Dobra nie będę już wam mącić w głowach, oto opowiadanko.
~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`
Dlaczego zawsze
mnie to spotyka. Dlaczego za każdym razem musze tak cierpieć. Dlaczego znów
zostałam sama…. Dlaczego on mnie nie chce pokochać. Zadając sobie te durne
pytania, po raz kolejny w swoim życiu, otwierałam te pieprzone pudełko lodów.
Bo najlepsze na po prawe samopoczucia są słodycze a zwłaszcza lody. Otworzyłam pierwszą z lewej,
szufladę, wyciągając z niej dużą łyżkę. Zabrałam lody i wygodnie usadowiłam się
na sofie w salonie. Włączyłam telewizje i powoli zajadałam się czekoladowymi
lodami. Na moje jedyne szczęście, mogę
jeść ile chce słodyczy a i tak nie zgrubne.
Więc bez żadnych wyrzutów sumienia wzięłam pierwszą dzisiaj, dużą porcje
do ust, aby choć przez moment poczuć się lepiej, lżej. Latałam po kanałach, aż w końcu, zrezygnowana
wyłączyłam telewizor.
-Cholera- przeklęła, gdy pudełko z lodami wypadło mi z
ręki, brudząc moje nowe panele. Leniwie zaszłam do kuchni po ścierkę i starłam
„bałagan”. Moje życie nabierało coraz to
bardziej, bezsensowny kierunek. Już zaczynałam po raz kolejny tego dnia gnoić
się, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Ociężale wstałam z podłogi i podeszłam do
drzwi wejściowych. Otworzyłam je a w
progu dostrzegłam Matta. Mojego kochanego kumpla, przez którego, od początku
naszej znajomości, mam doła.
- hej. – powiedział na powitanie. Po czym jednym gestem
zaprosiłam go do środka. Matt to bardzo przystojny i miły chłopak, jest straszy
od mnie o nie całe 2 lata. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Jednak
nigdy nie miałam odwagi mu tego powiedzieć. Zawsze udawałam, że nic nie czuje i dobrze kryłam swoje uczucia.
- coś się stało? – wyrwał mnie z zamyślenia.
- nic a co? – chciałam odpowiedzieć z powagą, ale jakoś
mi to nie wyszło. Teraz sobie przypomniałam, że przed chwilką płakałam użalając
się nad sobą. Muszę wyglądać beznadziejnie.
- wyglądasz beznadziejnie – normalnie czyta mi w myślach,
pomyślałam. – dlaczego płaczesz? Coś się stało? – zapytał zatroskany. Boże
jeśli będziesz tak do mnie mówić, znów się rozkleję a nie chce, aby był tego
światkiem, nie on.
- To nic takiego. Nie twoja sprawa. – powiedziałam lekko
obojętnie. Jednak nie przekonałam go tym.
- Pierwszy raz widzę jak płaczesz, jesteś silną kobietą,
więc musi chodzić o coś poważnego. – ciągnął dalej.
- Nie, to naprawdę nie twoja sprawa.
- Kurwa. Nie gadaj, że nie moja sprawa. Moja przyjaciółka płacze a ja
nie wiem czemu i nie mogę jej pomóc. Tak, to jest też moja sprawa! – wydarł się
na mnie. W moich oczach stanęły łzy, pierwszy raz na mnie nakrzyczał. Pierwszy
raz, widzę go w takim stanie. Jego oczy, aż płoną wściekłością i troską. Ale
nie powiem mu przecież, że to przez niego płacze, że się w nim zakochałam.
Samotna łza spłynęła po moim policzku, jeszcze bardziej rozmazując tusz.
Matt dostrzegając, że zaczynam płakać,
zaczął przepraszać, za jego zachowanie i gadać, ze jak nie chce to nie musze
gadać, byle nie będę już płakać, bo to łamie jego serce. Podszedł do mnie i
mnie przytulił co wywołało u mnie jeszcze większy szloch i płacz. Moje serce
krzyczało. Czemu on nie wie, że wykonując takie ruchy sprawia, że jeszcze
bardziej jest mu smutno i czuje się beznadziejnie, wiedząc że on i tak nigdy
nic do mnie nie poczuje… wiesz Luna, że
jesteś moją najwspanialszą i najukochańszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek
miałem? Dziękuje ci, że jesteś i mnie wspierasz. Przypomniały mi się
wczorajsze słowa Matta, po których poczułam się cudownie a zarazem
beznadziejnie. „przyjaciółką” powtórzyłam sobie w myślach. Jestem beznadziejna,
nie potrafię przyznać się do własnych uczuć i okłamuję najważniejszą osobę w
moim całym życiu. Tak, jestem beznadziejna.
- Luna… - zaczął nie pewnie Matt wypuszczając mnie z
uścisku. – proszę powiedz mi co jest grane, martwię się o ciebie. – wyszeptał mi do ucha. Czując jego
ciepły oddech na karku, przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- nie mogę ci powiedzieć.
