w jego ramionach czuł się bezpiecznie, chciał już na zawsze się tak czuć. Tae wtulił się jeszcze bardziej w Minho, który lekko się uśmiechną na ten gest. Powoli ściemniało się a temperatura spadała. Zapach czekolady delikatnie kołysał chłopaka, przez co już po chwili zasną w mocnych ramionach starszaka, z łagodnym uśmiechem na twarzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