- to chociaż powiedz jak ci mogę pomóc.
- w tym rzecz, że nie możesz. Gdybym ci powiedziała,
możliwe że nie chciałbym więcej mnie znać. – te ostatnie słowa powiedziałam
ledwo dosłyszalnie i do siebie, ale Matt był wystarczająco blisko by je
usłyszeć.
- O czym ty pierdolisz? Jesteś moją najlepszą
przyjaciółką, nic tego nie zmieni – powiedział z poważaniem w głosie. „przyjaciółką”
te słowa odbijały się w mojej głowie, rozrywając moje serce na kawałki.
- no właśnie.. przyjaciółką. – powiedziałam zrezygnowana.
Matt spojrzał na mnie z taką troską, jak nigdy.
- błagam powiedz mi, bo zaraz nie wytrzymam. Luna jasna
cholera o czym ty pierdolisz?! Ułatw mi sprawę i powiedz o co chodzi!
Zakochałaś się w kimś czy co? – po tych słowach wyraźnie posmutniał. Zaczął
wpatrywać się w podłogę tak samo jak ja. Staliśmy tak przez chwilkę, aż
raczyłam się odezwać. Raz kazi śmierć, pomyślałam i spojrzałam mu w oczy.
- Matt ja… zaczęłam nie pewnie.. – tak… zakochałam się… -
powiedziałam pół szeptem, Matt spojrzał na mnie z szeroko rozszerzonymi oczami,
jagle kompletnie się zmienił, posmutniał i jego oczy się zaszkliły. Nie takiego
go znałam. Zawsze uśmiechnięty i wesoły chłopak, stałe teraz przede mną z
kompletną załamkom.
- haha – zaśmiał się histerycznie. Trochę się
przeraziłam. - .. Kto jest tym szczęściarzem? Znam go? – zapytał.
- tak znasz go bardzo dobrze. – powiedziałam przyglądając
się mu.
- ha… fajnie.. miło słyszeć… mam nadzieję, że wam się uda.
– po tych słowach szybko zawrócił i chciał jak najszybciej wyjść z mieszkania.
Nie rozumiem dlaczego tak zareagował?
- Matt! Czekaj! – wyciągnęłam rękę w jego kierunku, chcąc
go złapać, jednak byłam zbyt wolna i Matt
wybiegł z mieszkania. Szybko ubrałam buty i pobiegłam za nim… musiałam
mu powiedzieć prawdę, powiedzieć że go kocham.
Go .. tylko i
wyłącznie Go.
- Matt! – darłam się, biegł tuż przede mną w stronę
ulicy. –Matt! – nagle usłyszałam pisk opon i uderzenie. Moje serce stanęło w
miejscu. A przez moje ciało przeszedł przeraźliwy ból. Usłyszałam jak ktoś woła
moje imię. Jestem pewna, że to był Matt. Krzyczał moje imię stojąc tuż na de
mną. Powoli otwarłam usta.
- Matt, kocham cię – ledwo wydusiłam z siebie, gdy cały
ból ogarniający moje ciało, przepadł.
Nic nie czułam. wstała jakby nic nigdy się nie stało.
Rozejrzałam się wokół. Ludzie przypatrywali się czemuś. Spojrzałam w dół. Moje
oczy przybrały kształt 5złotówki. A szczęka opadłą z nie dowierzania. Po
policzku zaczęły płynąc łzy a ciało drżeć. Tego widoku nie zapomnę do końca
życia.
Zobaczyłam siebie, całą zakrwawioną i leżącą na asfalcie.
Jednak nie byłam sama. W moje ciało wtulał się Matt kołysząc nas i płacząc jak
małe dziecko. Krzyczał i szlochał na zmianę.
- Luna! Luna! Luna ! – darł się krztusząc się własnymi
łzami. – Luna kocham cię, słyszysz, masz się obudzić, kocham cię, zawsze
kochałem, bałem się wyjawienia tego tobie… przepraszam… proszę Luna! Luna! –
moje serce już nie biło.. jednak poczułam przeraźliwy ucisk w nim. On mnie kocha, kocha. Krzyczałam w
myślach.. jednak już było za późno….
-Matt, ci ciebie też kocham. – powiedziałam, jednak on
tego nie słyszał…. – tak bardzo cię kocham i jestem teraz taka szczęśliwa…
dziękuję… - po wypowiedzeniu tych słów,
poczułam bolesne uderzenie… kolejne… i kolejne… Dum dum… dum dum.. dum dum….
Chwyciłam się za klatkę piersiową i opadłam. Dum dum…. Dum dum… dum dum….- Matt
– wyszeptałam resztkami siły.. Dum…. Dum….dum dum…
- Luna .. Luna… luna…-
wołając mnie głos stawał się co raz to nie wyraźniejszy. Aż kompletnie ucichł.
Dum dum.. dum dum… dum dum… nagle coś mocno mnie ukuło w
serce, moje ciało wygięło się w łuk a
jak otworzyłam szeroko oczy próbując zaczerpnąć powietrza, tak jakbym była
odłączona od niego całą wieczność. Czułam jak coś mocno trzyma mnie za rękę.
- Luna! – usłyszałam znajomy głos…
- M-matt.. – wyszeptałam. Fala bólu przeszła przez moje
ciało, doprowadzając mnie do szaleństwa i syku z bólu.
- Boże Luna! Boli cię coś?! Zaczekaj zawołam lekarza! –
chłopak wybiegł z pokoju i zaraz potem wbiegł z Lekarzem.
- proszę pani, co panią boli? – pytał lekarz, gdy ja
syczałam z bólu.
- wszystko - ledwo
odpowiedziała a już słyszałam Głos Matta jak wydziera się na lekarzy, aby
szybko mi dali jakieś znieczulenie czy coś. A
co jeśli to był tylko sen? Przez
moją głowę przeszła myśl, która mnie przeraziła. A co jeśli to był, tylko durny
sen i Matt wcale nie mówił, ze mnie
kocha? Łzy popłynęły z moich oczu.
- Luna, skarbie, czemu płaczesz.. Boże dajcie jej coś w
końcu! – zaczął się wydzierać w niebogłosy Matt. Zasnęłam. Po jakimś czasie otworzyłam
oczy, była noc. Czułam czyjąś dłoń trzymającą moją rękę. Delikatnie odwróciłam
się chcąc zobaczyć do kogo ona należy. Zobaczyłam słodko śpiącego Matta
opierającego się o łóżko i delikatnie
trzymającego mnie. na moją twarz wbiegł delikatny śmiech. Uwolniłam się z jego
uścisku i dotknęłam jego włosów. Przejechałam po nich dłonią, przez co
obudziłam Matta.
- Luna? – zapytał zaspanym głosem.
- hej Matt – wyszeptałam . uśmiechając się delikatnie.
- Boże Luna, jak dobrze, ze ci nic nie jest!. Boli cię
coś? Jak tak to powiedz zawołam lekarzy co ci coś…
- Matt, uspokój się, nic mnie nie boli… - przerwałam mu.
- To dobrze. – nastała cisza.
- Luna – zaczął niepewnie Matt. – Ja.,. chciałbym cie
przeprosić, to wszystko moja wina, gdyby zachował się jak mężczyzna a nie jakiś
tam szczeniak to by to tego wszystkiego nie doszło.
- to nie twoja wina. Gdyby ci od razu powiedziała, że
cię…. – przerwałam. A co jeśli to był
tylko sen? Zadałam sobie po raz
kolejny to pytanie. A chuj z tym.. – kocham, nie stało by się to. – dokończyłam
- Luna ja.. ja też cię kocham. – powiedział Matt,
chwytając mnie za rękę. – i chciałbym, gdy tylko stąd wyjdziesz, abyśmy
spróbowali… no wiesz… - zaplątał się lekko. To jest sen, to nie może być
prawda. Matt naprawdę powiedział, że mnie kocha…. Na moją twarz wpłyną szeroki
uśmiech.
- Matt. – zaczęłam
- tak? – powiedział lekko zakłopotany.
- pocałuj mnie. – wyszeptałam cichutko, jednak na tyle
głośno, aby mnie usłyszał. Chłopak nawet się nie odezwał. Tylko się uśmiechną i
nachylił nade mną. Najpierw pocałował mnie w czubek głowy, później w czoło,
nos, aż w końcu nasze usta spotkały się.
Najpierw nieśmiało, jednak po chwili pocałunek się pogłębił. Niechętnie
oderwaliśmy się od siebie, aby zachłannie zaczerpnąć powietrza, którego już
brakowało. Nasze oddechy były przyśpieszone a nasze serca biły o milion razy
szybciej. Wpatrzeni w siebie na naszych ustach pojawił się uśmiech.
- dziękuję – powiedziałam, zaraz gdy uspokoiłam oddech.
Matt spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- za co? – powiedział.
- za to że jesteś – odpowiedziałam ponownie go całując.
Przez całą naszą znajomość, bałam się wyjawić swoje
uczucia, miłość do najlepszego przyjaciela. Tyle cierpiałam i tyle wypłakałam
łez. A teraz… a teraz jestem najszczęśliwszą dziewczyną na całym świecie.
Pokochałam i zostałam pokochana.
~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`
Koniec ;P
Co wy na to? tak wiem, nie jestem dobra w pisaniu opowiadań.... ;/ ale co poradzę, robię co lubię.
Napiszcie jak wam się podobało, to dla mnie ważne. chciałabym znać opinie innych, wasze, już nawet nie zwracając uwagi na ortografie, składnie i tak dalej.
khehehehehehe....
Wasza reakcja na ostatnie słowa Luny:


Ciekawe, ciekawe... trochę błędów językowych się nagromadziło, ale co tam. Opowiadanie przypadło mi do gustu - czekam na więcej.
OdpowiedzUsuń